Rzecz o polityce

Wychowywanie dzieci to ciężka praca

Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz
Matki w rodzinach wielodzietnych traktowane są niesprawiedliwie.

Emerytury dla matek, niezależnie od zasad i mechanizmu ich przyznawania, to idea z gruntu słuszna, sprawiedliwa i potrzebna. Nie tylko z punktu widzenia kobiet, które otrzymałyby formę wynagrodzenia za obiektywnie ciężką pracę, ale także z perspektywy państwa stojącego nad demograficzną przepaścią.

Dwie kategorie

Państwowe emerytury dla matek w rodzinach wielodzietnych są postulatem Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus" od 2008 roku. Przy okazji zapowiadanych zmian w systemie emerytalnym, które miałyby dotyczyć kobiet wychowujących czworo lub więcej dzieci, warto przypomnieć zasadnicze argumenty stojące za tą ideą. Można je podzielić na dwie kategorie. Pierwsza odwołuje się do skali mikro, czyli sytuacji kobiety, która ze względu na konieczność wychowania dzieci nie zdążyła „zarobić" na emeryturę pracą zawodową. Druga kategoria bierze pod uwagę skalę makro, a więc względy demograficzne i społeczne.

Zacznijmy od pierwszego aspektu. Państwowa emerytura dla matek w rodzinach wielodzietnych jest faktycznym docenieniem wartości pracy domowej związanej z opieką nad dziećmi. To rodzaj rekompensaty za rezygnację rodzica z pracy zarobkowej na rzecz wychowania potomstwa. Dziś opieka nad trojgiem lub więcej dzieci wiąże się z finansowym ryzykiem. Decyzja o założeniu rodziny wielodzietnej w praktyce oznacza zmniejszenie dochodów na głowę i utratę przez jednego z rodziców prawa do przyszłej emerytury.

Można założyć, że program 500+ nieco ogranicza strach przed porzucaniem pracy zawodowej, jednak problem emerytury pozostaje. Kobietom, które poświęcają na wychowanie dzieci wiele lat życia, niezwykle ciężko jest w dojrzałym wieku wrócić (a niekiedy wejść) na rynek pracy, a następnie utrzymać się na nim przez kolejne 20 lat, tak aby zebrać staż konieczny do emerytury minimalnej. W konsekwencji, po osiągnięciu wieku emerytalnego, matki z rodzin wielodzietnych skazane są na utrzymywanie przez innych lub po prostu na biedę.

Sytuacja ta jest tym bardziej dotkliwa, że ekonomiczne koszty wychowania dzieci są znaczące. Od siedmiu lat wyliczenia na ten temat publikuje Centrum im. Adama Smitha w raporcie „Koszty wychowania dzieci w Polsce". Według najnowszej edycji raportu z czerwca 2018 roku wychowanie jednego dziecka przez 18 lat kosztuje od 190 do 210 tys. zł, trojga zaś – już ponad pół miliona złotych. Trzeba doliczyć do tego także koszty pośrednie.

„Wychowanie dziecka, oprócz konieczności poniesienia znacznych nakładów finansowych, związane jest z koniecznością zaangażowania ogromnej ilości czasu. Czas poświęcony na wychowanie dziecka, a nieprzeznaczony na pracę zarobkową, stanowi tzw. koszt traconych możliwości zarobkowych" – piszą autorzy raportu. Można zatem powiedzieć, że rodzic poświęcający się wychowaniu trojga lub więcej dzieci jest – pod względem czysto finansowym – poszkodowany podwójnie: przez konieczność ponoszenia wysokich wydatków, a równocześnie przez ograniczenie szans na podjęcie pracy zarobkowej. Program 500+ odpowiada na ten problem tylko połowicznie. Pokrywa część wspomnianych nakładów na wychowanie dzieci, ale nie rekompensuje strat wynikających z braku zatrudnienia. A podstawową stratą jest właśnie brak prawa do emerytury.

36 zawodów

Tymczasem zajmowanie się dziećmi to przecież niejedyna praca, którą wykonuje kobieta rezygnująca z kariery zawodowej. W 2015 roku Główny Urząd Statystyczny obliczył wartość nieodpłatnej pracy na rzecz własnego gospodarstwa domowego, opierając się na rynkowych stawkach osób świadczących takie usługi zawodowo.

Usługi te podzielono na cztery kategorie: prace opiekuńcze (a więc związane stricte z wychowaniem dzieci), a także utrzymanie odzieży, zapewnienie wyżywienia i utrzymanie mieszkania. Łącznie wyróżniono w badaniu 36 „zawodów", które kobieta może wykonywać w domu. Wartość wszystkich tych prac wyniosła 871 zł tygodniowo w przypadku matek wychowujących troje dzieci i aż 1014 zł tygodniowo w rodzinach z czworgiem i więcej dzieci. A zatem gdyby za pracę w domu dostawało się pensję, matka trójki dzieci zarabiałaby ok. 3,7 tys. zł miesięcznie, natomiast czwórki lub więcej dzieci – ok. 4,4 tys. zł miesięcznie. W świetle tych badań wprowadzenie gwarantowanej emerytury minimalnej dla kobiet pracujących w domu wydaje się po prostu docenieniem ekonomicznej wartości pracy matki w rodzinie wielodzietnej.

Wymienione wyżej kwestie finansowe dotyczące pojedynczych gospodarstw domowych przekładają się bezpośrednio na sytuację demograficzną całego państwa. A ta, mimo dotychczasowych działań rządu, wciąż jest niepokojąca. W 2017 roku współczynnik dzietności wyniósł 1,45 (co oznacza, że urodziło się 145 dzieci na 100 kobiet). Jak zaznacza jednak Główny Urząd Statystyczny, „aby zapewnić stabilny rozwój demograficzny kraju, na każde 100 kobiet w wieku 15–49 lat powinno przypadać średnio 210–215 dzieci. (...) Obecnie współczynnik dzietności daleko odbiega od pożądanej wielkości". Problemem polskiej demografii jest to, że wiele rodzin decyduje się tylko na jedno dziecko. Barierą powiększenia potomstwa jest właśnie wysoki koszt utrzymania dzieci i lęk przed biedą, zwłaszcza w przypadku konieczności utrzymywania się z jednej pensji. Zasadne wydają się więc działania ułatwiające rodzinom decyzję o narodzinach każdego kolejnego dziecka. Zwłaszcza że to dzięki rodzinom wielodzietnym perspektywa katastrofy demograficznej najbardziej się oddala.

Pozostaje jeszcze równie istotny argument sprawiedliwościowy. Wynika on z mechanizmu działania systemu emerytalnego, w którym emerytury rodziców finansowane są de facto przez ich pracujące dzieci. Społeczeństwo „zrzuca się" bowiem na bieżącą wypłatę emerytur dla tych wszystkich, którzy kiedykolwiek pracowali – jednak z pominięciem tych, którzy pracowali w domu, mimo że włożyli oni w pracę ogromny kapitał własny. Kobieta, która nie pracowała zawodowo, ale wychowała kilkoro potomstwa (w tym zadbała o wyposażenie ich w kompetencje niezbędne na rynku pracy), nie korzysta w żaden sposób ze składek odprowadzanych przez swoje dzieci. Korzystają z nich za to m.in. osoby bezdzietne, co jest swoistym paradoksem.

Elementarna sprawiedliwość

Brak objęcia matek w rodzinach wielodzietnych państwową redystrybucją dóbr to znacząca niesprawiedliwość społeczna. Dotyka ona także dorosłych dzieci z takich rodzin, ponieważ pod nieobecność państwa są one zmuszone do finansowego wspierania swoich rodziców.

Choć może zabrzmieć to patetycznie, wychowanie dużej liczby dzieci to ciężka praca na rzecz społeczeństwa i przyszłych pokoleń, a więc także na rzecz państwa. Z tego punktu widzenia gwarancja minimalnej emerytury jest przywróceniem elementarnej sprawiedliwości społecznej względem matek w rodzinach wielodzietnych. Dziś można mówić wręcz o dyskryminacji takich osób, ponieważ mimo niezaprzeczalnej wartości, jaką wnoszą one swoją pracą we wspólne dobro, są w jesieni życia przez państwo zwyczajnie zlekceważone.

Zapowiedziane przez rząd prace legislacyjne nad ustawą o „matczynych" emeryturach będą czasem dyskusji nad samą ideą i optymalnymi rozwiązaniami w mechanizmie przyznawania takich świadczeń. Być może warto pochylić się nad sytuacją rodziców, którzy mimo posiadania wielodzietnej rodziny podejmują pracę zarobkową. Czy w ich przypadku kwota gwarantowanej emerytury z tytułu wychowania co najmniej trójki dzieci nie powinna być zwiększana o już wypracowaną pulę? Takie rozwiązanie wydaje się bardziej sprawiedliwe niż wyrównywanie wszystkich emerytur do tego samego, minimalnego poziomu. Z punktu widzenia interesów państwa warto również myśleć o bardziej zaawansowanych modelach emerytalnych, jak choćby ten zaproponowany przez Związek Dużych Rodzin, w którym część składek emerytalnych odprowadzanych przez dzieci z rodzin wielodzietnych zasila Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, a pozostała część idzie bezpośrednio do ich rodziców. Takie rozwiązanie tworzy swoistą wspólnotę interesów pomiędzy rodziną i państwem.

Miejmy nadzieję, że niezależnie od końcowych efektów prac nad ustawą, do powszechnej świadomości przebije się absolutnie podstawowy fakt – że matka wychowująca dzieci nie „siedzi", ale pracuje w domu. Już sama tego typu zmiana w ludzkim myśleniu będzie dużym krokiem do pogłębienia refleksji na temat roli matek w społeczeństwie.

Autorka jest prezesem Zarządu Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus"

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL