fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Niekompetencja biegłych sądowych to poważny problem

shutterstock
Zaniedbywanie szkolenia biegłych sądowych podważa zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.

Opisywane przeze mnie przypadki licznych pomyłek w opiniach sądowych wydają się nie mieć końca. Spotkania decydentów z biegłymi, sympozja naukowe, kongresy biegłych i nauk sądowych mają się nijak do patologicznej rzeczywistości. Miałam nadzieję, że kolejny mój tekst będzie tchnął optymizmem, niestety, znów przyszło mi się zmierzyć z chorobą, która toczy wymiar sprawiedliwości.

Czytaj też:

Sprawa jest poważna, dotyczy wielomilionowego oszustwa. Występują w niej dwaj główni podejrzewani. Przedmiotem badania jest obszerna dokumentacja. Celem badań jest wykazanie autentyczności bądź nieautentyczności podpisów znajdujących się w obrębie zgromadzonych dokumentów. W razie wykazania nieautentyczności podpisów należało wykonać badania mające udzielić odpowiedzi, czy fałszerstwa i oszustwa dokonała druga z typowanych osób. Sprawa wydaje się – z kryminalistycznego punktu widzenia – prosta, z punktu widzenia eksperta – wręcz banalna.

Sprawę prowadzi prokuratura rejonowa, postępowanie nadzoruje doświadczony prokurator. Do sprawy powołuje biegłego z listy Sądu Okręgowego w C. Jakimi przesłankami się kieruje? Nie wiadomo, za to wiadomo, że biegły jest pracownikiem administracyjnym prokuratury okręgowej, której podlega prokurator z prokuratury rejonowej.

Zaczyna się jak kryminał

Następnie biegły wykonuje opinię, wydawać by się mogło, wręcz szkolną. Podpisy kwestionowane są czytelne, materiał porównawczy typowanych osób w pełni adekwatny, nawet do tego stopnia, że podpisy o treści „Kowalski Jan" dokładnie w takiej samej formie – „Kowalski Jan" pobrano jako materiał porównawczy od obu podejrzewanych.

Biegły w opinii posługuje się ogólnikami, skrótami myślowymi. Oczywiście z tego powodu nie można czynić mu zarzutu, jednak w tak istotnej sprawie wydaje się zasadna szeroka argumentacja wniosków. Zadziwia natomiast konkluzja. W swojej opinii wyklucza autentyczność rzeczonych podpisów i dalej pisze, że nie może się wypowiedzieć, kto dokonał fałszerstwa. Twierdząc, że „podpisy powstały w wyniku naśladownictwa" i nie może ich porównać z wzorami pisma drugiej z typowanych osób.

Kwestionowanych podpisów jest kilkanaście. Są czytelne, obszerne, składają się z zapisu imienia i nazwiska, znajdują się na różnych dokumentach, złożone były w różnym czasie. Biegły we wnioskach mówi o tym, że podpisy „Kowalski Jan" nie zostały nakreślone przez Jana Kowalskiego, ale też nie można stwierdzić przez kogo. Nie może odnieść się do tej kwestii ani teraz, ani w przyszłości, ponieważ „podpisy dowodowe mają niewystarczającą ilość cech". Prokuratura zamierza sprawę umorzyć z powodu niewykrycia sprawcy.

Pewnie nigdy ta sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie przypadek. Zaangażował się w nią urząd skarbowy, domagając się należnych mu pieniędzy. Pojawiły się nowe dokumenty, sprawę dostał do prowadzenia inny prokurator. Wobec nowych, kolejnych dokumentów zaszła konieczność przeprowadzenia dalszych badań identyfikacyjnych. Powołany nowy biegły wskazał sprawcę fałszerstwa, jednego z typowanych poprzednio mężczyzn (tego samego, którego poprzedni biegły wykluczył).

Nowy przeanalizował także wydaną już w sprawie opinię i zdemaskował jej wadliwość. Okazało się bowiem, że podpisy, które były przedmiotem badania przez biegłego Pawła G., rzeczywiście nie są autentyczne, jednak kolejny biegły ustalił fałszerza. Okazał się nim jeden z pierwotnie typowanych mężczyzn!

Śmiem sądzić, że takich spraw są tysiące

Warto dodać, że oczywiście obaj zainteresowani mężczyźni podejrzewani w sprawie zostali zapoznani z aktami postępowania, w tym z opinią Pawła G. (pierwszego biegłego). Jeden z typowanych, który w rzeczywistości dokonał fałszerstwa, pewnie ze zdumieniem i radością przeczytał o tym, iż według biegłego nie jest sprawcą. Oczywiście nie wniósł żadnej skargi czy uwag w stosunku do wydanej opinii. W związku z takim obrotem sprawy uniknął aktu oskarżenia.

Skoro opinia biegłego Pawła G. nie budziła wątpliwości i zastrzeżeń prokuratury, wyraz temu dał prokurator nadzorujący postępowanie, przyznając biegłemu wynagrodzenie w wysokości 2 tys. zł. Otwarte jednak pozostaje pytanie, jak postąpi nowy gospodarz postępowania wobec zgłoszonego przez kolejnego biegłego błędu w pierwszej opinii. Nie może pominąć tak istotnej informacji.

Przyjrzyjmy się możliwym przyczynom błędu w opinii, która miała doprowadzić do uniewinnienia przestępcy.

Jedną z przyczyn mogą być ewidentne braki w merytorycznym przygotowaniu do zawodu biegłego Pawła G. Ukończył roczne studium podyplomowe w wymiarze 140 godzin na kursie, który reklamowany jest następującym opisem:

„Program zajęć obejmuje trzy bloki przedmiotów specjalistycznych z zakresu: prawa i kryminalistyki, metod badań pisma ręcznego oraz cech zewnętrznych i wewnętrznych dokumentu i elementów legalizujących jego treść prawną, a także z psychologii z elementami neurofizjologii, elementów chemii. Ukończenie studiów daje absolwentowi możliwość podjęcia pracy w charakterze eksperta – biegłego, bardzo poszukiwanego na różnych etapach bieżącej pracy banków, towarzystw ubezpieczeniowych, urzędów skarbowych, izb i innych instytucji kontroli skarbowej, a także organów sądownictwa". Czyli w ramach 140 godzin, w ciągu roku, realizowany jest program od prawa począwszy poprzez kryminalistykę, psychologię, neurofizjologię aż po elementy chemii.

Zabrakło natomiast informacji, ile opinii w ciągu roku wykona przyszły ekspert. Biegły, którego podstawą pracy powinna być biegłość w konkretnej dziedzinie poparta wieloletnim doświadczeniem, kończąc wspomniany kurs, może się pochwalić zajęciami z prawa, psychologii i chemii...

Wierzyć się nie chce, że nikogo, absolutnie nikogo nie obchodzi taki stan rzeczy. Wielokrotnie poruszana tematyka błędów w opiniach biegłych wynikająca z miernego przygotowania do zawodu wydaje się czystą abstrakcją. Decydenci wyraźnie nie dostrzegają problemu. Czy błędna opinia musi dotknąć kogoś indywidualnie, żeby spojrzał na problem jak na słabość państwa i słabość wymiaru sprawiedliwości?

Wróćmy jednak do opisywanego błędu w opinii Pawła G. Biegły ten wpisany jest przez prezesa Sądu Okręgowego w tym samym mieście, w którym działa i funkcjonuje wspomniana szkoła „wypuszczająca" biegłych. Prezesi innych sądów okręgowych odmawiają wpisu na listę adeptom 140-godzinnego kursu w C.

Liczby są bezlitosne: 140 godzin rocznie, w cyklu akademickim 10-miesięcznym, daje 14 godzin miesięcznie wykładów. Oznacza to, że zajęcia odbywają się np. dwa razy w miesiącu po siedem godzin. Spotkałam się też jednak ze studiami podyplomowymi uczelni w K. Organizatorzy proponują wykształcenie biegłego w ciągu... 12 godzin!

Czy w taki sposób powinni być kształceni biegli, którzy decydują o ludzkich losach?

Precedens – niespotykany na skalę światową

Na zakończenie jeszcze jedno: czy jednak rzeczywiście biegły pomylił się w sprawie wielomilionowego wyłudzenia? Myślę, że wątpliwości, które nasuwają się same, powinny zostać starannie wyjaśnione.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA