Kryzys demograficzny w Polsce się pogłębia. Jak pogodzić zamykanie porodówek, gdzie wykonuje się niewiele porodów, z odwracaniem negatywnego trendu demograficznego i budowaniem w kobietach pewności, że w Polsce jest gdzie rodzić dzieci?
Mniej więcej od 2012 r., razem ze śp. prof. Michałem Troszyńskim i ówczesnym konsultantem krajowym prof. Stanisławem Radowickim, informowaliśmy Ministerstwo Zdrowia, że taka sytuacja z roku na rok narasta i położnictwo powinno być zreorganizowane. Dotychczas nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło i doszliśmy do etapu, kiedy porodówki muszą być zamykane – właśnie przez postępujący spadek liczby narodzin. W związku z tym wprowadzamy działania interwencyjne, żeby nie było białych plam i żeby te nierówności zniwelować. Jednocześnie w Ministerstwie Zdrowia pracujemy z konsultantem krajowym i konsultantami wojewódzkimi w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz neonatologii nad zorganizowaniem bezpiecznej sieci oddziałów położniczych. W miejscach, gdzie nie ma takich oddziałów, powinny działać poradnie ginekologiczne, które będą sprawować opiekę nad kobietą ciężarną i prowadzić diagnostykę prenatalną po to, żeby wyłapać problemy i skierować pacjentki do opieki ambulatoryjnej w trakcie ciąży i pod opiekę do szpitala o odpowiednim stopniu referencyjności. Tam powinien być planowany poród. Natomiast w przypadku ciąży fizjologicznej o prawidłowym przebiegu kobieta powinna trafiać do szpitala wskazanego w danej okolicy bądź wybranego przez nią – bo teraz panie same wybieracie sobie miejsce do porodu, gdzie spodziewacie się najlepszej opieki. I chodzi o to, żeby takie szpitale były szpitalami bezpiecznymi.
Czytaj więcej
Pod koniec 2025 r. w Polsce działały 284 porodówki. Teraz jest ich 266, czyli w niespełna cztery...
A co to znaczy, że szpital jest bezpieczny?
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i Międzynarodowej Federacji Ginekologii i Położnictwa (FIGO) bezpieczny szpital to ten, w którym przyjmowanych jest powyżej tysiąca porodów rocznie. Chcemy obniżyć tę liczbę, żeby na oddziale odbywały się minimum dwa porody dziennie, czyli powiedzmy siedemset parę porodów rocznie, bo wtedy personel nie traci swoich umiejętności zawodowych. Jeżeli mamy jeden poród na trzy dni, to sprawność personelu naturalnie się pogarsza – nie można zapewnić bezpieczeństwa i właściwej jakości usług dla kobiety ciężarnej z problemem ginekologicznym. WHO i FIGO wskazują też, że czas transportu ciężarnej z domu do miejsca narodzin nie powinien przekraczać 60 minut. Chciałbym zwrócić uwagę, że w Norwegii – a lubimy się odwoływać do przykładów skandynawskich – od 2016 r. oddziały położnicze przyjmują ok. tysiąca porodów, zmniejszono liczbę samych oddziałów, a transport kobiety w ciąży ma nie przekraczać 90 minut. My zakładamy, że przejazd z interwencyjnego punktu położniczego, czyli tzw. pokoju narodzin, powinien trwać maksymalnie 40 minut. W Norwegii czas dojazdu jest więc dłuższy, liczba oddziałów zmniejszyła się, a wyniki położnicze nie pogorszyły się w żaden sposób.
Skoro bezpieczny szpital to taki, gdzie jest ok. 1000 porodów rocznie, to argument o bezpieczeństwie przestaje działać w przypadku pokojów narodzin, gdzie porody mają odbywać się incydentalnie.
To rozwiązanie zakłada, że porody co do zasady w takich miejscach nie będą przyjmowane. Niemniej w wyjątkowych sytuacjach, gdy transport będzie bardziej ryzykowny niż poród w pokoju narodzin, będą się one tam odbywać. Takich zdarzeń w Polsce jest kilka rocznie. W takim szpitalu ma jednak być czynna poradnia ginekologiczna, która zapewni codzienną opiekę ciężarnym.
A co z argumentami lekarzy, że w pokoju narodzin nie będzie anestezjologa i pytaniami o to, kto zaintubuje noworodka w razie potrzeby?
Pracuję w zawodzie niemal 40 lat, z czego ponad 30 na sali porodowej i mogę powiedzieć, że jeżeli mamy sytuację, gdy poród jest mocno zaawansowany, dokonuje się w tak krótkim czasie, że tak naprawdę jesteśmy w stanie tylko nie przeszkadzać temu dziecku przyjść na świat. Trzeba też pamiętać, że pokoje narodzin mają powstawać w szpitalach pełnoprofilowych, czyli powinni tam być anestezjolog, chirurg, a jeżeli jest oddział ginekologii, to również ginekolog, którzy w takiej sytuacji będą w stanie udzielić kobiecie wszelkiej pomocy. Ponadto możliwości pomocy dziecku będą na pewno większe w takim szpitalu niż w karetce, samochodzie prywatnym czy w przypadku porodu w domu.