fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Polskim sądom grozi coraz większy chaos

Fotolia.com
Sędziowie zapowiadają, że nie stawią się przed Izbą Dyscyplinarną SN.Ta jednak zamierza orzekać.

Wszystko za sprawą wyroku Sądu Najwyższego, jaki zapadł 5 grudnia. Ten, po odpowiedzi unijnego Trybunału z Luksemburga, uznał, że Krajowa Rada Sądownictwa nie daje wystarczających gwarancji niezależności od polityki, a Izba Dyscyplinarna nie jest sądem. I właśnie o tę drugą kwestię tu chodzi.

Coraz głośniej sędziowie – w tym ostatnio Krystian Markiewicz, któremu rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych postawił 55 zarzutów popełnienia przewinień dyscyplinarnych – mówią, że się przed Izbą Dyscyplinarną nie stawią. – Dla mnie to nie jest sąd – potwierdza Markiewcz. Wcześniej prezes Iustitii oraz wielu innych sędziów ignorowali wezwania do stawiennictwa czy złożenia wyjaśnień na piśmie wysyłanych przez samego rzecznika lub jego zastępców. Teraz sprawa robi się jeszcze poważniejsza.

W czym rzecz?

Otóż Izba Dyscyplinarna może np. zdecydować o zawieszeniu sędziego w orzekaniu na jakiś czas. Jeśli jednak sędzia na posiedzenie się nie stawi, zignoruje decyzję ID i będzie nadal orzekać, powstaje problem, jak traktować wszystkie wydane przez niego orzeczenia.

– To bardzo niebezpieczne dla wymiaru sprawiedliwości i obywateli, którzy przychodzą do sądu rozwiązywać swoje życiowe sprawy – ocenia sędzia SN Michał Laskowski. Nie wyobraża on sobie jednak, by karać kogoś za to, że interpretuje wyrok polskiego SN i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

– Wierzę, że władza doceni powagę sprawy i pojawi się rozwiązanie, które rozwiąże takie sytuacje - mówi Laskowski. Inny z sędziów SN, Wiesław Kozielewicz, znawca problematyki dyscyplinarnej, także mówi o zagrożeniu, jakie niosą ze sobą takie działania. Nie ma jednak wątpliwości, że dopóki Izba Dyscyplinarna funkcjonuje, to należy to respektować.

– Można się spierać, jak interpretować te wyroki, szukać rozwiązania, ale nie dyskredytować z góry organu. Trzeba patrzeć na konsekwencje, a te mogą się okazać nieodwracalne – mówi „Rzeczpospolitej" sędzia Kozielewicz. Na pytanie, co grozi sędziom za ignorowanie działania Izby, Kozielewicz odpowiada, że tym samym narażą się oni na kolejną odpowiedzialność dyscyplinarną.

Wagę problemu dostrzega także prof. Ewa Łętowska, b. sędzia TK i rzecznik praw obywatelskich, która była gościem „Rzeczpospolitej" w miniony piątek.

– Sytuacja jest bardzo trudna – potwierdza. Przypomina, że żaden sąd nie może orzekać bez społecznego zaufania. Profesor Łętowska liczy, że władza także dostrzeże ten problem i w drodze ustawowej rozwieje wszelkie zaistniałe wątpliwości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA