Sędziowie i sądy

Możliwe zmiany w opłatach sądowych

Fotolia.com
Jeśli nie będzie dofinansowania jednych spraw innymi to pojawią się nowe opłaty.

Choć to oczywiste, jednak często zapominamy, że do wszystkiego i zawsze potrzebna jest jakaś energia. Bez niej nic istnieć nie może, każdy proces zatrzymuje się, a organizm umiera. Są różne rodzaje energii; odpowiednie dla danego zjawiska lub odbiorcy.

Pogodę na ziemi napędzają promienie słońca, dla smartfonu i żarówki konieczny jest prąd, dla samochodu benzyna, a dla istot żywych pożywienie. Są też różne formy energii niematerialnej, która pobudza istoty ludzkie do działania w imię wyższych wartości i celów, które nie mają (bo mieć nie mogą) materialnego uzasadnienia. Te siły niematerialne z reguły pociągają za sobą skutki realne, kiedy ambicja przynosi zyski z pracy, zaufanie otwiera linie kredytowe, a złość i nienawiść przynoszą szkody na zdrowiu i mieniu.

Energię czerpiemy z otaczającego nas świata, korzystając z różnych źródeł. Spośród wielu sposobów czerpania energii jedne uważane są za „czyste", a inne za „brudne". Uwalnianie energii z „brudnego" źródła wiąże się z negatywnymi skutkami ubocznymi w postaci np. skażenia środowiska. „Czyste" źródła pozwalają używać jej bez niepożądanych skutków ubocznych. Ponadto każdy rodzaj energii ma swoją cenę, co wymusza oszczędność lub rezygnację, jeśli nie wystarcza środków. Wtedy trzeba zrezygnować z kosztownego celu lub szukać innego, dostępnego rozwiązania.

W obliczu kryzysu sądów i negatywnych ocen postępowania sądowego warto przyjrzeć się postępowaniom sądowym jako swoistym procesom przepływu różnych rodzajów energii. Energie te zamieniają się w siły zdolne sprawę przesuwać naprzód i przybliżać ku rozwiązaniu albo przeciwnie – utrudniać, komplikować, przedłużać i oddalać rozstrzygnięcie. Dlatego również procesy i postępowania sądowe muszą mieć swoje „źródła zasilania". Potrzeba więc analizy „energetycznej" natury zjawisk zachodzących w czynnościach i postępowaniach sądowych. Będziemy chcieli się dowiedzieć, jakie nakłady i starania są rzeczywiście konieczne do przeprowadzenia danej sprawy lub spraw. Potem, jak układa się podział tych nakładów i starań na strony, sąd i osoby trzecie powołane do sprawy (jak świadkowie i biegli). W tym miejscu można zarzucić: przecież to nic innego niż koszty postępowania! Rzeczywiście, tak się właśnie uważa i można postawić tezę, że jest to podejście błędne, którego skutkami są skłonność do przewlekłości postępowań sądowych oraz chroniczna niewydolność sądów. W czym tkwi błąd?

Koszty postępowania pozostają bez związku z rzeczywistymi nakładami koniecznymi do przeprowadzenia sprawy

Po pierwsze – system opłat sądowych jest całkowicie oderwany do kosztów działalności sądów i nikt się nie przejmuje, ile Skarb Państwa dokłada do każdej sprawy (jednostkowo i przeciętnie). Można jednak inaczej. W Holandii przeprowadzoną z sukcesem reformę sądownictwa poprzedziła analiza kosztów i na tej podstawie podjęto decyzje, co zmieniać i w jaki sposób. Obecnie stosowana w naszym kraju tabela opłat sądowych przypomina opodatkowanie od wartości przedmiotu sporu. Dlatego opłata sądowa np. za wydanie nakazu zapłaty jest zależna od wysokości roszczenia, a nie od realnych nakładów niezbędnych dla tej czynności sądowej. Niestety, wszelkie o tym dyskusje układają się od dawna według tego samego niedobrego schematu. Prawnicy zarzucają, że opłaty sądowe są za wysokie. Ze strony ustawodawcy pada w odwecie odpowiedź, że są niskie. Prawnicy mają na myśli opłaty stosunkowe od najwyższych wartości przedmiotu sporu, a po stronie ustawodawcy bierze się pod uwagę najniższe z obowiązujących opłat. Taki dialog zawsze będzie bezproduktywny. Bo rzeczywiście – kwoty najniższych opłat są nawet zdumiewająco niskie, jednak opłata sądowa od prostych czynności (jak wydanie nakazu zapłaty) i przy wysokich kwotach roszczeń staje się zaskakująco wysoka i wielokrotnie przewyższa rzeczywiste koszty obsługi po stronie sądu. Można więc rozważyć, czy jest uzasadnione utrzymywanie w ten sposób quasi-podatku od dochodzenia zadłużenia, w imię ukrytego sponsorowania innych deficytowych spraw (rodzaj janosikowego). Wydaje się, że konstytucyjne prawo do sądu wynikające z art. 45 konstytucji oraz z art. 6 europejskiej konwencji praw człowieka i podstawowych wolności pozwala na zryczałtowanie opłat sądowych, ale nie pozwala na opodatkowanie wierzytelności dochodzonych przed sądem. Warto więc przemyśleć ideę „spłaszczenia" opłat sądowych, w celu obniżenia niektórych wybujałych ponad miarę opłat stosunkowych.

Jak struktura opłat sądowych może wpływać na przebieg postępowania sądowego

Spłaszczenie taryfy opłat to dopiero początek pożądanych zmian – oznacza obniżenie pułapu opłat, ale dolna ich granica może być wyższa niż dotychczas. Pozwala też na odejście od oczywistego obecnie zryczałtowania wszystkich kosztów całego postępowania. Jeżeli nie będzie (do)finansowania jednych spraw kosztem drugich (te o większe pieniądze sponsorują groszowe sprawy), to pojawia się uzasadnienie dla nowych i dotąd nieznanych opłat (bo dziś objętych ryczałtem opłaty sądowej). Więc za wszystkie te czynności, o które strony wnoszą lub nie i które występują w zróżnicowanym natężeniu. A więc za przesłuchanie świadków, powołanie i wysłuchanie biegłego, wizję lokalną itd. To byłby realny bodziec do przyspieszenia postępowania, ponieważ dzisiaj dodatkowe roszczenia i żądania procesowe są zupełnie za darmo.

Doktryna uzasadnia takie podejście koniecznością obiektywnego wyjaśnienia sprawy, co wymaga kosztów, na które trzeba się zgadzać. Jakże szkodliwe i źle uzasadnione jest to przekonanie. Po pierwsze dlatego, że najpierw posłuży obstrukcji, potem zaś ewentualnie dowodzeniu prawdy. Dlaczego? Bo o dostarczenie odpowiednich dowodów powód winien zadbać przy wniesieniu pozwu lub wstrzymać się z pozwem do czasu ich uzyskania. Jest to zasada powszechnie znana i przestrzegana, bo wnoszenie pozwów bez dowodów zawsze prowadzi do przegrania sprawy i dalszych strat. Po stronie przeciwnika jest dokładnie odwrotnie, bo przez przeprowadzanie nowych dowodów zgłaszanych przez pozwanego oddala się wygrana powoda. Jeżeli jest to niezasadne, mamy do czynienia z obstrukcją postępowania.

Nie można jednak z góry i przed zapoznaniem się z dowodami przesądzić, co jest obstrukcją, a co nią nie jest. Można jednak sprawić, aby obstrukcja nie była za darmo, czyli zrównać strony w swoich prawach od strony kosztów. Jeżeli powód płaci za możliwość dowodzenia swoich racji, to i pozwany powinien. Po drugie – większość kosztów dowodowych jest przenoszona na osoby trzecie, które je przynajmniej kredytują. Właśnie dlatego sądy mają problemy ze stawiennictwem świadków. Nie byłoby z tym problemu, gdyby świadkowie po przybyciu do sądu i złożeniu zeznań otrzymywali w gotówce zwrot poniesionych kosztów przejazdu plus zwrot swojej pensji za dzień opuszczony w pracy dla stawiennictwa w sądzie.

Procedura ma zmuszać strony, a nie sędziego do aktywności w sprawie

Z pozoru wszystko jest w porządku – bo już na wstępie w kodeksie postępowania cywilnego zapisano, że to do stron należy inicjatywa dowodowa (art. 3), a jeżeli sąd ma przeciwdziałać przewlekłości postępowania (art. 6 § 1), to ten obowiązek sądu sprzężono z obowiązkiem stron dostarczania wyjaśnień i dowodów bez zwłoki (art. 6 § 2).

W czym tkwi błąd? W niedookreślonej dyspozycji (bez zwłoki) oraz braku sankcji. W efekcie ustawodawca przygotował pożywkę na przewlekłość postępowania, bo dowody można składać bez ograniczeń czasowych, zwłaszcza gdy art. 217 § 1 na to pozwala. Jeżeli sąd postanowi położyć kres przedłużaniu postępowania przez kolejne wnioski dowodowe (art. 217 § 2 i 3), spotka się zapewne z zarzutami niewyjaśnienia wszystkich okoliczności koniecznych do wydania rozstrzygnięcia oraz uniemożliwienia obrony swoich praw. Tak można jeszcze zyskać premię w postaci zarzutów apelacyjnych i możliwość przedłużenia postępowania o jedną instancję.

Sędzia nie jest badaczem, ale arbitrem

Postępowanie sądowe to nie badania naukowe, a zadaniem sędziego nie jest rozważanie problemów opisanych w pozwie i odpowiedzi na pozew. Do sędziego należy wydanie rozstrzygnięcia na podstawie oceny dowodów przedstawionych przez strony. Problem wymuszenia koncentracji materiału dowodowego da się rozwiązać bez sięgania po narzędzia w rodzaju prekluzji. Wystarczy wprowadzić zasadę merytorycznego ograniczenia postępowania – do twierdzeń i zarzutów podniesionych w pierwszym piśmie wniesionym do sprawy. Wówczas nowe fakty i dowody można by składać bez ograniczenia czasowego, ale wyłącznie w odpowiedzi na zarzuty strony przeciwnej. Dlaczego prekluzja jest zła? Ponieważ zmusza do zgłaszania wszelkich dowodów – z góry i na wszelki wypadek. W efekcie wielokrotnie wzrosła objętość pism procesowych i wniosków dowodowych. Wszyscy wiedzą, jak to wpłynęło na rzeczywistą sprawność i czas postępowania. Widać, że prekluzja zrodzona została w umyśle badacza (ten pragnie od razu wszelkich dowodów, żeby mu potem w pracy badawczej nie przeszkadzać), a nie w umyśle gracza (ten umiejętnie pozbywa się zbędnych spraw opóźniających zdobycie celu).

Energia „czysta" i energia „brudna" w postępowaniu sądowym

Energia „czysta" w postępowaniu sądowym pozwala rozwiązywać problemy konieczne do uzyskania rozstrzygnięcia, bez zbędnych opóźnień. Energia „brudna" jest pożywką dla obstrukcji, stymuluje zbyteczne problemy, których rozwiązywanie jest czasochłonne, i nie przybliża rozstrzygnięcia. Wydaje się jednak, że takie oceny można podejmować dopiero po zakończeniu postępowania dowodowego, wydaniu rozstrzygnięcia i zapoznaniu się z uzasadnieniem orzeczenia. Dlatego ustawodawca musi przygotować bodźce, które działać będą wcześniej, ze skutkiem stymulującym na „czystą" energię i ograniczającym wykorzystywanie „brudnej" w postępowaniach sądowych. Tylko wtedy sędziowie mają szansę uwolnić pozytywną energię samych stron lub uczestników postępowania, gdyż sędzia nie jest w stanie i nie powinien wyręczać strony w prowadzeniu swoich spraw. Sąd jest tylko arbitrem rozstrzygającym spory, więc kto chce przed nim wygrywać, niech dba o argumenty i dowody, bo tylko na ich podstawie można liczyć na wygraną w sprawie.

Autor jest sędzią sądu gospodarczego w Krakowie, głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru Administracyjnego w Ministerstwie Sprawiedliwości

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL