fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Dość bajek o aborcyjnym kompromisie

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Beata Szydło powiela mity lewicy.

Rząd nie zamierza angażować się w obronę życia – zapowiedziała, nieco innymi słowami, premier Beata Szydło w Radiu Plus. I niestety nie jest to pierwsza niepokojąca wypowiedź polityka Prawa i Sprawiedliwości na temat obowiązującej w Polsce ustawy aborcyjnej. Wcześniej w podobnym duchu wypowiadali się na ten temat poseł Jacek Sasin i obecny marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Te wypowiedzi na razie wydają się najlepiej oddawać nastrój panujący w tej partii. Kłopot z nimi polega tylko na tym, że opierają się one na lewicowych i niewiele mających wspólnego z rzeczywistością mitach. Mitach, które – powtarzane także przez prawicę – budują głęboko nieprawdziwy obraz polskiej sytuacji.

Aby dobrze to zrozumieć, trzeba przytoczyć całą wypowiedź premier Szydło. „Rząd nie planuje rozpoczynania dyskusji na tematy światopoglądowe. Mamy w Polsce kompromis, on nie jest doskonały. Budzi wątpliwości. Ale proponowałabym pewną ostrożność. Bo obserwując napięcia społeczne wywoływane przez środowiska przeciwne rządowi – to nie jest dobry moment na rozpoczynanie takiej dyskusji. Nie dlatego, że nie jest to tematem, którego nie warto omawiać, ale przy tych protestach ten kruchy kompromis moglibyśmy zniszczyć" – powiedziała szefowa rządu. I w tych zaledwie kilku zdaniach mamy przynajmniej kilka lewicowych mitów, których powtarzanie nie jest godne człowieka prawicy.

Ustawa postkomunistów

Pierwszym z nich jest bajka o rzekomym kompromisie, który obowiązuje w Polsce. Nie jest to prawda. Ustawa, jaka obecnie obowiązuje, jest efektem naruszenia kompromisu z roku 1993 przez lewicę właśnie.

Pierwsza polska ustawa chroniąca życie jasno definiowała całkowity zakaz aborcji i wyłączała karalność w trzech przypadkach (gwałtu, ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia dziecka i zagrożenia życia lub zdrowia matki). W roku 1996 postkomuniści z SLD odrzucili ten kompromis i przyjęli ustawę, która uznawała, że kobieta ma prawo do refundowanej aborcji w czterech przypadkach (trzech wymienionych powyżej, a także z przyczyn społecznych), co w istocie oznaczało wprowadzenie aborcji na życzenie. Prezydent Aleksander Kwaśniewski ustawę podpisał i przez ponad pół roku ona obowiązywała. I dopiero Trybunał Konstytucyjny, pod kierunkiem prof. Andrzeja Zolla (co też warto przypomnieć jego zagorzałym krytykom), uznał przesłankę społeczną za niekonstytucyjną. Nie oznaczało to jednak powrotu do ustawy z roku 1993, ale zachowanie ustawy lewicowej z jedną zmianą. Taki mamy stan prawny do dnia dzisiejszego.

Zakres konkretnych przesłanek jest jednak wciąż poszerzany przez lewicę za pomocą konkretnych kazusów. Tak więc wystarczy, że 14-latka, albo kobieta starsza, zajdzie w ciążę z 14-latkiem i może poddać się aborcji, w dodatku refundowanej. Okoliczności zajścia w ciążę nie mają tu znaczenia, więc chodzi nie tylko o gwałt.

Nie inaczej jest z ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu. W praktyce oznacza to, w ponad 90 procentach przypadków, zabijanie dzieci z zespołem Downa. A jak mówią matki dzieci, które zdecydowały się je urodzić, lekarze w zasadzie nie pytają, czy ktoś chce zabić swoje dziecko, ale z góry to zakładają. Gdy matka odmawia, próbują zaś naciskać. I to jest praktyka rzekomego „kruchego kompromisu".

Kwestia życia, nie światopoglądu

Drugim mitem, który znaleźć można w wypowiedzi premier Szydło, jest stwierdzenie, że kwestia aborcji stanowi problem światopoglądowy. To także lewicowa bzdura. Problem aborcji i kompromisu aborcyjnego dotyczy ponad tysiąca zabijanych rocznie dzieci z zespołem Downa (statystycznie bowiem to właśnie w takich sytuacjach najczęściej stosuje się procedury aborcji). I to ich życie jest rzeczywiście kruche, i o nie warto walczyć, a nie o kompromis, którego zresztą od dawna nie ma.

Brak odniesienia się do dzieci to, być może, najbardziej niepokojący element wypowiedzi premier Szydło. Niepokoi także fakt, że polityk partii konserwatywnej nie dostrzega, iż kwestia obrony życia to kwestia absolutnych fundamentów państwa, a nie światopoglądu. Bardzo mocno mówił o tym św. Jan Paweł II w przywoływanych przez Jarosława Kaczyńskiego homiliach w czasie pierwszej pielgrzymki do wolnej Polski w roku 1991. A w roku 1997 powtarzał to jeszcze mocniej w Kaliszu: „naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości". Politycy PiS powinni nie tylko o tym pamiętać, ale także wprowadzać te słowa w życie. A nie pleść androny o potrzebie obrony kompromisu.

I wreszcie kwestia ostatnia. Nie oczekuję od rządu wnoszenia ustawy o aborcji. To sprawa poselska i/lub inicjatyw obywatelskich. I nie wątpię, że już niebawem, zapewne latem lub wczesną jesienią, zostanie wniesiona do Sejmu ustawa obywatelska zakazująca aborcji. I wtedy PiS stanie przed prawdziwym testem na swój konserwatyzm i chrześcijańskość.

Jeśli ten egzamin obleje (a wciąż mam nadzieję, że tak nie będzie), będzie to oznaczało, że od momentu, gdy Marek Jurek wychodził z tej partii w roku 2007, nic się w niej nie zmieniło, i że jest to ugrupowanie, które w sprawie aborcji niczym szczególnym nie różni się od Platformy Obywatelskiej. PO także – jak niepodległości – broniło rzekomego kompromisu. Oby tak się nie stało, bo będzie to oznaczało, że opinia katolicka musi szukać innych reprezentantów.

Autor jest filozofem, publicystą, redaktorem naczelnym telewizji Republika

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA