fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Co zrobi minister ws. biegłych sądowych

123RF
Wpis na listę biegłych sądowych nie dodaje nikomu wiedzy specjalnej, a przyjmowanie opinii bez zastrzeżeń może świadczyć zarówno o ich poprawności, jak nieumiejętności ich oceny – pisze warszawski adwokat Karol Pachnik.

Ogłoszony właśnie raport NIK o biegłych, choć merytorycznie nie jest idealny, obrazuje większość problemów, jakie obserwują w swojej pracy adwokaci. Mimo powtarzanych zapowiedzi kolejne wersje ustawy o biegłych trafiają do kosza. Czy nowy minister sprawiedliwości dokona zmian?

Opinie biegłych to drugi pod względem częstotliwości wykorzystywania środek dowodowy. Sądy jednoznacznie interpretują, że biegłego trzeba powołać zawsze, gdy zakres dowodzenia dotyczy wiadomości specjalnych (choć to pojęcie nie zostało wyjaśnione w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości).

Nic dziwnego, że praca biegłych i wymagania im stawiane budzą zainteresowanie uczestników procesów. Często bowiem na wnioskach z ich opinii sędziowie opierają swoje rozstrzygnięcia. Tymczasem jak nieidealny to dowód, wskazuje ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli „Funkcjonowanie biegłych w wymiarze sprawiedliwości".

Zawsze się znajdą chętni

Tak jak nie wyjaśniono, czym są wymienione w kodeksie postępowania cywilnego instytut naukowy i naukowo-badawczy oraz znane z kodeksu postępowania karnego instytucja naukowa lub specjalistyczna, tak nie opisano w prawie, jakimi kwalifikacjami musi się legitymować biegły – poza ogólnym stwierdzeniem o konieczności posiadania wiadomości specjalnych. To powoduje, że coraz częściej opinię usiłują wydawać przedsiębiorcy stawiający sobie za cel komercyjne produkowanie opinii na potrzeby procesów sądowych. W opinii NIK może to prowadzić do zjawisk wątpliwych etycznie i prawnie, np. do tzw. podzlecania opinii. NIK stwierdziła także przypadki wydawania opinii (m.in. w zakresie DNA) przez podmioty, które nie posiadały odpowiednich akredytacji.

Zasadą jest, że sądy zasięgają opinii biegłych wpisanych na listy prowadzone przez prezesów sądów okręgowych. Można powołać do wydania opinii także osoby niewpisane na takie listy, a posiadające wymagane kwalifikacje, ale dzieje się to niezwykle rzadko, zwykle gdy brak na liście odpowiednich biegłych albo gdy terminy oczekiwania na wydanie opinii są długie.

Sam wpis na listę biegłych dokonywany jest wyłącznie po wykazaniu spełnienia przesłanek formalnych. W żaden sposób nie jest weryfikowana przed wpisem wiedza kandydata na biegłego. Wystarczy przedstawienie dyplomów ukończenia kursów czy zaświadczeń o przynależności do stowarzyszeń, aby zostać wpisanym na listę. Nawet jeżeli biegły zostanie skreślony z powodu braku kwalifikacji z listy prowadzonej przez prezesa jednego sądu okręgowego, może dalej figurować na liście w innym sądzie, a nawet nie będąc na żadnej, wydawać dalej opinie (!). Jak podała NIK, biegły skreślony z listy biegłych Sądu Okręgowego we Wrocławiu w 2012 r. przedstawił w kolejnych miesiącach (na zlecenie wrocławskich prokuratur) 163 opinie, zarabiając przy tym 85 tys. zł. Z kolei biegły, któremu odmówiono wpisania na listę Sądu Okręgowego w Warszawie ze względu na nieterminowe i nierzetelne wydawanie opinii oraz brak specjalistycznej wiedzy, był w tym samym czasie czynnym biegłym z listy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga i w ciągu dziesięciu miesięcy 2014 r. wydał 167 opinii (czyli blisko 17 miesięcznie) na kwotę prawie 400 tys. zł.

Pozazdrościć odwagi

Wadliwy sposób weryfikacji kandydatów nie jest też neutralizowany na etapie oceny prac osób, które wydają opnie, a nie mają ku temu odpowiednich kwalifikacji.

Niejednokrotnie prokuratorzy i sędziowie nie tylko sami nie dążą do weryfikacji efektu pracy biegłego, ale jeszcze utrudniają takie działania. Co więcej, i sędziom zdarzało się zadawać biegłym niedopuszczalne pytania o to, kto jest winien, czy o interpretację obowiązującego prawa.

Jeżeli wyeliminuje się możliwość zadawania biegłemu pytań o jego kwalifikacje, szanse na prawidłową ocenę opinii stają się ograniczone. W polskim prawie strona nie może wnieść o powołanie superbiegłego, który sprawdzi poprawność opinii. Nie ma też zrównanych z opinią biegłego opinii prywatnych, składanych na zlecenie stron procesowych. Błędnie w raporcie NIK wskazano, że istnieje możliwość przedstawiania przez strony w procesie karnym tzw. prywatnych opinii – dokumenty takie przedłożone w procesie nie będą miały bowiem waloru opinii biegłych, lecz będą traktowane jak stanowisko strony z uwzględnieniem wiadomości specjalnych.

A biegli z wielką śmiałością potrafią wydawać opinie, które rozstrzygają o faktach czy o wypełnieniu znamion przestępstwa. Nie są wcale odosobnione przypadki, kiedy inżynier budowy maszyn rolniczych wydaje opinię o rekonstrukcji wypadku drogowego, a opinia biegłego lekarza ma pół strony i ani w niej słowa o metodzie badawczej.

Tymczasem biegły nie tylko musi posiadać wiadomości specjalne – mają one jeszcze być aktualne. Nie do zaakceptowania jest opinia biegłego wydana na podstawie jego najlepszej wiedzy, ale nieaktualnej już wobec postępu nauki czy techniki. Częstokroć zamiast rekonstrukcji wypadków drogowych biegli przesyłają wydruki programów komputerowych, w których dokonywali obliczeń metodą prób i błędów, dowolnie podstawiając wartości fizyczne. Następnie nie potrafią odpowiedzieć, jaki wzór naukowy pozwolił na wyliczenie zawartych w opinii wniosków, tłumacząc, że liczył nieomylny program komputerowy.

Dlatego tak ważne jest zadawanie biegłym pytania o ich wykształcenie, zastosowaną metodę badawczą, jej ryzyko błędu, inne metody pozwalające na wykonanie opinii i ich zawodność. Zdarza się jednak, że zamiast rzetelnej oceny dowodu następuje próba jego uwiarygodnienia za wszelką cenę. Wtedy biegłym zadawane są pytania o to, czy są wpisani na listę biegłych sądowych i od ilu lat oraz ile opinii w tym czasie wydali.

Nadzieja w ministrze

Przykłady podane w raporcie NIK wskazują dobitnie, że wpis na listę biegłych sądowych nie dodaje nikomu wiadomości specjalnych, a przyjmowanie kolejnych opinii bez zastrzeżeń może świadczyć zarówno o ich poprawności, jak i o nieumiejętności ich oceny.

Bardzo rzadko następuje też realna ocena nakładu pracy biegłego. Klasyką są opinie biegłych, gdzie dziewięć na dziesięć stron zajmują fragmenty zeznań wypisane z akt sprawy, które później nie są w żaden sposób brane pod uwagę przez biegłego przy wyciąganiu wniosków, a wydają się dopisane właśnie w celu uzasadnienia poniesionego nakładu pracy.

Oczywiście w chmarze nierzetelnych pseudofachowców znajduje się wielu kompetentnych biegłych o najwyższych kwalifikacjach. Jednak zasygnalizowane problemy bardzo niepokoją i dla właściwego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości konieczne jest ich rozwiązanie. Decydujący wpływ na sposób rozwiązania problemu, jak się wydaje, będzie mieć minister sprawiedliwości.

W artykule wykorzystałem fragmenty z informacji NIK o biegłych w wymiarze sprawiedliwości z 18 listopada 2015 r., https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-bieglych-w-wymiarze-sprawiedliwosci.html

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA