fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Kopernik w Krakowie i… Chicago

Mikołaj Kopernik
Mikołaj Kopernik (1473–1543), epitafium uczonego w bazylice katedralnej św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty w Toruniu
Wikipedia
Był to sam schyłek polskiego średniowiecza; zakończyło się ono w chwili zatrzaśnięcia wieka trumny bodaj największego z naszych władców: Kazimierza Jagiellończyka. W tym samym 1492 r. karawele Krzysztofa Kolumba dopływały do brzegów Ameryki, wykorzystując kompas i nowe metody badania nieba. Cały ówczesny świat wtedy jeszcze wierzył Ptolemeuszowi, iż wszystko kręci się wokół Ziemi, ale wkrótce miał to zmienić wielki polski uczony.

Jesienią 1491 roku na studia do Krakowa przybył Mikołaj Kopernik. Świadkował on ważnym wydarzeniom swoich czasów bezpośrednio i pośrednio. Wiele wskazuje na to, iż właśnie w czasach, kiedy Kraków go kształtował, student Mikołaj już twórczo zwątpił, iż Ziemia jest pępkiem Wszechświata.

Młody Kopernik przybył do Krakowa od strony Kleparza i Bramą Floriańską wjechał w obszar miasta. Nie było jeszcze wtedy Barbakanu, który zbudowano dopiero osiem lat później. Wewnątrz kościoła Mariackiego oglądał niedawno ukończony, a już sławny ołtarz dłuta Wita Stwosza.

Mikołaj Kopernik wpisany został do metryki uniwersyteckiej w roku 1491 jako 32. uczeń uniwersytetu krakowskiego: „Nikolaus Nicolai de Thorunia". W dokumencie dopisano, iż opłacił czesne. Beanus w początkach studenckiej kariery zamieszkał w położonej opodal bursie Jeruzalem. Do kręgu jego najbliższych przyjaciół należeli sławni później: Bernard Wapowski, Mikołaj z Szadka, Marcin z Olkusza i Ślęzak Korwin.

Mikołaj uczył się zapewne w najstarszej części Collegium Maius, w sali zwanej Mattematicus Conservatorium, obok której znajdowała się sławna alchemia. Nauczycielem jego był zapewne Stanisław Bylica z Olkusza, ale sądzi się, iż prywatnych lekcji udzielał mu zamieszkały tuż obok kolegium sam sławny Wojciech z Brudzewa. W roku 1493 dawny wychowanek uniwersytetu krakowskiego Marcin Bylica z Olkusza (stryj Stanisława), pracujący jako astronom na Węgrzech, przekazał Akademii niezwykle cenny dar: swoje przyrządy astronomiczne, a wśród nich globus mosiężny połączony z astrolabium, torquetum mosiężne i astrolabium z napisami arabskimi z roku 1054. Mikołaj z Torunia zapewne posługiwał się tymi przyrządami, badając niebo z obserwatorium umieszczonego na dachach budynku Collegium Maius. Wspominając te nocne „czatowania", Kopernik napisze później, iż „nie ma nic piękniejszego nad niebo usiane gwiazdami".

Błysk olśnienia na dachu Collegium Maius

Kopernik był jednym z 2 tysięcy studentów w Krakowie liczącym wówczas 20 tysięcy mieszkańców. Jego studia na Wydziale Sztuk Wyzwolonych przypadły na ostatnie lata największego wpływu humanistów na krakowską uczelnię, wszak apogeum radykalizmu myśli humanistycznej to przecież krótki okres lat 1487–1494. Był więc Kopernik świadkiem ostrych sporów ideowych między humanistami i ich przeciwnikami. Pobyt Kopernika w Krakowie przypadł na lata niespokojne, wręcz burzliwe, pełne oczekiwań i nadziei. Oto umiera stary król Kazimierz Jagiellończyk, a na tron wstępuje jego najstarszy syn Jan Olbracht, wychowanek i nadzieja humanistów. Był więc Kopernik świadkiem żałobnych uroczystości pogrzebowych tego wielkiego władcy i przepychu koronacji Jana Olbrachta. Tu właśnie, pod Wawelem, zetknął się z wielkimi humanistami, którzy wywarli na młodego Mikołaja przemożny wpływ, kształtując jego osobowość, zainteresowania i poglądy.

Najwięcej zawdzięczał chyba Filipowi Kallimachowi, wychowawcy synów królewskich Kazimierza Jagiellończyka i przyjacielowi swego wuja Łukasza Watzenrodego, biskupa warmińskiego. Obaj, tj. Kallimach i Watzenrode, wsławili się głośno lansowanym planem przeniesienia zakonu krzyżackiego na Podole, dla osłony przed Turkami i Tatarami. Aż się prosi przypomnieć, jak wrogo wspominali Krzyżacy obu dostojników: „Łukasz Watzenrode, biskup warmiński, doktor praw, był to człowiek wcale uczony, lecz największy zdrajca, z rodu Zakonowi najbardziej nieprzyjaznego. Ten tyle złego przez swoją niegodziwą zdradę Zakonowi wyrządził, że aż wstyd mówić. On to swoją namową pobudził króla, razem z pewnym zdrajcą Włochem, zwanym pospolicie Kallimachem, którego papież z powodu zdrad jego z Włoch był wypędził, aby król Wołoszczyznę czy też Podole zawojował i mistrza Zakonu tam umieścił, zabrawszy sobie pruską dzierżawę. Dałby to Bóg, aby ten diabeł wcielony – o co Boga prosimy – był z tego świata zabrany, aby żyjąc dłużej, jeszcze większego zła nie wymyślił. Pośród pospólstwa mówią o nim, że gdyby go na drobniutkie cząsteczki posiekał, tak, żeby go w beczce zamknięto, to i tak krwi polskiej z niego wyzbyć by nie można".

Kopernik w Krakowie był pod urokiem humanistycznym innego cudzoziemca, przybysza z Niemiec – Konrada Celtesa. Oczywisty jednak największy wpływ na główne zainteresowania studenta Mikołaja miał wybitny matematyk i astronom Wojciech z Brudzewa. Jak pisze Jerzy Centkowski w swej książce „Fromborski samotnik" – on właśnie rozbudził w swoim uczniu zainteresowanie astronomią na całe życie, które doprowadziło go do odkrycia odwiecznej prawdy o ruchu Ziemi wokół Słońca. Wojciech z Brudzewa był dla Kopernika nie tylko wzorem uczonego i humanisty, lecz również wzorem cnót obywatelskich, patriotycznych, moralnych i ogólnoludzkich. Ta wybitna indywidualność zaciążyła nad całym życiem Kopernika. On to zapewne zasiał w młodym Koperniku pierwsze wątpliwości co do powszechnie uznawanych praw. Wątpliwości, które stały się inspiracją dla dokonania epokowego odkrycia. Młody astronom wspólnie ze swym mistrzem w roku 1493 z dachu Collegium Maius oglądali dwa zaćmienia Księżyca i jedno zaćmienie Słońca. Mógł wtedy już być na tropie swej rewolucyjnej teorii...

Wiedzę o Wszechświecie zdobywał nie tylko na wykładach i z lektury traktatów astronomicznych. Wzbogacał ją także przez studiowanie dzieł starożytnych pisarzy – wszak w latach studiów krakowskich Kopernika rozczytywano się w literaturze starożytnej. W Krakowie poznał Kopernik dzieła Cycerona, Liwiusza, Seneki, Pliniusza i Arystotelesa. Czytywał również Horacego i Platona. Właśnie w literaturze spotkał się Kopernik ze stwierdzeniami innymi, niż podawała oficjalna, powszechnie uznawana astronomia, oparta na teorii Ptolemeusza. Przecież niejeden ze starożytnych pisarzy przedstawiał w literackiej formie, pełnej metafor i przenośni, Słońce jako centrum systemu planetarnego, wokół którego krążą wszystkie inne planety z Ziemią włącznie. O innych teoriach astronomicznych odmiennych od poglądu Ptolemeusza wspominał w swoich pismach Arystoteles. Kopernik w Krakowie wnikliwie studiował traktat Ptolemeusza, który zawierał syntezę wiedzy o teorii ruchów astronomicznych. Mimo wielkiego szacunku dla dzieła Ptolemeusza – kontynuuje swe dociekania Jerzy Centkowski – dostrzegał w nim sprzeczności. Szczególnie teoria geocentryczna, uznająca Ziemię za centralny punkt, wokół którego krążą inne planety i Słońce, nie trafiała Kopernikowi do przekonania. Te jego wątpliwości wzmacniali wykładowcy uniwersyteccy, a lektura dzieł pisarzy starożytnych wskazywała, iż istnieją inne możliwości wyjaśnienia ruchu planet, odmienne od teorii Ptolemeusza. Rozwikłanie nurtujących Kopernika wątpliwości wymagało jeszcze dalszych studiów, a przede wszystkim obserwacji, pomiarów i doświadczeń. Epoka, w której żył, stwarzała atmosferę sprzyjającą budzeniu się wątpliwości i dociekliwości badawczej, zmierzającej do weryfikowania lub obalania dotychczasowych prawd. Taka właśnie atmosfera, ukazująca człowiekowi nieograniczone możliwości poznawcze, istniała wówczas w środowisku umysłowym Krakowa.

Śladami manuskryptu

Jedyny znany autograf tego dzieła jest w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego. Któż mógłby przypuścić, że manuskrypt dzieła Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium" (sprzed roku 1543) będzie pół tysiąca lat po przybyciu studenta Mikołaja z Torunia na naukę do Akademii Krakowskiej przedmiotem błyskotliwej akcji Interpolu i współpracy waszyngtońskich policjantów z krakowskimi?

Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie otrzymała pilny telegram o treści: „Biuro Interpol w Waszyngtonie prosi o pilne ustalenie: 1) Czy oryginał dzieła Mikołaja Kopernika »De revolutionibus orbium coelestium« z 1543 roku oraz „Traktat matematyczny" (razem około 426 stron) znajduje się w Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeśli nie, kiedy został skradziony. 2) Czy były sporządzone kopie z tych manuskryptów, wyglądające jak autentyki. Oddział FBI w Chicago uzyskał poufną informację, że oba manuskrypty mają być wystawione na aukcji (...), oba były już oglądane przez eksperta w listopadzie 1990 roku, który orzekł, że są to oryginały tych dzieł. Według informacji posiadanych przez FBI manuskrypty znajdowały się na Uniwersytecie Jagiellońskim od około roku 1956. Uprzejmie proszę o dokonanie sprawdzeń na Uniwersytecie Jagiellońskim i pilne poinformowanie o tych ustaleniach. Tajne". Podpisał: szef Krajowego Biura Interpol insp. M. Grabowski.

Sprawę zlecono do błyskawicznego sprawdzenia nadkomisarzowi Jerzemu Karolczykowi z KWP w Krakowie. Tego samego dnia pracownicy Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie skontaktowali się z wicedyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej dr. Marianem Zwiercanem, wybitnym specjalistą i znawcą rękopisów średniowiecznych oraz starodruków, który jest odpowiedzialny za przechowanie wszelkich cymeliów historycznych. W czasie rozmowy oświadczył on, że oryginał dzieła Kopernika znajduje się w sejfie ognioodpornym wraz z oryginałem tekstu „Bogurodzicy". Ponadto dr Marian Zwiercan poinformował, że najbardziej cenne księgozbiory zabezpieczone są systemem elektronicznym i tylko na jego polecenie zbiory te mogą być otwarte.

Nadkomisarz Jerzy Karolczyk mógł od razu oddepeszować krajowemu przedstawicielowi Biura Interpol: Oryginał dzieła Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium" znajduje się w sejfie Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Pracownia konserwatorska tej biblioteki w latach 70. wykonała metodą konserwatorską cztery kopie (faksymile) wymienionego dzieła, wyglądem przypominające autentyki. Obrzeża kart były ręcznie obcinane na wzór papieru czerpanego, nie posiadały jednak charakterystycznych cech, takich jak znaki wodne papieru czerpanego, dziury w lewym dolnym rogu na karcie „194" powstałej po wylanym przez Kopernika inkauście, a także na karcie „9" znaku (dziurki) po nakłuciu cyrklem przy rysunku systemu heliocentrycznego. Trzy egzemplarze faksymili zostały podarowane Janowi Pawłowi II, prof. Henrykowi Jabłońskiemu i prof. Janowi Kaczmarkowi. Jeden zaś, pozostający w posiadaniu Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, w dniu 27 kwietnia 1990 roku został wypożyczony za pośrednictwem Konsulatu Generalnego Austrii – do Linzu i miał być zwrócony do dnia 11 listopada 1990 roku. Termin zwrotu prolongowano do dnia 9 grudnia 1990 roku, potem egzemplarz został zwrócony Bibliotece Jagiellońskiej. Ustalono ponadto, że manuskryptu „Traktatu matematycznego" Kopernika Biblioteka Jagiellońska nigdy nie posiadała oraz że w żadnym z opracowań nie ma wzmianki o istnieniu autografu takiego dzieła, natomiast wiadomo, iż autografy listów Mikołaja Kopernika znajdują się w krakowskim Muzeum Czartoryskich oraz w Bibliotece Muzeum w Uppsali (Szwecja).

Rzecz znamienna: 31 października 1990 roku kierowniczka Działu Rękopisów Średniowiecza w BJ dr Anna Kozłowska otrzymała telefon z Biblioteki Uniwersytetu w Uppsali z zapytaniem, czy oryginał dzieła Mikołaja Kopernika „De revolutionibus..." znajduje się w posiadaniu Biblioteki Jagiellońskiej. Z rozmowy wynikało, że do jednego z antykwariatów w Uppsali zgłosił się kontrahent i przekazał fotokopie kilku pierwszych stron dzieła Kopernika „na dowód posiadania oryginału...". O co tu więc chodziło?

„De revolutionibus..." na aukcji w Chicago?

W tym miejscu niezbędne jest bodaj skrótowe przypomnienie dziejów rękopisu Kopernika ze zbiorów „Jagiellonki". Posłużę się opisem prof. dr. Jerzego Zatheya, długoletniego bezpośredniego opiekuna tego skarbu.

Autograf „De revolutionibus..." stanowi całość ujmującą pewien etap prac Kopernika, i to etap najbliższy ukończeniu i najbliższy śmierci wielkiego uczonego (ze względu na charakter zachowanego zabytku, pośredni między brulionem a czystopisem: najczystszego brulionu lub też najbardziej roboczego czystopisu, pozostającego w rękach autora aż do jego śmierci). Ludwik Antoni Birkenmajer nazwał go „autorskim czystopisem" (te rozważania okażą się nader ważne przy pointowaniu tego artykułu – przyp. ZŚ). Papiery po Koperniku i książki przejął bliski jego przyjaciel Tiedemann Giese (1480–1550), najgorętszy rzecznik wydania „De revolutionibus...", wówczas biskup chełmiński, a następnie warmiński. Tiedemann Giese przekazał z kolei własną bibliotekę testamentem kapitule warmińskiej. Autograf Kopernika nie trafił jednak do tej biblioteki, chociaż przekazane tam zostały inne jego książki. Wpisana na dodanej do rękopisu karcie b notatka świadczy, że przechował się wśród papierów Jerzego Joachima Retyka – astronoma, który jako uczeń Kopernika zajmował się wydaniem jego dzieła. Kiedy w 1543 roku, jeszcze za życia Kopernika, drukarze w Norymberdze składali do druku dzieło „De revolutionibus...", mieli przed sobą jedynie kopię dostarczoną im przez Retyka i to kopię, która wyszła spod pióra Retyka. Odpisem części rękopisu dysponował Retyk już wcześniej, wydając w Gdańsku w 1540 roku pierwszą wiadomość o wynikach prac Kopernika – „Narratio prima". Również odpisami posługiwał się następnie Retyk, gdy w 1542 roku wydawał w Wittenberdze część wielkiego dzieła Kopernika, a mianowicie rozdziały poświęcone trygonometrii, pt. „De lateribus et angulis triangulorum", stanowiące przez czas jakiś w zamierzeniu Kopernika księgę II. Za tezą, że zachowany (w Bibliotece Jagiellońskiej) egzemplarz nie służył do prac w drukarniach Wittenbergi ani Norymbergi, ani też w Bazylei (1566), przemawia brak większych śladów zabrudzenia poszczególnych składek. Autograf bowiem nie wykazuje tego rodzaju plam i zaznaczeń, jakie towarzyszą pracy drukarskiej. Nie tylko z wyglądu rękopisu, lecz także z porównania tekstów można łatwo się przekonać, że wzorcem dla druku była kopia odmienna w szczegółach od autografu. Co więcej, również zestawienia błędów dołączone do egzemplarzy wydanych, a powołujące się na konfrontację z rękopisem zawierają nieraz słowa niewystępujące w znanym nam – i omawianym tu – autografie.

Przez 30 niemal lat ten autograf był w posiadaniu Retyka. Od 1554 roku Retyk przebywa już w Krakowie. Po 1570 roku współpracownikiem tegoż ucznia Kopernika zostaje Walentyn Otho, uczeń Jana Praetoriusa. Na krótko przed śmiercią Retyk wyjechał z Krakowa do Koszyc. Dokładnie 28 listopada 1574 roku przewieziono mu pozostawiony w Krakowie rękopis „De revolutionibus...". Dostarczył mu go Otho, a po śmierci Retyka 4 grudnia tegoż roku Otho stał się posiadaczem autografu monumentalnego dzieła mistrza Mikołaja. Niebawem wraz z nowym właścicielem – pozostając nieoprawnym – powędrował rękopis do Heidelbergu. Kolejnym posiadaczem autografu został Jakub Christmann, a po jego śmierci, w czerwcu 1613 roku, wdowa po zasłużonym profesorze sprzedała rękopis w styczniu roku następnego sławnemu uczonemu Janowi Amosowi Komeńskiemu. Ten wybitny pedagog przez 30 lat (wraz z rękopisem?) mieszkał w Polsce (w Lesznie i Elblągu); nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób następnie dzieło oryginalne Kopernika znalazło się w spisie bibliotecznym zbiorów Ottona von Nositza na zamku w Jaworze Śląskim (obecnie woj. wrocławskie). Biblioteka Nositzów weszła następnie w skład majątku stworzonej przez nich ordynacji i została przeniesiona do pałacu Nositzów w Pradze. Autograf Kopernika stanowił własność tego rodu przez blisko 300 lat. W pierwszej połowie XIX w. „Gazeta Lwowska" przedrukowała za praskimi „Květami" bulwersującą wiadomość o posiadaniu przez Nositzów autografu wielkiego dzieła Kopernika, co umożliwiło w 1843 roku wydanie przez J. Baranowskiego tego rękopisu w 300-lecie pierwszej edycji. Wobec rozgłosu, jaki zdobył tak cenny autograf w dobie rozbudzonych zainteresowań cennymi źródłami do dziejów przeszłości narodowej, w Bibliotece Nositzów przeniesiono rękopis Kopernika do archiwum. Gdy z okazji 400-lecia urodzin Kopernika przygotowywano wydanie toruńskie „De revolutionibus...", jego wydawca Maksymilian Curtze mógł jednak w pełni wykorzystać autograf. Obszerne badania nad tym rękopisem przeprowadził w roku 1896 docent fizyki Ludwik Antoni Birkenmajer. Rezultatem tej pracy był osobny rozdział poświęcony autografowi w monografii o Koperniku z 1900 roku.

W roku 1945 zbiory biblioteki Nositzów w Pradze, a wraz z nimi rękopis „De revolutionibus...", zostały upaństwowione. 5 lipca roku 1956 roku rząd Czechosłowacji ofiarował bezcenny zabytek w darze narodowi polskiemu, a 25 września tegoż roku przekazano go Uniwersytetowi Jagiellońskiemu w Krakowie. Omawiany zabytek – ciągle przecież mówimy o tym samym autografie – znalazł się w Bibliotece Jagiellońskiej, pod opieką uczelni, w której Kopernik studiował. Chlubi się ona posiadaniem oryginału nieśmiertelnego dzieła najznamienitszego ze swych wychowanków.

Skoro jesteśmy spokojni, że nikt nie skradł oryginalnego autografu „De revolutionibus..." z Biblioteki Jagiellońskiej, otwarte pozostaje pytanie – jaki „rękopis" tego dzieła Kopernika mógł być wystawiony na aukcji w Chicago? Przecież nikt chyba nie dał się nabrać na jakiekolwiek faksymile czy któreś z późniejszych wydań, bo to już nie był autograf. Poprosiłem o komentarz wicedyrektora BJ, dr. Mariana Zwiercana.

„Pamiętajmy – mówił – iż w czasie przekazywania do druku dzieła »De revolutionibus...« Kopernika Retyk wykonał kopię tej pracy. Nie wiadomo, co się z nią stało... Wiemy też, iż Kopernik posiadał czystopis swego dzieła i także jego los ginie w pomrokach dziejów. Biblioteka Jagiellońska dysponuje autografem, który jest czymś pośrednim między brulionem a czystopisem. Są tu skreślenia, jest wylany przez Kopernika inkaust. Faksymile nie posiadają charakterystycznego nakłucia cyrklem etc.".

Dodam więc od siebie, że sprawa autentyczności rękopisu na aukcji w Chicago pozostawała problemem dla sprzedających i kupujących. Chyba że odnaleziono by cudem czystopis lub kopię Retyka... To byłaby istna bomba – odkrycie 500-lecia! Ale o tym było jakoś cicho na drugiej półkuli. Tam w tym czasie pasjonowali się okrągłym jubileuszem wyczynu Krzysztofa Kolumba.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA