- Z uwagi na podnoszone dotychczas wątpliwości w zakresie wykładni przepisów Regulaminu Sądu Najwyższego o wyborze kandydatów na Pierwszego Prezesa SN, zamierzam niezwłocznie zwrócić się do prezydenta o rozważenie zmiany regulaminu Sądu Najwyższego z uwagi na zaistniałe, istotne wątpliwości interpretacyjne. Moja decyzja wynika z odpowiedzialności oraz konieczności zapewnienia prawidłowego wyboru kandydatów przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. W dotychczasowym procedowaniu ujawniły się rozbieżne interpretacje obowiązujących przepisów, a także stanowiska, co do ich stosowania. To zaś prowadzi do pogłębiania sporów i może skutkować kwestionowaniem prawidłowej realizacji poszczególnych czynności dokonywanych w trakcie Zgromadzenia Ogólnego, w tym w szczególności przedstawienia prezydentowi kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa SN - oświadczył sędzia Kamil Zaradkiewicz.

- Mając świadomość głębokich podziałów między sędziami, wyrażam nadzieję, że podjęcie przeze mnie starań o usunięcie powyższych wątpliwości i rozbieżności pozwoli na uniknięcie utrwalania tych różnic - dodał.

Jednocześnie Zaradkiewicz odroczył Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN, nie podając nowego terminu.

Zgromadzenie Ogólne miało wybrać pięciu kandydatów na nowego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

We wtorek, w trzecim dniu obrad, sędziowie Sądu Najwyższego wybrali komisję skrutacyjną i wskazali kandydatów na pięciu kandydatów, z których prezydent mianuje I prezesa SN.

Zgłaszająca zastrzeżenia proceduralne „stara" część SN podnosiła, że przewodniczący zgromadzenia prof. Kamil Zaradkiewicz arbitralnie uznał, że doszło do wyboru komisji skrutacyjnej.

Przedstawiciele sędziowskiej opozycji w SN nie kryli, że dwudniowe proceduralne przepychanki o powołanie komisji skrutacyjnej i zmianę zasad głosowania zmierzały do tego, by każdy z pięciu wybranych kandydatów miał poparcie większości sędziów SN, a więc nie mógł być wybrany bez zgody przynajmniej części „starego" SN.

Układ sił w SN jest zaś taki, że wśród głosujących „starych" sędziów jest 55, a „nowych" 42. Jednak uchwalona przed kilkoma miesiącami nowela ustawy o SN, która miała z jednej strony zapobiec obstrukcji wyborów, a z drugiej pozwolić prezydentowi na wybór także przychylnych prezydentowi kandydatów, daje każdemu sędziemu tylko jeden głos, co ma do tego prowadzić. Prezydent nie jest bowiem związany prawnie liczbą uzyskanych głosów kandydatów.