fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Szalone sny Adolfa Hitlera

Adolf Hitler ogląda makietę Deutsches Stadion – gigantycznego stadionu zaprojektowanego przez Alberta Speera, który miał należeć do kompleksu budynków wchodzących w skład terenu zjazdów NSDAP w Norymberdze. Obiekt ten nigdy nie został zbudowany
Getty Images
Germania – tak miała się nazywać nowa stolica świata rządzonego przez Hitlera po wygranej przez niego II wojnie światowej. Jak Hitler zamierzał przebudować rzeczywistość, prezentuje miniserial dokumentalny „Imperium Hitlera: wizja nowego świata po wojnie".

W miejsce dawnych miast, w tym także Warszawy, architekci Führera zaprojektowali zupełnie nowy system gmachów, budynków i placów. Jak Hitler zamierzał przebudować rzeczywistość, prezentuje miniserial dokumentalny „Imperium Hitlera: wizja nowego świata po wojnie".

Hitler wciąż żywy – chciałoby się rzec. I rzeczywiście, ponad 70 lat po wojnie i mimo naprawdę fatalnej sławy, Hitler wciąż jest dla dokumentalistów źródłem tematów. Tym razem jeden z nich, Guy Waters, postanowił się zająć niezrealizowanym planem całkowitej przebudowy nie tylko Berlina, ale też innych europejskich stolic.

Wszędzie miały stanąć ogromne monumentalne bryły o klasycystycznym charakterze, z mnóstwem kolumn, łuków i kopuł. Do realizacji swoich wizji Führer wynajął oddanego sprawie architekta – Alberta Speera. Potrzebował go, ponieważ sam – choć miał talent do rysowania budynków – nie miał wystarczających kompetencji. Hitler marzył o karierze artystycznej. Pragnął studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, dwukrotnie nie został przyjęty. Gdy doszedł do władzy, nie musiał się już liczyć z żadnymi ograniczeniami. Przede wszystkim jednak nie miał na projektowanie czasu, bo zajmowało go niszczenie i eksterminacja mieszkańców podbijanych krajów. Musieli mu ustąpić, aby projekt nowego świata, z Germanią jako stolicą, mógł być bez przeszkód realizowany. Jak miała wyglądać architektura według hitlerowskiego porządku, można dziś obejrzeć w berlińskim Landesarchiv.

Germania

Przede wszystkim poraża nieopisany rozmach tych projektów, wprost oddający szaleństwo Hitlera i jego megalomanię. Według jego wizji wszystko musiało być większe, potężniejsze, przerastać każdą z dotychczas znanych budowli świata. Wystarczy przywołać Łuk Triumfalny, który miał stanąć w centrum Berlina. Miał wznosić się na wysokość 120 m, był więc o ponad 20 m wyższy od amerykańskiej Statui Wolności. To nie wszystko. Łuk miał być bramą do największej budowli świata – Hali Ludowej, której kopuła miała być aż 16 razy większa od tej wieńczącej bazylikę św. Piotra w Rzymie, a sama hala (o wysokości 290 m) dwukrotnie przekraczałaby wysokość piramidy Cheopsa. Szczyt kopuły miał zdobić wielki złoty orzeł – symbol III Rzeszy. Jaki był sens budowania tak potężnego gmaszyska?

W jego środku projektant ustawił olbrzymi amfiteatr, który pomieściłby ponad 180 tys. osób. Hitler widział siebie przemawiającego ze sceny do tych tłumów i porywającego je swoimi płomiennymi mowami. Pojawił się jednak pewien problem, tylko pozornie błahy. Otóż architekci zorientowali się, że pod tak wielką kopułą obejmująca taką rzeszę ludzi wytworzyłaby się własna atmosfera. Inaczej mówiąc – pod sufitem zbierałyby się deszczowe chmury. Czy architektom udałoby się obejść ten kłopot? Trudno powiedzieć, bo – na szczęście – Hitler nie miał okazji zrealizować swojego planu. Podobnie jak i nie wybudowano placu Adolfa Hitlera, który miał się rozciągać przed nowym Reichstagiem. Nowym, bo „stary" miał zostać biblioteką, wystarczająco dużą, by pomieścić książki dokumentujące zwycięstwa Hitlera i III Rzeszy, a jednocześnie nie dość reprezentacyjną, by nadal pełnić funkcję siedziby głównej przywódcy.

Nowy Reichstag miałby pięć razy wyższą kopułę od dotychczasowego, a jego szczyt wieńczyłby – tak jak w przypadku Wielkiej Hali – posąg orła siedzącego na kuli ziemskiej. W oczywisty sposób symbolizowałby on wszechwładzę Hitlera i absolutne panowanie Niemiec nad światem.

Jednak na tym nie kończyła się wyobraźnia dyktatora. Przy placu Adolfa Hitlera, na którym jednorazowo mogłoby przebywać milion osób, stanąłby Pałac Adolfa Hitlera. Byłby on tak zaprojektowany, by Führer mógł z niego bez przeszkód przemawiać do zgromadzonych na placu mas. Plany zaiste godne szaleńca.

„Nowe niemieckie miasto Warszawa"

Gorzej, że te szaleńcze plany zaczęto realizować. Tuż przed wybuchem II wojny Hitler dostał od architektów urodzinowy prezent – szeroką ulicę, część dawnej alei przecinającej miasto na osi wschód–zachód. Z tej okazji odbyła się wielka, uroczysta parada, którą Hitler mógł z dumą podziwiać. I marzyć o kolejnych projektach. W Berlinie przystąpiono do wyburzania i przejmowania kamienic jeszcze przed wojną. Jej wybuch tylko poszerzył możliwości, jakimi dotąd dysponował Hitler. Nie liczono się z żadnymi kosztami, zwłaszcza że siła robocza była tania i łatwo dostępna. Wykorzystywano jeńców wojennych i więźniów obozów koncentracyjnych, na przykład z Sachsenhausen, Buchenwaldu czy Mauthausen.

Wkrótce po rozpoczęciu wojny Hitler mógł zabrać się za realizację swojej architektonicznej wizji w innych miastach Europy. Zaczął od Warszawy. W filmie pada jednoznacznie sformułowana teza, że plany przebudowy stolicy Polski powstały już w 1938 r., zatem jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Na pewno o takich planach można mówić od roku 1940, bo „nowe niemieckie miasto Warszawa" śniło się Hitlerowi od dawna. Dlatego nie jest wcale wykluczone, że Friedrich Pabst pierwszy projekt dotyczący Warszawy stworzył kilka lat wcześniej, na wyraźne życzenie Führera. W październiku 1939 r. Pabst został mianowany „naczelnym architektem miasta Warszawy". Miał zbudować gmachy z kopułami, kolumnami i dziedzińcami na wzór tych, które miały stanąć w „nowym" Berlinie.

Na marginesie warto dodać, że pierwsza część miniserialu „Imperium Hitlera: wizja nowego świata po wojnie" poświęcona hitlerowskim planom urbanistycznym może drażnić kogoś, kto ogląda ją z perspektywy patriotycznie nastawionego Polaka. Niewiele bowiem miejsca zajmuje w tym odcinku kwestia przebudowy Polski i jej stolicy. Jest to o tyle istotne, że Warszawa miała być niemal całkowicie zrównana z ziemią. Oszczędzić miano tylko pojedyncze zabytkowe punkty, takie jak: Stare Miasto, Belweder czy plac Piłsudskiego. To pierwsze miało się okazać w przyszłości dowodem na ciągłość niemieckiego osadnictwa na ziemiach dawniej należących do Polski, Belweder zaś – stać się rezydencją Hitlera, a plac Piłsudskiego zmieniłby nazwę na plac Adolfa Hitlera. Los innego wspaniałego zabytku, Zamku Królewskiego, był przesądzony już w roku 1939. Miał zniknąć z powierzchni ziemi tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. Takie życzenie formułował Hitler osobiście już w 1939 r. Niestety, wielu z tych szczegółów autorzy filmu już nie podają. A szkoda, bo plan zniszczenia Warszawy – jak to określał architekt Krzysztof Pawłowski w raporcie z 2004 r., „należy do najhaniebniejszych dokumentów w dziejach cywilizacji europejskiej".

Jedno jest jednak pewne i tego Guy Waters już nie pomija. Projekt zakładał całkowite zniszczenie miasta i postawienie na jego ruinach zupełnie nowego, typowo niemieckiego. Przystąpienie do realizacji planu nastąpiło błyskawicznie, bo już po kilku tygodniach 80 proc. budynków było uszkodzonych. Niemcy zaczęli też błyskawiczną akcję mordowania polskich elit, które – oczywiście poza tym, że mogły okazać się w przyszłości niebezpieczne dla niemieckiego okupanta – nie nadawały się do ciężkiej niewolniczej pracy na budowach. Naziści przystąpili do masowych egzekucji sędziów, profesorów, nauczycieli, naukowców. W „nowej" Warszawie mieszkaliby wyłącznie Niemcy, a polscy robotnicy mieli zostać wysiedleni za lewy brzeg Wisły. Wątek Warszawy kończy się w filmie wspomnieniem powstania warszawskiego, którego wybuch przypieczętował los miasta. Hitler rozkazał natychmiastowe zrównanie stolicy Polski z ziemią i likwidację ludności. Jednak nowe miasto nie powstało. Zamiast niego Hitler pozostawił po sobie ruiny, rozpacz i śmierć.

Norymberga

Wiele z pierwotnych planów architektonicznych Hitlera zrealizowano w Norymberdze, mieście o szczególnym dla Führera znaczeniu. To tutaj rodziła się potęga Hitlera, to tutaj właśnie NSDAP odbywało swoje wiece i zjazdy. O ile w Berlinie miał stanąć największy gmach świata (Hala Ludowa), o tyle w Norymberdze miał powstać największy na ziemi stadion. Miał pomieścić ponad 400 tys. widzów.

Paradoksalnie – w tym też mieście zakończył się ostatecznie szalony sen Hitlera o wszechpotędze. Führer stawiał siebie na równi z imperatorami czy rzymskimi cesarzami, licząc na to, że przejdzie kiedyś do historii niczym Juliusz Cezar czy Marek Antoniusz. Oczekiwał, że o jego wielkości będzie też świadczyć estetyka ruin, które będą zwiedzać przyszłe pokolenia.

Prawdopodobnie Hitler w ogóle nie dostrzegał sprzeczności w swoich dążeniach: z jednej strony chciał budować, z drugiej – było to możliwe wyłącznie pod warunkiem burzenia i niszczenia. Dziś hitlerowskie projekty architektoniczne łatwo uznać za przejaw megalomanii, ale kryje się za tym coś więcej. Nie możemy bowiem zapominać, że już samo przystąpienie do budowy wymarzonych przez dyktatora gmachów to tysiące ludzkich istnień, cierpienie, łzy, rozpacz i śmierć. Dziesiątki tysięcy zapłaciły ciężką, katorżniczą pracą w obozach. Strach pomyśleć, jak wyglądałby rzeczywiście świat, gdyby wizja Hitlera o tysiącletniej Rzeszy się ziściła.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA