fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Czy Adolf Hitler rzeczywiście popełnił samobójstwo?

Adolf Hitler i Ewa Braun w Berghofie, alpejskiej rezydencji wodza III Rzeszy (1938 r.)
AFP
Czy Adolf Hitler i Ewa Braun rzeczywiście popełnili samobójstwo w berlińskim bunkrze 30 kwietnia 1945 r.? A może ich samobójcza śmierć jest jedną z największych mistyfikacji w historii?

Od 60 lat opis samobójstwa Adolfa Hitlera i Ewy Braun wzbudza wiele kontrowersji i dyskusji. Na początku obecnej dekady FBI odtajniło dokumenty, z których wynika, że wśród amerykańskich elit politycznych i wojskowych panowało po wojnie przekonanie, jakoby Adolf Hitler nie popełnił samobójstwa i zdołał w 1945 r. uciec z Niemiec do Ameryki Południowej. Na podstawie ujawnionych informacji badacze Simon Dunstan i Gerrard Williams przeprowadzili drobiazgowe śledztwo, a jego sensacyjne wyniki opublikowali w książce „Szary wilk. Ucieczka Adolfa Hitlera".

Szczegółowo analizując różne fakty, dokumenty i poszlaki, autorzy książki doszli do wniosku, że wódz III Rzeszy nie tylko nie odebrał sobie życia, ale razem z Ewą Braun zdołał wydostać się z okrążonego Berlina i uciec przez Danię do hiszpańskiej bazy wojskowej Rens na południe od Barcelony. Stamtąd dzięki pomocy hiszpańskiego dyktatora gen. Francisco Franco para poleciała na Fuerteventurę (Wyspy Kanaryjskie). Dunstan i Williams uważają, że należąca do Hiszpanii wyspa była ostatnim przystankiem przed podróżą do Argentyny. Pierwsza para nieistniejącej już III Rzeszy została przewieziona do Ameryki Południowej na pokładzie U-Boota, który był rzekomo widziany przez kilku mieszkańców Fuerteventury.

Po przybyciu do Argentyny Hitler miał zamieszkać ze swoją żoną w wiejskim domu nad jeziorem, położonym w zalesionej okolicy zwanej Inalco. Hitlerowie utrzymywali się ponoć ze sprzedaży zrabowanego podczas wojny złota i kamieni szlachetnych. Małżeństwo miało mieć dwie córki, które – według autorów tej hipotezy – mają dziś własne dzieci. Można więc powiedzieć, że Dunstan i Williams są przekonani, iż w Argentynie żyją potomkowie Ewy Braun i Adolfa Hitlera, otoczeni stałą opieką potomków ludzi wiernych do końca swojemu wodzowi.

Pikanterii tej historii dodaje twierdzenie, że o spokojnym życiu zbrodniarza i jego żony doskonale wiedziały amerykańskie i argentyńskie służby specjalne. Dunstan i Williams utrzymują, że Hitler kupił sobie spokojną starość w zamian za przekazanie Amerykanom niemieckich technologii wojskowych, które nie zostały użyte w czasie II wojny światowej. Faktycznie, w latach 1944–1945 Adolf Hitler dość często w prywatnych rozmowach wspominał o tzw. cudownej broni (Wunderwaffe), która miała doprowadzić do ostatecznego zwycięstwa Niemiec (Endsieg). Amerykańscy badacze nie wzięli jednak pod uwagę, że zarówno „cudowna broń", jak i „ostateczne zwycięstwo" były określeniami stosowanymi w niemieckiej propagandzie już od I wojny światowej. To hasła agitatorskie o czysto sloganowym wydźwięku. Nie musiały się za nimi kryć żadne konkretne przesłanki czy obiekty. Po wojnie historycy często próbowali dociec, czym była Wunderwaffe Hitlera. Pojawiały się hipotezy, że chodziło przede wszystkim o osiągnięcia niemieckiego lotnictwa wojskowego, w tym samoloty myśliwskie Messerschmitt Me 163 napędzane silnikiem rakietowym, myśliwce odrzutowe Heinkel He 162 Volksjäger lub odrzutowe bombowce Arado Ar 234, służące także do celów rozpoznawczych. Każdą z tych maszyn można uznać za wielkie osiągnięcie techniczne, ale nie były one w stanie zmienić losów wojny. Zresztą niektóre z nich, jak bombowiec Ar 234, trafiły w ręce Amerykanów i Rosjan jako zdobycz wojenna.

Gdyby uznać rewelacje Dunstana i Williamsa za prawdziwe, należałoby założyć, że Hitler za nietykalność musiałby zapłacić Amerykanom czymś, czego zwycięzcy nie byliby w stanie zdobyć i co miałoby naprawdę ogromne znaczenie dla rozwoju amerykańskiej obronności po wojnie.

Co naprawdę wydarzyło się w berlińskim bunkrze?

Rano 29 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler pospiesznie poślubił Ewę Braun. Do bunkra udało się sprowadzić walczącego w oddziale Volkssturmu 34-letniego urzędnika partyjnego Waltera Wagnera, który poprowadził skromną uroczystość zaślubin. Kilka dni później zginął podczas walk o jedną z centralnych ulic Berlina.

Znany dzisiaj opis ostatnich godzin życia Adolfa Hitlera i jego żony zawdzięczamy angielskiemu historykowi Hugh Trevorowi-Roperowi. Jako oficer SIS (brytyjski wywiad wojskowy, nazywany także MI6) przesłuchał on kilka osób, które przebywały w bunkrze Hitlera od 28 do 30 kwietnia 1945 r. Na podstawie tych zeznań oraz na podstawie dokumentów o dość niepewnym pochodzeniu, odnalezionych lata później przez innego brytyjskiego historyka Davida Irvinga, przyjęło się uważać, że 30 kwietnia 1945 r. prawdopodobnie o 15.30 Adolf Hitler popełnił samobójstwo wraz ze swoją żoną.

Wiarygodność metodologii badawczej przyjętej przez Trevora-Ropera i Irvinga jako pierwszy podważył Nicolaus von Below, były pułkownik i adiutant Führera ds. Luftwaffe. Below zarzucił Irvingowi fałszowanie lub ignorowanie niektórych źródeł historycznych. Dotyczyło to np. rzekomo odnalezionych zapisków Ewy Braun, które – jak się okazało później – zostały sfałszowane przez Luisa Trenkera. Podobnie rzecz się miała z „odnalezionym w Moskwie" dziennikiem Nicolausa von Belowa. W 1980 r. były adiutant Hitlera, którego można uznać za bardzo wiarygodne źródło, oświadczył, że książka „Ostatnie dni Hitlera" pióra oksfordzkiego profesora Hugh Trevora-Ropera, w której zresztą on sam był cytowany aż na 30 stronach, jest „zbiorem wyjątkowych bzdur". Below do końca życia twierdził, że informacje o śmierci Hitlera oparto na fałszywych zeznaniach wymuszonych podczas przesłuchań, które prowadził Trevor-Roper jako oficer SIS.

Wydana w 1947 r. książka „Ostatnie dni Hitlera" ugruntowała przekonanie milionów ludzi na świecie, że 30 kwietnia 1945 r. Adolf Hitler wraz ze swoją żoną zamknął się w prywatnym saloniku berlińskiego bunkra. Kilkadziesiąt sekund po tym, jak padł pojedynczy strzał, do saloniku wszedł osobisty adiutant wodza sturmbannführer Otto Günsche, który po chwili powrócił do mapiarni i chłodno oświadczył zebranym tam ludziom: „Führer nie żyje". Ta część opisu nie wzbudza podejrzeń. Niepokój może budzić dopiero fakt, że z saloniku Hitlera wyniesiono ciała okryte kocami. Kto znajdował się pod kocem i czy rzeczywiście były to zwłoki zastrzelonego małżeństwa Hitlerów, pozostaje tajemnicą.

Ostatnią osobą (oprócz Günschego), która widziała żywego Adolfa Hitlera, miała być Magda Goebbels, żona ministra propagandy i gauleitera Berlina. Podobno miała na kolanach błagać wodza, by zrezygnował z samobójstwa i uciekł z Berlina. Może zastanawiać, że Magda Goebbels wiedziała o możliwości takiej ucieczki. Wbrew później rozpowszechnianym opiniom Berlin nie był bowiem pułapką bez wyjścia. Kilku osobom z otoczenia wodza udało się uciec z obleganego miasta.

Nicolaus von Below twierdził, że Trevor-Roper należał do tej grupy brytyjskich śledczych, którzy „wszelkimi sposobami próbowali wyciągnąć to, co chcieli usłyszeć". W świetle rewelacji opublikowanych przez Dunstana i Williamsa słowa byłego adiutanta Führera brzmią niepokojąco. Dlaczego oficerom brytyjskiego wywiadu wojskowego miałoby zależeć na stworzeniu takiej, a nie innej historii o samobójczej śmierci niemieckiego dyktatora?

Listy gończe za Adolfem Hitlerem

We wrześniu 1945 r. sowiecka prasa zaczęła oskarżać Brytyjczyków, że udzielili azylu Adolfowi Hitlerowi. Znamienne, że to właśnie historyk Trevor-Roper został wyznaczony do odparcia sowieckich oskarżeń. Rząd brytyjski natychmiast wspomógł wydanie jego książki „Ostatnie dni Hitlera". Dziesięć lat po jej publikacji Trevor-Roper zaczął przejawiać dziwną niepewność co do faktów, które sam wcześniej opisał. W wywiadzie dla berlińskiej gazety „Der Monat" stwierdził: „W ciągu tych dziesięciu lat kilka tajemnic ostatniej wojny wyszło na jaw, kilka stało się jeszcze bardziej tajemniczymi. (...) Napisano nowe artykuły i książki, podano w wątpliwość lub nawet odwołano wcześniejsze ustalenia". Wtajemniczeni wiedzieli, że miał duże wątpliwości co do prawdziwości opisu ostatnich godzin życia Adolfa Hitlera. Być może bał się kompromitacji i był gotowy zawczasu zakwestionować własne ustalenia. Te wahania skończyły się, kiedy z rąk królowej otrzymał tytuł lorda Dacre i został przyjęty w skład Izby Lordów. Dość nietypowy zaszczyt jak na zwykłego historyka.

Trevor-Roper wiedział, że jego opis jest niepełny. Niestety, nie mógł przesłuchać ważnych dla śledztwa świadków pozostających w niewoli sowieckiej, w tym przede wszystkim: adiutanta Hitlera Otto Günschego, komendanta straży przybocznej Johanna Rattenhubera, kamerdynera Heinza Lingego, kapitana lotnictwa Hansa Baura oraz oficera gwardii przybocznej Harry'ego Mengerhausena. Była to grupa oficerów, którzy wraz z reichsleiterem Martinem Bormannem weszli do saloniku Hitlerów tuż po ich domniemanym samobójstwie i wynieśli zawinięte w koce zwłoki, aby spalić je przy użyciu zaledwie 40 litrów benzyny w leju po bombie przed bunkrem. Znamienny jest fakt, że chociaż tuż po wojnie Rosjanie zarzucali Brytyjczykom udzielenie azylu Hitlerowi, to już w 1956 r. nie zgadzali się na jakikolwiek kontakt tej grupy trzymanych w niewoli Niemców z brytyjskimi śledczymi.

Co ciekawe, żyjący wtedy na wolności świadkowie ostatnich dni Hitlera, tacy jak choćby Erich Mansfeld, wyrażali wątpliwości co do prawdziwości opisanych przez Trevora-Ropera wydarzeń. Tak naprawdę jedynymi, którzy nie negowali opisu z jego książki, byli przywódca Hitlerjugend Artur Axmann oraz szofer Führera Erich Kempke. Już w czasie pobytu w amerykańskiej niewoli twierdzili oni, że widzieli wynoszone przez Günschego i Bormanna zwłoki Adolfa i Ewy Hitlerów.

W maju 1945 r. na osobiste polecenie Józefa Stalina do Berlina przybył specjalny oddział śledczych kontrwywiadu NKWD, który drobiazgowo badał pomieszczenia berlińskiego bunkra Hitlera. Czego tam szukali? W przesłanym prawdopodobnie samemu Stalinowi raporcie znajdował się następujący opis: „Na podstawie dużej liczby rozbryzgów i strużek krwi na sofie należy wnioskować, że zranieniu towarzyszyło wydatne wynaczynienie, wobec czego należy je określić jako zagrażające życiu. W momencie zranienia dana osoba musiała siedzieć w prawym rogu sofy przy poręczy (...). Uszkodzenie głowy było następstwem strzału w głowę, a nie uderzenia ciężkim przedmiotem". Wydawałoby się, że ten raport zamykał sprawę. Jest jednak problem z jego wiarygodnością. Zdjęcia wykonane przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zajęli bunkier przed przybyciem śledczych z NKWD, nie pokazują opisanego rozbryzgu krwi na ścianie. Pokój jest czysty jak na wystawie. Ciekawe jest też, że nigdy nie znaleziono nadpalonych czy niedopalonych ciał, tak jak w wypadku rodziny Goebbelsów.

Czaszka – fałszywy trop

9 czerwca 1945 r. marszałek Gieorgij Żukow oświadczył publicznie: „Nie odkryliśmy żadnych zwłok, które mogłyby być zidentyfikowane jako zwłoki Hitlera. Wszystko jest w najwyższym stopniu tajemnicze". Na jeszcze bardziej śmiałą uwagę pozwolił sobie niejaki pułkownik Bazarin, który stwierdził bez ogródek: „Moim zdaniem Hitler znalazł jakąś kryjówkę i żyje sobie gdzieś w Europie, prawdopodobnie u generała Franco".

W 1947 r. na półkach nowojorskich księgarń pojawiła się książka „Speaking Frankly" autorstwa amerykańskiego sekretarza stanu Jamesa E. Byrnesa. Na stronie 68 pierwszego wydania znajduje się niezwykle ciekawa informacja. Według Byrnesa Stalin podczas konferencji poczdamskiej zadeklarował, że wierzy, iż Hitler żyje w Hiszpanii lub Argentynie. Z kolei 3 maja 1945 r. Agencja Reutera podała, że prezydent Harry Truman jest głęboko przekonany, że Hitler na pewno nie żyje. Skąd tak ogromna rozbieżność między przywódcami nowych światowych supermocarstw? Być może śmierć Hitlera była wstępem do wielkiej wojny propagandowej, jaką mocarstwa miały toczyć między sobą przez następne pół wieku.

Sam Stalin twierdził, że „bajka" o śmierci Hitlera w berlińskim bunkrze jest zwykłym „faszystowskim trikiem", który umożliwił mu ucieczkę przed sprawiedliwością. Ta wypowiedź jest sprzeczna z tym, co Stalin musiał już wtedy wiedzieć od swoich ludzi prowadzących śledztwo w Berlinie. W maju 1945 r. jednostka kontrwywiadu NKWD odnalazła bowiem dentystkę Hitlera Kathe Hausermann i technika dentystycznego Pritza Echtmanna, który przez lata wykonywał protezy dla Adolfa Hitlera. Obydwojgu przedstawiono odnalezione gdzieś w okolicach bunkra ludzkie kości, w tym fragment czaszki i żuchwę. Na podstawie zębów, koronek i uzupełnień dentystka i protetyk stwierdzili jednoznacznie, że była to żuchwa Adolfa Hitlera.

Dziwią dalsze losy tych szczątków. Część z nich umieszczono w magdeburskich koszarach, a do Moskwy wywieziono jedynie fragment czaszki, który był przebity na wylot pociskiem kal. 7,65 mm. Sowieckim śledczym wszystko wydawało się jasne, ponieważ według zeznań świadków Hitler posiadał dwa osobiste pistolety Walther: kaliber 7,65 i kaliber 6,35. Stalin, przekonany już o samobójczej śmierci Hitlera, zachował fragment czaszki jako swoisty fetysz po swoim największym wrogu.

W kwietniu 1970 r. szef KGB Jurij Andropow wydał polecenie zniszczenia przechowywanych w koszarach w Magdeburgu domniemanych doczesnych szczątków małżeństwa Hitlerów. Pozostawiono jedynie przechowywany na Kremlu fragment czaszki z dziurą po kuli. Miał on na zawsze stanowić dowód samobójczej śmierci Hitlera. Jednak badania DNA przeprowadzone na Uniwersytecie Connecticut przez amerykańskiego archeologa dr. Nicka Bellantoniego bezsprzecznie dowiodły, że znajdująca się w archiwach FSB „czaszka Hitlera" jest czaszką kobiety w wieku 20–40 lat. Adolf Hitler 20 kwietnia 1945 r. ukończył 56 lat. Mógł to więc być fragment czaszki Ewy Hitler, która w chwili domniemanej śmierci miała 33 lata. Problem jednak w tym, że wszyscy świadkowie twierdzili, że żona wodza umarła wyłącznie od zatrucia cyjankiem potasu.

Komunistyczne manipulacje?

Zdaniem niemieckiego historyka Wernera Masera Sowieci świadomie fałszowali historię śmierci Hitlera w celu wykorzystania jej w wojnie propagandowej z państwami zachodnimi. Negowanie samobójstwa Hitlera miało oczernić Amerykanów i Brytyjczyków jako tych, którzy chronią zbrodniarza w zamian za jego złoto, a jego samego przedstawić jako tchórza, który niczym szczur uciekł przed karzącą ręką sprawiedliwości. Dopiero w 1968 r., a więc aż 15 lat po śmierci Stalina, radziecki historyk Lew Bezymienski stwierdził, że nie ma żadnych podstaw, aby uważać, że Hitler uciekł z berlińskiego bunkra.

Kwestią dyskusyjną pozostawała jednak forma tego samobójstwa. Historycy państw bloku wschodniego przez długie lata uważali, że odebranie sobie życia strzałem w głowę było zbyt honorowe dla takiego zbrodniarza jak Hitler. Werner Maser podkreślał, że szczególnie historycy z NRD mieli obowiązek przedstawiania śmierci Hitlera jako haniebnej. Potwierdzają to ostre słowa Olafa Groehlera, który w pracy „Das Ende der Reichskanzlei", opublikowanej w 1976 r. na zlecenie Instytutu Historii Akademii Nauk NRD, pisał: „Koniec Adolfa Hitlera nie był ani chwalebny, ani tragiczny. Nie poległ, jak skłamał jego następca Dönitz, w walce, zabijając się z rewolweru, ale kazał, żeby adiutant odstrzelił go jak psa po zażyciu wraz z Ewą Braun cyjanku potasu".

Pozostaje pytanie: skoro przechowywany na Kremlu fragment czaszki nie należał do Adolfa Hitlera, to czy możemy uznać, że pozostałe kości zniszczone na rozkaz Jurija Andropowa mogły był szczątkami małżeństwa Hitlerów? W swoim testamencie z 29 kwietnia 1945 r. Hitler kazał napisać: „Ja sam i moja żona wybieramy, aby uniknąć hańby ucieczki i kapitulacji, śmierć. Jest naszą wolą, aby nas natychmiast spalono w tym miejscu, gdzie wykonywałem największą część swojej pracy w 12-letniej służbie mojemu narodowi".

Czy Adolf Hitler miał wówczas świadomość, że spalenie jego zwłok jest w zaistniałych okolicznościach rozkazem niewykonalnym? Nie wiadomo, skąd Otto Günsche, Johann Rattenhuber, Heinz Linge i Erich Kempke wzięli aż dwa 20-litrowe kanistry benzyny. Czyżby takie paliwo zostało zachowane na czarną godzinę, by umożliwić wodzowi ucieczkę z okrążonego miasta? Jest pewne, że zwłoki dwojga dorosłych osób nie mogły zostać skremowane przy użyciu zaledwie 40 litrów benzyny. Jaki był więc dalszy los truchła zbrodniarza? Żadna relacja nie wskazuje, aby ktokolwiek te zwłoki przenosił, zakopywał lub dalej próbował spalić.

Podobna próba spalenia ciał Josepha i Magdy Goebbelsów, którzy mieli przeżyć Hitlera zaledwie o kilka dni, spowodowała jedynie zwęglenie skóry i upiorną deformację zwłok byłego ministra propagandy. Jego ciało oraz zwłoki jego żony i dzieci nie zostały nawet zakopane w ogrodzie Kancelarii Rzeszy, lecz pozostawione niczym odpady na środku dziedzińca przed bunkrem. A przecież w chwili śmierci Joseph Goebbels był oficjalnie kanclerzem III Rzeszy.

Hitler na Antarktydzie?

W 1952 r. nowojorski miesięcznik „The National Police Gazette" opublikował wywiad z anonimowymi świadkami z otoczenia Hitlera – panem X i panem E.I.S. – którzy twierdzili, że 30 kwietnia 1945 r. esesmani z otoczenia Führera, z Günschem na czele, zainscenizowali samobójstwo małżeństwa Hitlerów oraz wyniesienie ich zwłok przed bunkier. Zdaniem tych świadków jeszcze tego samego dnia Adolf Hitler i jego żona zostali wywiezieni z Berlina niewielkim samolotem rozpoznawczym Fieseler Fi 156 Storch, a po przesiadce w północnych Niemczech lub Danii polecieli do Norwegii, skąd łódź podwodna zabrała ich w kierunku Antarktydy. Wywiad dla nowojorskiego pisma brzmiał wówczas jak piramidalna bzdura. Wywołał jednak dość duży niepokój wśród amerykańskiej opinii publicznej. Dzisiaj niepokoi zgodność niektórych szczegółów ze śledztwem przeprowadzonym przez Simona Dunstana i Gerrarda Williamsa.

Nie jest to zresztą pierwsza tego typu spekulacja o ucieczce Hitlera z Berlina drogą powietrzną. Równie intrygująca jest tajemnicza wizyta w berlińskim bunkrze 26 kwietnia 1945 r., a więc trzy dni przed domniemanym samobójstwem Hitlera, rannego generała pułkownika (generaloberst) Roberta Rittera von Greima i pilotki Hanny Reitsch. W rozmowach z ludźmi z otoczenia wodza nie ukrywali oni, że zamierzają go wywieźć pod osłoną nocy. Hanna Reitsch zeznała wiele lat później, że Hitler odmówił przyjęcia pomocy, ale w uznaniu odwagi mianował von Greima feldmarszałkiem i głównodowodzącym Luftwaffe. Z nielicznych zeznań świadków wynika, że oboje opuścili bunkier wodza 28 kwietnia. Wykorzystując niezniszczony jeszcze fragment Unter den Linden, Hanna Reitsch w popisowy sposób wystartowała spod Bramy Brandenburskiej samolotem szkoleniowym Arado 96 i przeleciawszy tuż nad głowami sowieckich żołnierzy 3. Armii Uderzeniowej, wyrwała się wraz z nowym dowódcą Luftwaffe z okrążonego Berlina. Nie ma żadnej pewności, że na pokładzie tego samolotu znajdował się ktoś oprócz nich. Zastanawiać może jedynie cel ich wizyty.

Fakty i mity

We wrześniu 2013 r. zmarł były oberscharführer SS Rochus Misch. Wraz z drugim esesmanem Johannesem Hentschlem służył jako ochroniarz, operator centrali telefonicznej i kurier wodza III Rzeszy. 2 maja 1945 r. Misch opuścił bunkier i usiłował uciec z Berlina, ale został aresztowany przez Armię Czerwoną. Po dziewięciu latach w sowieckiej niewoli wrócił do Niemiec. Przez lata twierdził, że widział zwłoki Adolfa Hitlera. Jego historii nikt jednak nie potwierdził. Wcześniejsze zeznania świadków wykluczały go z grona osób uczestniczących w „ostatniej drodze" Hitlera.

Misch starannie wykorzystywał swój status świadka i udzielał coraz liczniejszych wywiadów. We własnych opowiadaniach urósł ze zwykłego sierżanta obsługującego centralkę telefoniczną do osobistego ochroniarza czuwającego przy wodzu dzień i noc. W miarę upływu lat kreślił coraz cieplejszy obraz Hitlera jako wspaniałego szefa. Nic jednak nie wskazuje, że mógł rzeczywiście widzieć wynoszone zwłoki Hitlera. O wiele bliższa prawdy wydaje się scena pokazana w filmie Olivera Hirschbiegela „Upadek" z 2004 r.: Misch widzi jedynie, jak Otto Günsche wynosi z salonu jakieś ciało zawinięte w koc, a za nim pojawia się Martin Bormann trzymający na rękach owinięte kocem domniemane zwłoki Ewy Braun. Silnie podkolorowane „zeznania" Rochusa Mischa mogą wskazywać, że tak naprawdę należy bardzo ostrożnie podchodzić do relacji z ostatnich dni życia Hitlera.

Ujawnione w ostatnich latach dokumenty FBI też nie są żadnym dowodem wyjaśniającym sprawę, jedynie powodują jeszcze większy bałagan poznawczy. Wskazują one, że Adolf Hitler uciekł z Niemiec dziesięć dni po swoim sfabrykowanym samobójstwie i w otoczeniu 50 osób udał się przez Hiszpanię i Wyspy Kanaryjskie do Argentyny. Tam zgolił złowrogi wąsik, zapuścił brodę i wiódł spokojne życie ojca rodziny. Autorzy książki „Szary wilk. Ucieczka Adolfa Hitlera" twierdzą, że zmarł 13 lutego 1962 r. w wieku 73 lat. Na podstawie ich śledztwa powstał miniserial dokumentalny kanału History – „Polowanie na Hitlera". Historycy na całym świecie przyjęli jednak rewelacje głoszone przez Dunstana i Williamsa z olbrzymim dystansem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA