fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Marek Domagalski: nadzwyczajna skarga, ostatnia szansa

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nadzwyczajna skarga raczej nie zmieni wielu wadliwych w przekonaniu podsądnych orzeczeń, ale dobrze, że mają taką szansę, tym bardziej że ciężar prowadzenia sprawy bierze na siebie głównie państwo.

Każdy obeznany z sądami powie, że najlepiej spór zakończyć wcześniej, ale tu chodzi o sprawy, które do sądów już trafiły, co więcej, dwuinstancyjne postępowanie, a w ważniejszych sprawach trzyinstancyjne zakończyło się jawnie wadliwym orzeczeniem. W każdym razie przynajmniej w ocenie podsądnych.

Dla usuwania takich orzeczeń rząd PiS ustanowił superprocedurę skargi nadzwyczajnej, ale w pierwszym roku jej formalnego funkcjonowania – a realnie od pół roku – zapadły na razie trzy orzeczenia SN, w tym tylko jedno uchylające wadliwy wyrok spadkowy. Warto jednak przypomnieć, jak funkcjonuje nowe narzędzie, tym bardziej że być może z czasem będzie częściej stosowane.

Po pierwsze – i to bardzo ważna informacja – skargę nadzwyczajna od orzeczenia, które się uprawomocniło przed wejściem w życie nowej procedury, tj. przed 4 kwietnia 2018 r., a można skarżyć wyroki zapadłe nawet dwadzieścia lat wcześniej, od 17 października 1997 r., mogą być wniesione tylko do kwietnia 2021 r., a więc zostały jeszcze dwa lata.

Po drugie, skargi od tych „starych" wyroków może wnieść do Sądu Najwyższego, gdyż to on je rozpatruje, tylko prokurator generalny lub rzecznik praw obywatelskich.

Jeśli zaś chodzi o skargi od prawomocnych orzeczeń zapadłych po 4 kwietnia 2018 r., to można je wnosić w ciągu pięciu lat od dnia uprawomocnienia się orzeczenia, a jeżeli od orzeczenia została wniesiona kasacja albo skarga kasacyjna (do SN) w terminie roku od dnia ich rozpoznania w SN. W tych „nowych" sprawach skargę mogą wnieść nadto, w zakresie swojej właściwości, prezes Prokuratorii Generalnej RP, rzecznicy praw dziecka i pacjenta, finansowy, oraz małych i średnich przedsiębiorców, wreszcie przewodniczący KNF i prezes UOKiK.

Dobra wiadomość dla zabiegającego o wzruszenie orzeczenia w tej procedurze jest taka, że nie musi on pisać skomplikowanej prawniczo skargi osobiście, ani wynajmować do tego prawnika, gdyż przygotowują ją i składają w SN prawnicy owych urzędów.

Jednak zainteresowany musi odpowiednio wcześniej do tych urzędów wystąpić, zgromadzić odpowiednie dokumenty, zapewne będzie musiał je uzupełniać, co wymaga dodatkowego czasu, a przy poważniejszych sprawach poradzić się wcześniej prawnika.

Nie wystarczy nakserować dokumentów, gdyż jak doświadczenie życiowe podpowiada, urzędnicy też chętniej patrzą na sprawę klarownie im wyłuszczoną. Samo bowiem mówienie, że chodzi o niesprawiedliwe orzeczenie, nie wystarczy. Nie wystarczy też pisanie o naruszeniu ogólnych przepisów, zasad. Trzeba wykazać niesprawiedliwość wobec konkretnego człowieka, czyli skarżącego. To jest zresztą warunek uwzględnienia skargi nadzwyczajnej, co pierwsze sprawy przed SN potwierdziły.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA