fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Hitler i Stalin: fatalne zauroczenie

Rozmowa Hitlera z Mołotowem w kancelarii Rzeszy (listopad 1940 r.). Dyskusji przysłuchuje się szef niemieckiej dyplomacji Joachim von Ribbentrop
Getty Images
22 czerwca 1941 r. rozpoczęła się realizacja planu Barbarossa. Radziecka historiografia ukazywała państwo stalinowskie jako niewinną ofiarę niemieckiej napaści, a Hitlera jako szaleńca, który bezmyślnie rozpoczął wojnę na dwa fronty. Dziś możemy przypuszczać, że był to obraz całkowicie fałszywy.

Historycy radzieccy mieli ciężki orzech do zgryzienia, kiedy po wojnie musieli jakoś uzasadnić w swoich pracach podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow. Jak ukazać, że nasz rząd zdradził Polskę i stał się na dwa lata głównym partnerem gospodarczym III Rzeszy – zastanawiano się zapewne na radzieckich uczelniach. Wkrótce znaleziono bardzo prosty argument, który wyrażał się słowami z wydanego na łamach „Komunisty" artykułu z 1958 r.: „Pakt o nieagresji z Niemcami był obliczony na to, aby zyskać na czasie i wzmocnić nasze siły zbrojne (...) zyskać ponad 20 miesięcy, w ciągu których sytuacja strategiczna naszego kraju znacznie by się poprawiła, a siły zbrojne (...) poważnie wzmocniły". Zupełnie inny obraz tej sytuacji przedstawiali pojmani po wojnie do niewoli alianckiej dowódcy niemieccy. Szef niemieckiego sztabu sił zbrojnych, generał pułkownik Alfred Jodl, twierdził przed Trybunałem Norymberskim, że Niemcy wiedzieli o szykowanej radzieckiej napaści na III Rzeszę. „Nie ulega wątpliwości, że była to wojna prewencyjna. To, co później stwierdziliśmy, to była (...) pewność potwornych militarnych przygotowań po drugiej stronie naszych granic. (...) Rosja była w pełni przygotowana do wojny" – podkreślił, doprowadzając tą wypowiedzią do wściekłości radzieckiego oskarżyciela.

Dlaczego zatem Hitler zdecydował się napaść na kraj, który był przygotowany do długiej, żmudnej wojny i miał opracowany ofensywny plan uderzenia na III Rzeszę? Większość historyków niemieckich uważa, że Führer po prostu nie był wystarczająco poinformowany o rozmiarach uzbrojenia i stopniu mobilizacji Armii Czerwonej, czego dowodzi jego słynne oświadczenie z 4 lipca 1941 r., że Stalin tę wojnę „praktycznie już przegrał". Tę hipotezę potwierdza jedyna nagrana rozmowa prywatna Hitlera, którą przeprowadził z fińskim marszałkiem Mannerheimem w 1942 r., w czasie której Führer bez ogródek opisuje swoje ogromne zaskoczenie odkrytymi przez Niemców praktycznie niewyczerpalnymi możliwościami gospodarczymi, surowcowymi i ludzkimi, jakimi dysponował Stalin. To z kolei nasuwa odwrotnie postawione pytanie do poprzedniego: skoro Stalin już w 1939 r. posiadał siły uderzeniowe zdolne zmiażdżyć Wehrmacht, to czemu doprowadził do nieopisanej klęski swoich wojsk latem 1941 r.?

Radiowe przemówienie Stalina

3 lipca 1941 r., zaledwie 11 dni po niemieckiej napaści na ZSRR i po przejęciu przewodnictwa nad utworzonym 30 czerwca 1941 r. Komitetem Obronnym, wygłosił pierwsze przemówienie radiowe, w którym ku zdumieniu słuchaczy oświadczył bez ogródek: „niemałe znaczenie miała tu ta okoliczność, że faszystowskie Niemcy niespodzianie i zdradziecko złamały pakt o nieagresji, zawarty z ZSRR w 1939 r., nie licząc się z tym, że będą uznane przez cały świat za stronę napadającą. Rzecz zrozumiała, że nasz pokojowo usposobiony kraj, nie chcąc brać w swoje ręce inicjatywy złamania paktu, nie może wejść na drogę wiarołomstwa". Te słowa brzmiały niczym rozpacz zdradzonej narzeczonej, a jednocześnie były tak obłudne, że nawet Rosjanie nie mogli w nie uwierzyć. Ten „miłujący pokój" kraj dokonał bowiem 17 września 1939 r. napaści na Polskę, z którą miał zawarty pakt o nieagresji. Podobnie stało się z Finlandią czy krajami bałtyckimi. Hucpa Stalina sięgnęła zenitu.

Po wojnie radzieckie opracowania historyczne skrzętnie omijały odezwę radiową Stalina z 3 lipca 1941 r. Było w niej tak dużo zakłamania i fałszu, że nawet Rosjanie odczuwali wstyd, tym bardziej że w dalszej jego części Stalin zdaje się tłumaczyć z największej swojej podłości: „Może ktoś zapytać: jakże mogło się zdarzyć, że rząd radziecki zdecydował się na zawarcie paktu o nieagresji z takimi wiarołomnymi ludźmi i potworami jak Hitler i Ribbentrop? Czy rząd radziecki nie popełnił w tym wypadku błędu?" – pytał Stalin, wprawiając w zdumienie słuchających go mieszkańców ZSRR.

„Oczywiście, że nie! – sprostował natychmiast. – Pakt o nieagresji jest paktem pokojowym między dwoma państwami. Taki właśnie pakt zaproponowały nam Niemcy w 1939 r. Czy rząd radziecki mógł odrzucić jego propozycję? Sądzę, że ani jedno pokojowo usposobione państwo nie może odrzucić paktu pokojowego z sąsiednim mocarstwem, nawet wtedy, gdy na czele tego mocarstwa stoją takie potwory i ludożercy jak Hitler i Ribbentrop".

To przerażające słowa. Ludobójca, kat milionów ludzi, jeden z największych zbrodniarzy w dziejach oskarża równego sobie mordercę o wiarołomstwo. Czemu to czyni? Dlaczego tłumaczy się ze swojego fatalnego zauroczenia Hitlerem i wiary w jego lojalną przyjaźń?

Miłość aż do śmierci

Dzisiaj, z perspektywy wielu dekad po wojnie, spoglądamy na Stalina i Hitlera jako jednych z największych antagonistów w historii. Zapominamy przy tym, że przez wiele lat ci ludzie byli sobą wzajemnie zafascynowani. Uważali, że ustroje polityczne, które budują, są do siebie bardzo podobne. Tworzyli bezduszne społeczeństwa, które miały żyć w utopii, a skończyły w niewyobrażalnym piekle.

Po napaści Niemiec na ZSRR Stalin twierdził: „Pakt o nieagresji z Niemcami był obliczony na to, aby zyskać na czasie i wzmocnić nasze siły obronne (...) zyskać ponad 20 miesięcy, w ciągu których sytuacja strategiczna naszego kraju znacznie się poprawiła, a siły zbrojne poważnie wzmocniły". Nic bardziej kłamliwego. Radzieckie siły zbrojne osiągnęły szczyt swojej gotowości bojowej już w 1939 r. i wtedy znacznie łatwiej mogły dokonać śmiertelnego uderzenia prewencyjnego na Niemcy. Zresztą do tego się przecież szykowały, o czym świadczy choćby rozkaz nr 113 z 11 grudnia 1938 r., stanowiący nową doktrynę militarną Armii Czerwonej, wedle której od 1939 r. miała ona już nie być armią defensywną, ale ofensywnymi siłami zbrojnymi szykującymi się do podboju Zachodu. Praktycznie koncepcja ta zaczęła być realizowana znacznie wcześniej, już we wrześniu 1938 r., kiedy w Kijowskim Specjalnym Okręgu Wojskowym dokonano „przegrupowania oddziałów" i postawiono w stan gotowości bojowej aż 70 dywizji.

Po zawarciu „układu monachijskiego" 29 września 1938 r. Związek Radziecki zgodnie z umową był zobowiązany do udzielenia pomocy Czechosłowacji. Stalin nie zdecydował się na zbrojne wystąpienie przeciw Niemcom z obawy, że zostaną w takiej sytuacji wsparte przez Wielką Brytanię, Francję, a może nawet i Polskę. Sytuacja przekonała go do jednego: nie należy tworzyć sił defensywnych, ale szykować się do uderzenia na Niemcy, które niepokojąco zbliżały się do radzieckich granic. Pakt Ribbentrop-Mołotow nieco uspokoił sytuację, ale już w maju 1941 r. radzieckie dowództwo ostrzegało dyktatora, że wkrótce musi dojść do zbrojnej konfrontacji z Niemcami, która zdecyduje o dalszym istnieniu ZSRR.

Stalinowi został przedstawiony ściśle tajny raport Timoszenki i Żukowa na temat „planu koncentracji radzieckich sił zbrojnych na wypadek wojny z Niemcami i ich sprzymierzeńcami". W dokumencie tym czytamy: „Towarzyszu Stalin (...) Należy przyjąć, że Niemcy, w obliczu aktualnej sytuacji politycznej, na wypadek napaści na Związek Radziecki, będą w stanie wystawić przeciw nam: 137 dywizji piechoty, 19 dywizji pancernych, 15 dywizji zmotoryzowanych, 4 dywizje kawalerii i 5 dywizji desantu powietrznego – w sumie 180 dywizji. Pozostałe 104 dywizje niemieckie będą znajdować się na granicy zachodniej Niemiec, w Norwegii, Afryce, Grecji i we Włoszech". W dalszej części raportu komisarz ludowy ds. obrony ZSRR marszałek Siemion Timoszenko i szef sztabu generalnego Armii Czerwonej Gieorgij Żukow precyzyjnie opisują bardzo konkretne kierunki potencjalnych uderzeń niemieckich: od Dęblina w kierunku Kowla, Równego i Kijowa oraz z Prus Wschodnich na Wilno i Rygę, a także koncentrycznie koło Suwałk i Brześcia na Wołkowysk i Baranowicze.

Ten dokument musiał Stalina przerazić. Zdumiewa więc, dlaczego nie podjął żadnych działań mających na celu natychmiastowe umocnienie wymienionych stref uderzeniowych. To prawda, że czasu było niewiele, ale pierwsze tygodnie po 21 czerwca 1941 r. wskazywały na całkowite zaskoczenie nieprzygotowanej do obrony, źle zaopatrzonej i chaotycznie dowodzonej Armii Czerwonej. W świetle zachowanych dokumentów sowieckich możemy być pewni, że Stalin doskonale wiedział o koncentracji wojsk niemieckich i planach Hitlera. Ryszard Sorge, najsłynniejszy sowiecki szpieg i niemiecki dyplomata pracujący w Tokio, poinformował przecież Kreml o dokładnej dacie napaści. Doprowadził tym dyktatora do furii. Notatka informująca o rozpoczęciu planu Barbarossa trafiła jednak do kosza przy biurku Stalina.

Przez wiele dekad historycy nie mogli zrozumieć jego postawy. Wszystko wskazywało na to, że ten wyrafinowany i pragmatyczny Gruzin po raz pierwszy w życiu uwierzył w czyjeś pokojowe intencje. A może w tej wierze było coś znacznie głębszego? Podziw i fascynacja Hitlerem?

Mit wielkich postaci historycznych

Wielki niemiecki filozof i twórca nowoczesnego systemu idealistycznego Georg Wilhelm Friedrich Hegel głosił, że poprzez działania wielkich „światowo-historycznych" indywidualności realizuje się wola Opatrzności i ujawnia „wola ducha świata".

„Zasługują na nazwę bohaterów, ponieważ swój cel i powołanie czerpali nie tylko ze spokojnego, uporządkowanego istniejącym układem stosunków, uświęconego biegu rzeczy, lecz ze źródła, którego treść była ukryta i jeszcze nie dojrzała do współczesnego istnienia, z wewnętrznego, podziemnego jeszcze ducha, który uderza w skorupę zewnętrznego świata i rozsadza ją, ponieważ jest jądrem różnym od jądra skorupy". Ten pogląd doskonale znali Stalin i Hitler. Utożsamiali się z nim. Dostrzegali w swoich działaniach wizję budowy nowego świata, który jest realizacją woli Opatrzności. Hitler wyraził to dobitnie w drugim rozdziale „Mein Kampf": „Wierzę dziś, że moje przywództwo jest dziełem woli samego wszechmogącego Stwórcy".

Stalin też dopatrywał się w swoich czynach realizacji wyższego planu, choć jako zadeklarowany ateista nie wspominał o Bogu. Nie oznacza to wcale, że nie wierzył w sprawy wyższe. Patriarcha Gruzji Eliasz II powiedział kiedyś, że „Stalin był wybitną osobowością, jakie rodzą się rzadko (...) Myślę, że wierzył w Boga, szczególnie w ostatnich latach życia".

Hitler i Stalin jako ludzie głęboko podzielający pogląd Hegla o roli wybitnych jednostek w dziejach świata musieli być sobą wzajemnie zafascynowani. Przy czym straszliwe zbrodnie, których byli inicjatorami, nie były dla nich istotne. Wyznawali przecież filozofię Hegla, który uważał, że „dzieje powszechne toczą się na płaszczyźnie wyższej niż ta, która jest właściwym terenem moralności, na płaszczyźnie wyższej niż dziedzina prywatnych przekonań, sumienia jednostki". Hitler często powtarzał słowa Hegla, że „wielki człowiek musi zdeptać na swej drodze niejeden niewinny kwiat i niejedną rzecz zburzyć".

Hitler i Stalin prawdopodobnie nigdy nie poznali się osobiście, choć istnieją nieco fantastyczne teorie, że do takich spotkań mogło dojść. Jeżeli nawet tak było, to obie strony zatarły po nich wszelkie ślady, tak aby nie pozostały nam w tym temacie nawet jakiekolwiek spekulacje. Ale czy obaj dyktatorzy się nie znali? O nie, wiedzieli o sobie bardzo dużo i byli przekonani, że zostali wyznaczeni do wyjątkowej roli w życiu. W ten sposób wyrażali do siebie szacunek. Stalin w ponurym milczeniu, choć z nieukrywaną admiracją, oglądał niemieckie kroniki i filmy propagandowe ukazujące perfekcyjnie zorganizowane nazistowskie parteitagi, defilady Wehrmachtu w zdobytych miastach i wreszcie samego Hitlera płomiennie przemawiającego do zahipnotyzowanego tłumu. Zazdrościł Austriakowi postawy i umiejętności oratorskich. Sam był bowiem niskim mężczyzną, o zniszczonej przez ospę twarzy, mówiącym po rosyjsku z ciężkim gruzińskim akcentem i wiecznie ukrywającym chorą, nieco krótszą rękę. Był to wynik wypadku z dzieciństwa, który doprowadził go do atrofii mięśni lewej ręki. Niesprawna ręka uchroniła go przed służbą wojskową, ale wywołała kompleksy na całe życie.

Było też wiele znaczących podobieństw, które ich do siebie zbliżały: obaj gardzili swoimi ojcami, obsesyjnie myśleli o matkach, rozpoczęli karierę od samego dołu społecznego, żeby zajść na sam szczyt, poznali nędzę w jej najbardziej szkaradnej postaci oraz przyszło im rządzić nie swoim narodem.

Stalin miał jednak jedną przewagę nad Hitlerem – do władzy doszedł 11 lat wcześniej, w marcu 1922 r.

Dziwna misja Mołotowa

Chociaż prawdopodobnie nigdy się nie spotkali, to mało kto dziś pamięta, że prowadzili ze sobą półprywatną korespondencję i przesyłali sobie pewne wymowne przesłania. Najbardziej znany jest oczywiście list Hitlera do Stalina z 20 sierpnia 1939 r., kiedy Hitler pisał: „Panie Stalin, (...) Niemcy wznawiają linię polityczną, która była korzystna dla obu państw w ciągu minionych stuleci". Chodziło w tym przypadku oczywiście o kolejny rozbiór Polski. Jednak 14 miesięcy po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow, w listopadzie 1940 r., coś zaczęło pękać w relacjach Berlina z Moskwą. Europa zachodnia z wyjątkiem Półwyspu Iberyjskiego, Szwecji i Szwajcarii znalazła się w strefie wpływów Hitlera i teraz realizacja umów handlowych z ZSRR nie miała już tak priorytetowego charakteru jak w drugiej połowie 1939 r. Zaniepokojony tym obrotem spraw Stalin wysłał do Moskwy szefa rządu radzieckiego i jednocześnie ministra spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa.

Ten miał przypomnieć Hitlerowi, że to nie Niemcy decydują o podziale Europy, ale dzieje się tak, ponieważ zaaprobował to sam Stalin, który wcale nie zamierzał się zaspokoić wyłącznie okupacją krajów bałtyckich, Besarabii, zachodniej Ukrainy i części Białorusi. Teraz sowiecki dyktator dla wypróbowania lojalności Hitlera zażądał wiążących uzgodnień co do przyszłości niektórych cieśnin morskich, Węgier, Polski, Bułgarii, Rumunii i Turcji. Żądania Mołotowa przypominały te, które zostały cztery lata później przedstawione aliantom zachodnim w Poczdamie – podział Europy według klucza, który poznaliśmy po 1945 r. Nie oznaczało to wcale, że apetyty Stalina miały zostać zaspokojone jedynie aneksją krajów centralnej Europy. Przecież to on sam powie kilka lat później, że jest zawiedziony wynikiem II wojny światowej, skoro car Aleksander dotarł do Paryża, a Armia Czerwona zatrzymała się „zaledwie" w Berlinie.

Zaangażowanie w organizację misji Mołotowa do Berlina, jakie wykazał Stalin, bardzo zaniepokoiło Hitlera. Nagle uzmysłowił sobie, że wojna na wschodzie jest nieunikniona. Przyjęło się uważać, że nie zdawał sobie sprawy, że wojna na dwa fronty skaże Niemcy na przegraną. To oczywiście jest bzdura z uporem powtarzana w licznych opracowaniach historycznych. Jako żołnierz frontu zachodniego I wojny światowej, który doskonale pamiętał skutki ofensywy Brusiłowa, wiedział, że wojna na dwóch frontach to przepis na klęskę. Mimo to jednak zaryzykował i o mało nie odniósł sukcesu, kiedy jego wojska w październiku 1941 r. podeszły pod rosyjską stolicę.

Wizyta Mołotowa w Berlinie miała niezwykłą oprawę, świadczącą, że Sowieci nadają jej nadzwyczajną rangę. Przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych ZSRR żegnało demonstracyjnie na Dworcu Białoruskim w Moskwie aż pięciu marszałków Związku Radzieckiego, a także Beria, Mikojan i Timoszenko. Delegacja radziecka liczyła aż 65 ministrów i sekretarzy stanu oraz 16 pracowników radzieckiej służby bezpieczeństwa, którzy mieli dokładnie obserwować przebieg spotkań, żeby Stalinowi przekazać precyzyjne sprawozdanie. W powietrzu coś wisiało. W Berlinie odczuwano niepokój.

Osobiste przesłanie Stalina do Hitlera

Pierwsze zdumienie Niemców wzbudziło oświadczenie Mołotowa, że umowy niemiecko-radzieckie z 1939 r. „dotyczą tylko określonego etapu i w odniesieniu do terytorium należałoby podjąć nowe ustalenia". Paul Schmidt, tłumacz szefa niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który był obecny w czasie rozmowy Hitlera z Mołotowem, zanotował: „Od czasu rokowań w Monachium z Chamberleinem nie uczestniczyłem w tak ostrej wymianie zdań jak w Berlinie podczas rozmowy Hitlera z Mołotowem. W mojej opinii padły wówczas decyzje, które stały się powodem ataku Hitlera za ZSRR".

Sam Hermann Göring oświadczył później, że wystąpienie Mołotowa „o mało nie zrzuciło nas z krzeseł". Niemiecki historyk Werner Maser uważał, że Stalin wysłał Mołotowa do Berlina, „aby ten jednoznacznie powiadomił Hitlera, że to on, Stalin, pomimo punktów ustalonych w pakcie, będzie w przyszłości podejmował rozstrzygające decyzje". Maser uważał, że przesłanie to miał wyrażać prezent, jaki Mołotow wręczył Hitlerowi od Stalina. Był to osobiście wybrany przez sowieckiego dyktatora obraz z leningradzkiego Ermitażu, dzieło nieznanego rosyjskiego malarza z XIX w. ukazujące izraelitę Tobiasza uzdrawiającego ze ślepoty swego ojca Tobiasza Starszego. Obraz o wymiarach 52,8 x 66,2 cm miał aż 9 pieczęci Ermitażu. Niestety, po wojnie zaginął i nie dysponujemy żadnym jego zdjęciem. Pierwowzorem tematu tego dzieła była grecka, apokryficzna „Księga Tobiasza", napisana prawdopodobnie dwa wieki przed Chrystusem. Opisuje ona cud uzdrowienia starego Tobiasza dokonany przez jego syna, który pociera oczy starca rybimi łuskami. Przesłanie od Stalina było jednoznaczne: Tobiaszem starszym jest pozbawiony charyzmy i wojowniczego wyglądu, pogubiony Hitler i tylko sojusz ze Stalinem go uzdrawia i pozwala ujrzeć prawdziwy kierunek, w jakim zmierza ludzkość.

Hitler był zapewne zdumiony prezentem od Stalina. „Kto tu jest starym Tobiaszem, a kto jego synem?" – pytał oburzony. Przecież w listopadzie 1940 r. był u szczytu potęgi. Wielka Brytania walczyła o przetrwanie, Amerykę zdominowali izolacjoniści niechcący mieszać się do spraw europejskich, a niemieccy żołdacy doskonale bawili się w kabaretach Paryża i popijali najlepsze wino pod wieżą Eiffla. Hitler musiał zrozumieć, że prezent od Stalina oznacza wyzwanie: dzielimy się łupami po równo albo wkrótce przyjdę i odbiorę ci wszystko.

Jego dotychczasowy idol, od którego nauczył się intryganctwa, czystek politycznych, politycznego kunktatorstwa i pogardy dla wszelkich wartości, teraz miał się zamienić w jego Nemezis. Nie wiemy, czy obraz spodobał się Hitlerowi ze względu na walory estetyczne. Musiał jednak mieć dla niego szczególne znaczenie, skoro kazał go powiesić w najbardziej eksponowanym miejscu swojej kolekcji malarskiej w Linzu. Pięć lat później Hitler popełnił samobójstwo w najechanym przez Armię Czerwoną Berlinie, a żądania, które Mołotow przywiózł w listopadzie 1940 r. do Niemiec, teraz ponownie przedstawiono Amerykanom i Anglikom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA