Sędziowie i sądy

Sędzia Tuleya: Nie zmieniam zdania, warto bronić konstytucji

Sędzia Igor Tuleya
Fotorzepa/Krzysztow Skłodowski
Igor Tuleya sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie w rozmowie z Agatą Łukaszewicz

Rz: Rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych wezwał pana w środę na godz. 12 na przesłuchanie. To nie było pierwsze z nim spotkanie?

Igor Tuleya: Nie. Byłem przesłuchiwany już we wrześniu.

Czytaj także: Przesłuchanie Tulei: adwokat musiał wyjść

Na jaką wówczas okoliczność?

Na temat wypowiedzi innych sędziów o organach konstytucyjnych.

Pytano pana, co mówili inni sędziowie?

Tak właśnie było. Nie chodziło o moje wypowiedzi.

Tym razem też został pan wezwany nie w swojej sprawie?

Nie, tym razem przesłuchanie dotyczyło pytań prejudycjalnych. Jedno z nich złożyłem właśnie ja.

Dużo mówiło się o tym pytaniu i o tym, że przez pana zachowanie brutalni przestępcy nie zostaną szybko osądzeni.

To nieprawda. Sprawa, którą prowadzę, dotyczy zdarzeń z lat 2002–2003. Jest w niej trzech oskarżonych, którym stawia się dwa zarzuty uprowadzenia. Nigdy nie stosowano w tej sprawie ani tymczasowego aresztowania, ani innych wolnościowych środków zapobiegawczych. To odprysk większej sprawy uprowadzeń. Ci oskarżeni zostali wyłączeni z tej głównej, bo złożyli wyjaśnienia obciążające innych sprawców. W sprawie, którą prowadzę, pokrzywdzonych w pierwszym zarzucie jest dwóch. Jeden twierdzi, że nigdy nie został uprowadzony, drugiego nie ustalono. W drugim zarzucie jest jeden pokrzywdzony, który rzeczywiście odniósł poważne obrażenia, ale stanowisko prokuratury jest takie, że ci oskarżeni nie odgrywali żadnej roli w tym, co go spotkało.

O co dokładnie pytał rzecznik dyscyplinarny?

Niewiele mogę powiedzieć. Rzecznik dyscyplinarny bardzo starannie informuje przesłuchiwanych o grożącej odpowiedzialności karnej za ujawnienie informacji z przesłuchania.

A pytano pana w ogóle o powód zadania pytania prejudycjalnego?

Nie, o to akurat nie pytano.

Umówił się pan z rzecznikiem na kolejne spotkanie?

Nie umawiałem się, na razie nie dostałem też żadnego wezwania. Ale nie będę zdziwiony, kiedy się pojawią.

Dlaczego?

Mówiąc od samego początku o konstytucji, my, sędziowie sądów powszechnych, liczyliśmy się z tym, że pewne nieprzyjemne rzeczy będą nas spotykać i tak właśnie się dzieje. Nie zmieniam jednak zdania, że warto mówić, bronić konstytucji. Warto też było stać z obywatelami pod Sądem Najwyższym.

Jak wygląda takie przesłuchanie? Przebiega w przyjaznej atmosferze?

Jak zawsze.

Nie jest miło?

Mogę potwierdzić, że rzecznik jest zasadniczy, ale kulturalny.

Już po raz drugi przed wejściem do budynku Krajowej Rady Sądownictwa, w której siedzibie przyjmuje rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych, miał pan wsparcie. I to nie tylko sędziów kolegów, ale i obywateli. To potrzebne?

Bardzo. To nie jest ani dla mnie, ani dla innych sędziów komfortowa sytuacja. Tylko razem możemy coś zdziałać.

Nie mogę nie zadać jeszcze jednego pytania. Tuż przed pana przesłuchaniem prezydent Andrzej Duda wręczył nominacje sędziom Sądu Najwyższego wybranym przez Krajową Radę Sądownictwa. Zrobił to mimo decyzji SN i NSA, które zamroziły uchwały KRS. Zdziwiła pana decyzja prezydenta?

Orzeczenia Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego są jasne i precyzyjne. Władza wykonawcza powinna je uszanować, pan prezydent oczywiście również. Jeśli organy konstytucyjne nie szanują orzeczeń niezawisłych sądów, no to trudno wymagać, żeby obywatele szanowali rozstrzygnięcia sądów w naszym kraju.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL