fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Marek Domagalski: Togi nie dają przywilejów

Fotorzepa, Jakub Ostałowski
Gdyby na zwoływany Marsz 1000 tóg, w proteście przeciwko ustawie dyscyplinującej sędziów przyszło nawet 10 tys. prawników, to będą kroplą w morzu obywateli popierających reformy sądów, a toga nie daje im żadnych ekstrapraw ponad te, które ma każdy z nas.

Wśród części sędziów i prawników nieraz można zauważyć poczucie wyższości nad parlamentarzystami, wynikające może z tego, że wielu zna się lepiej na prawie, ale art. 4 konstytucji jasno stanowi, że władza zwierzchnia w RP należy do Narodu, który sprawuje ją przez swoich przedstawicieli, a przedstawicielami Narodu (proszę sprawdzić!) są posłowie, senatorowie i prezydent RP, a nie sędziowie. Toga to jest zobowiązanie do rzetelnej pracy i orzekania, i liczy się tylko w sądzie.

Liderzy sędziowskiego oporu jakby zapominali, że każdego roku tej wojny oni sami i ich koledzy wydają 16 mln orzeczeń. Tysiące wydali już nowi sędziowie, a ich wyroki merytorycznie nie odstają od wyroków starych sędziów. Nie jest to więc spór o sprawowanie funkcji sądowniczych. Gołym okiem widać, że opór sędziowskich liderów, bo nie ma dowodu, że większości sędziów, budzą dwie kwestie: utrata przez nich decydującego wpływu na wybór i awanse sędziów, a pośrednio na sądownictwo dyscyplinarne.

Czytaj także:

Prawo i Sprawiedliwość, owszem, wykorzystało luki konstytucyjne, by nie powołać trzech sędziów do TK z rekomendacji PO, ale było to po „skoku" na TK odchodzącej do opozycji PO i wyborze dwóch sędziów „na zakładkę". Atak na SN i starą KRS był z kolei reakcją (pewnie zbyt ostrą, zwłaszcza w pierwszej wersji) PiS na zapędy SN do zastępowania TK w nowym składzie poprzez stosowanie tzw. rozszerzonej kontroli konstytucyjnej. Trzeba wreszcie wskazać, że te spory i niedomówienia na szczytach Temidy wykorzystywane były jako polityczny straszak. Przewidywano np. możliwość unieważnienia wyborów, co okazało się na szczęście kapiszonem. Źródłem niestabilności jest też kwestionowanie w samym kierownictwie SN umocowania nowych sędziów SN, a ostatnio prawa prezydenta do nominacji nowego prezesa SN i zabiegi, by ten podzielony SN wybrał na czas kandydatów na to stanowisko.

Cóż w tym dziwnego? Kadencja obecnej pierwszej prezes kończy się 30 kwietnia, kandydaci powinni być wybrani już w marcu, a kadencja prezydenta kończy się dopiero w sierpniu. Czemu prezydent miałby przykładać rękę do przedłużania chaosu kompetencyjnego w kierownictwie SN? Obecnie kierownictwo SN powinno się więc przygotowywać do przeprowadzenia na czas wyboru kandydatów. Bo każda kadencja kiedyś się kończy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA