Usłyszał je m.in. Michał Grzemowski, krakowski działacz KOD-u. - Nie przyznaliśmy się do tego zarzutu. Stoimy na stanowisku, że braliśmy udział w legalnej, spontanicznej manifestacji, w związku z czym ten artykuł nie może mieć zastosowania – tłumaczył Grzemkowski lokalnemu „Dziennikowi Polskiemu".
Dodał, że czeka na skierowanie sprawy do sądu. Inna działaczka krakowskiego KOD-u, Katarzyna Kulerska podkreśliła, że „wezwania mają za zadanie represjonowanie i pokazanie, że nie można protestować, nawet gdy robi się to zgodnie z prawem i pokojowo".
Aktywiści KOD-u podkreślali, że obchody miesięcznic pogrzebu prezydenta przez polityków PiS uważają za upolitycznianie Wawelu.
Do incydentu na drodze prowadzącej na Wawel, za którą teraz policja stawia zarzuty, doszło w grudniu, kiedy to czołowi polityków PiS, m.in. Jarosław Kaczyński, Ryszard Terlecki czy Beaty Szydło przyjechali na Wawel, by złożyć kwity na grobie prezydenckiej pary w miesięcznicę ich pogrzebu.
Uczestnicy protestu w tym m.in. działacze KOD-u położyli się wówczas na trasie przejazdu polityków, dlatego musiała ich stamtąd usuwać policja, która wcześniej wzywała ich do rozejścia.
- My przede wszystkim przywracamy ład i porządek. Zarzuty dotyczą nie manifestowania, lecz blokady drogi. Każdy manifestować może, byle nie blokował nikomu przejazdu – tłumaczył mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji.
Krakowska policja, która prowadzi dochodzenie w sprawie tego incydentu wezwała do siebie kolejnych uczestników pikiety na przesłuchanie. Być może kolejne osoby usłyszą zarzuty. Za blokowanie drogi grozi kara grzywny lub nagany.
Do incydentów w drodze na Wawel dochodziło nie tylko w grudniu, ale także w kolejnych miesiącach. Również w marcu grupa protestujących próbowała zakłócić wizytę Jarosława Kaczyńskiego w miesięcznicę pogrzebu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii.