fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Kowal: Jaka strategia wobec Białorusi?

AFP
Jedną z klasycznych metod dyplomacji jest kupowanie czasu.

Zdjęcia prezydentów Rosji i Białorusi z ubiegłego tygodnia z Soczi obiegły media. Najpierw prezydent Putin w kurtce puchowej lekko schłodził prezydenta Łukaszenkę, który miał na sobie tylko garnitur, a potem było długie serdeczne – przynajmniej na fotografii – śniadanie. Im bardziej komentatorzy piszą o tym, że kolejne rozmowy Łukaszenko–Putin będą przełomowe, tym bardziej kończy się ustaleniem status quo. Im bardziej wieszczą, że tym razem Łukaszenko ustąpi, tym bardziej jeszcze raz udaje mu się wybrnąć obronną ręką z awantury. Tym razem głównym problem była cena gazu na 2020 rok. Było 127 dolarów za 1000 metrów sześciennych, kiedy prezydent Łukaszenko czekał zziębnięty na jajecznicę, i pozostało tyle samo, gdy opuszczał Soczi (co prawda bez częściowej rekompensaty). Oto kwintesencja dzisiejszych relacji białorusko-rosyjskich, napięcie, nacisk i bez przełomu. A jednak mamy poczucie, że wśród strategicznie ważnych tematów dla Polski ten faktycznie wygląda na jeden z najistotniejszych i dlatego pytanie, jaką prowadzić politykę wobec Białorusi Aleksandra Łukaszenki, pozostaje jednym z najważniejszych dla Polski.

Wariant pierwszy możliwej polityki opiera się na założeniu, że istotnie integracja Białorusi z Rosją jest faktem i nie ma co stwarzać fałszywej sytuacji wspierania Aleksandra Łukaszenki, tym bardziej że zarówno Polska, jak i Unia Europejska wielokrotnie już podejmowały tego rodzaju próby i nie przyniosło to „żadnych efektów". Pojawia się argument, że wojsko, struktury siłowe, administracja Rosji i Białorusi są faktycznie zintegrowane. No właśnie, ale czy naprawdę nie ma żadnych efektów? Czy bez wieloletniej gry z prezydentem Białorusi sytuacja byłaby doprawdy taka sama?

Tego w polityce nigdy nie wiemy. Trudno przecież wykluczyć, że bez tej zachodniej gry w budowanie relacji z prezydentem Białorusi, która czasami wydaje się taka naiwna, sytuacja tego państwa byłaby znacznie gorsza. Ale przede wszystkim granica Rosji byłaby już faktycznie na Bugu, a to ma przecież konsekwencje dla poziomu bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale i całego Zachodu.

Drugi wariant możliwej polityki wobec Białorusi opiera się zatem na założeniu zgoła odmiennym: że polityka Zachodu wobec Aleksandra Łukaszenki powinna się opierać na ciągłej grze, nawet wtedy, gdy frustrujący jest brak wyraźnych efektów. W tym modelu jest tak: Aleksander Łukaszenko gra i my gramy. On raz odgrywa przyjaźń do Rosji, innym razem do Zachodu, Zachód gra wiarę w szczerość jego intencji w tym drugim przypadku. Na takich założeniach opiera się polityka administracji Donalda Trumpa wobec Białorusi. Jej podstawą jest wysyłanie do Mińska delegacji wysokiego szczebla, delikatne wskazywanie Łukaszence rozmaitych perspektyw, czekanie na dobry moment, budowanie relacji z niektórymi członkami ekipy w Mińsku, szczególnie tymi bardziej skłonnymi do rozmowy. Ten typ polityki to klasyka dyplomacji: utrzymywanie kanałów kontaktu, delikatne wspieranie, budowanie perspektywy na przyszłość.

W relacjach z Białorusią nie ma czasu na zwykłe wyczekiwanie, odpuszczenie relacji z rządem w Mińsku, który posiada mocne społeczne wsparcie. To niczego nie załatwi. Jest przecież oczywiste, że choćby po to, by czasami wesprzeć białoruskich dysydentów, trzeba mieć relacje z Łukaszenką, że trzeba je mieć, by wesprzeć czasem Polaków na Białorusi czy parafie katolickie. Długie lata trwania władzy prezydenta Łukaszenki i naszych z nią doświadczeń nakazują spokojne trzymanie ręki na pulsie białoruskiej polityki i unikanie nerwowych ruchów.

Wygląda na to, że lepszy do prowadzenia polityki wobec Łukaszenki jest wariant drugi – prowadzenie gry. Ktoś rzeknie: to tylko kupowanie czasu. Dokładnie, jedną z metod uprawiania polityki jest właśnie kupowanie czasu. Urok polityki polega właśnie na tym pierwiastku niepewności, który wynika z tego, że to ludzie, a nie maszyny, politykują. A jeśli ludzie, to rolę grają emocje – dobre i złe, choroby, niespodziewane śmierci i zwroty akcji. A jeśli zwroty akcji – to nie zawsze na gorsze, szczególnie że widać na horyzoncie zmiany w Rosji. Czekanie ma sens.

Autor jest posłem Koalicji Obywatelskiej, profesorem politologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA