fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Tomasz Pietryga: Jak zakończyć spór o sądy

Uczestniczka jednego z protestów przed Sądem Najwyższym
PAP/Paweł Supernak
Szybka reforma Izby Dyscyplinarnej i rotacyjny udział w niej wszystkich sędziów SN mogą rozwiązać konflikt z UE.

Po decyzji TSUE wstrzymującej działanie Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym robi się nerwowo. Pogłębia się podział w samej ID: jedni sędziowie chcą nadal orzekać, kierując się wskazaniami TK, inni są za zawieszeniem aktywności, słuchając TSUE. W poniedziałek nie odbyła się tam pierwsza rozprawa po wyroku Luksemburga. Odroczył ją z powodów formalnych do 23 września uchodzący za przedstawiciela twardej linii nowego SN sędzia Adam Tomczyński. Wcześniej prezes tej Izby Tomasz Przesławski postanowił ściągnąć do siebie akta prowadzonych w ID spraw. Najpewniej, aby zamknąć je w pancernej szafie.

To sygnał, że Izba może zmierzać do samowygaszenia wbrew zarządzeniu prof. Małgorzaty Manowskiej. Pierwsza prezes Sądu Najwyższego chce, aby Izba nadal działała. Choć nieoficjalnie wiadomo, że zarówno Manowska, jak i prezes Izby Nadzwyczajnej Joanna Lemańska bliskie są kompromisowej koncepcji, którą przed laty zarysowała prof. Małgorzata Gersdorf, ówczesna pierwsza prezes SN. Już wtedy były pełnomocnik rządu przed TSUE przekazał ją premierowi Morawieckiemu.

Czytaj też:

Można tymczasowo wykonać wyrok TSUE ws. Izby Dyscyplinarnej

Szułdrzyński: Czy można liczyć na rozsądek PiS-u

Biernat: Idziemy na czołowe zderzenie z TSUE

Według niej sędziowie ID byliby wybierani rotacyjnie, losowo, na pięcioletnie kadencje spośród sędziów wszystkich izb. Mogliby też nadal orzekać w macierzystych izbach, tyle że mniej. W ten sposób byłby zapewniony wpływ nowych sędziów na sprawy dyscyplinarne. Ten wariant przy obecnych uwarunkowaniach politycznych wydaje się optymalny, a co ważne, realny i odsuwający zastrzeżenia TSUE.

W Zjednoczonej Prawicy ścierają się inne koncepcje, np. „ucieczka z pola strzału", jak w 2018 r.: PiS zmienił wtedy ustawę obniżającą wiek emerytalny sędziów, zanim TSUE zdążył wydać podważający ją wyrok. Nowa ustawa i nowa Izba sprawiłyby, że cała unijna procedura badania zastrzeżeń musiałaby rozpocząć się od nowa. Zajęłoby to nawet dwa lata.

Sprzeciwia się temu Solidarna Polska, która uważa, że tamto ustępstwo tylko zachęciło Brukselę do bardziej odważnych działań wobec Polski. Proponuje więc pakiet reform sądowych, które wstępnie zostały już zaakceptowane przez Jarosława Kaczyńskiego.

Ofensywa miała ruszyć we wrześniu. Chodziło m.in. o zmianę struktury sądów i wdrożenie kolejnego etapu reformy SN, m.in. zmniejszenie jego składu. Byłyby też zmiany w sądownictwie dyscyplinarnym. Tyle że według rządowego planu, a nie z uległością wobec UE. Słabością dwóch ostatnich rozwiązań jest jednak eskalacja konfliktu z UE, podczas gdy pierwsze może być uznane za kompromis.

Co zrobi prawica? Do stracenia ma dużo. Już wkrótce Bruksela może – jak w przypadku Węgier – nie zatwierdzić planu wydatkowania środków z planu odbudowy aż do usunięcia uchybień, powołując się na wyrok TSUE. A to może oznaczać, że część funduszy UE nie popłynie w tym roku do Polski.

Opcja druga to kary TSUE za niewykonywanie decyzji o zawieszeniu ID. Mogą sięgnąć milionów euro.

Jest też opcja atomowa, czyli aktywowanie rozporządzenia „fundusze za praworządność". TSUE ma zbadać polską skargę w tej sprawie za cztery miesiące. Jest wysoce prawdopodobne, że pozwoli wtedy urzędnikom UE wstrzymać miliardy na odbudowę gospodarki po covidzie.

Po obu stronach opcji jest więc wiele. A ich wybór może przesądzić, czy spór będzie wygaszany czy nakręcany. Aż spirala pęknie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA