fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jak Wielkopolska broniła się przed Prusakami

Bastion polskości w Poznaniu, czyli „Bazar”, wybudowany w 1842 r. dzięki staraniom m.in. Karola Marcinkowskiego i Józefa Łubieńskiego. Swoje siedziby miały tu rodzime firmy i instytucje, np. sklep żelazny Hipolita Cegielskiego, Bank Włościański czy redakcja „Dziennika Poznańskiego”.
NAC
Zanim uczestnicy powstania wielkopolskiego wywalczyli niepodległość tej przynależnej nam historycznie dzielnicy, przez ponad 100 lat Wielkopolanie musieli zmagać się z zaborem pruskim i „najdłuższą wojną nowoczesnej Europy". Ale działali inaczej niż Polacy zniewoleni przez Rosję i Austrię.
Wystarczy przytoczyć słowa Jerzego Kozłowskiego, które znajdziemy w jego książce „Wielkopolska pod zaborem pruskim w latach 1815–1918", by dostrzec wyjątkowość sytuacji społeczno-gospodarczej Wielkopolan: „Dziewiętnastowieczna Wielkopolska jako prowincja pruska należała gospodarczo do najsłabiej rozwiniętych części Niemiec, lecz będąc najdalej na zachód wysuniętym bastionem ziem polskich cywilizacyjnie wyróżniała się jednak korzystnie od pozostałych dwóch rozbiorów, rosyjskiego i austriackiego. Jej mieszkańcy potrafili wykorzystać reformy przeprowadzone przez obce im władze, a zmuszeni do rywalizacji i naturalnej w tym przypadku współpracy ze społecznością niemiecką, z uporem osiągali zachodnioeuropejski poziom cywilizacyjny. Wbrew dość powszechnemu przekonaniu o słabości kultury polskiej w rządzonej przez Prusy Wielkopolsce trzeba stwierdzić, iż właśnie stąd wywodzą się wzory naszej pracy organicznej. Ich trwałymi, a zarazem wielkimi symbolami pozostały takie instytucje, jak pierwsza na polskich ziemiach dostępna szerokiemu ogółowi mieszkańców publiczna Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu, znakomite w skali europejskiej zbiory Kórnickie Działyńskich, zamek w Gołuchowie i wiele innych (...) Założone w 1857 r. Towarzystwo Przyjaciół Nauk chlubnie zapisało się na polu wydawnictw naukowych i prowadziło różnorodne badania. Wspomnijmy również o pierwszych wzniesionych na ziemiach polskich pomnikach naszych wieszczów, Mickiewicza w Poznaniu i Słowackiego w Miłosławiu, przypomnijmy o niesłusznie zapomnianym złotym okresie kultury w końcu lat 30. XIX w., gdy z wielkopolskich wydawnictw trafiały pod strzechy dzieła naszych romantyków przebywających na emigracji, zaś prasa – z »Tygodnikiem Literackim« na czele – stała na znakomitym poziomie". Ale zanim Wielkopolanie skupili się na pracy organicznej, ich ziemie przeszły we władanie Prus.

Zmienne koleje losu

Wszystko zaczęło się wraz z II rozbiorem Polski w 1793 r., który swym zasięgiem objął ziemie Wielkopolski, zachodnie Mazowsze z Płockiem, ziemię sieradzką i okolice Częstochowy oraz Gdańsk i Toruń (w sumie ok. 57 tys. km² i ponad milion mieszkańców). Już rok później Wielkopolska włączyła się do insurekcji kościuszkowskiej. Dowództwo nad powstańcami objął gen. Józef Niemojewski, a wspierały go wojska gen. Henryka Dąbrowskiego – kilkutysięczny korpus w walce z Prusakami zdobył Gniezno i Bydgoszcz. Niestety, wraz z klęską kościuszkowców, Wielkopolanie utracili władzę w tych miastach.
Po roku 1795 Prusy miały w posiadaniu większość etnicznych ziem polskich. Aż do roku 1806, do wkroczenia wojsk Napoleona, Warszawa pozostawała pod zaborem pruskim jako główne miasto Prus Południowych. Polska szlachta w zaborze pruskim, nieposiadająca m.in. umiejętności wykorzystywania kredytów na unowocześnienie produkcji rolnej, zaczęła popadać w zadłużenie i tracić ekonomiczną pozycję, przegrywając z szybko modernizującymi się majątkami Prusaków. Dotyczyło to także Wielkopolski, bardziej zaawansowanej w rozwoju rolnictwa niż zacofane Mazowsze, które w większości przypadło Prusom.
W roku 1796 król Prus Fryderyk Wilhelm II wydał patent, w którym pisał o swej życzliwości i przychylności wobec poddanych polskich. Zapowiadał ponadto „cywilizowanie" nowych prowincji państwa, zgodnie z tradycyjnym pruskim podejściem do spraw polskich. Taką misję „cywilizacyjną" wobec zapóźnionych w rozwoju Polaków, jak się wyraził – „biednych Irokezów", zapowiadał już Fryderyk II, nazwany przez Prusaków Wielkim. W dniu 16 listopada 1797 r. nowym królem Prus został Fryderyk Wilhelm III z dynastii Hohenzollernów, a wraz z tym nastąpiły daleko idące reformy w zaborze pruskim. Wprowadzono kodeks prawny Allgemeines Landrecht, a szlachta i mieszczanie z dawnych miast królewskich utracili samorząd. Od roku 1806 (aż do 1823) arcybiskupem gnieźnieńskim i równocześnie prymasem Polski był Ignacy Raczyński, przedstawiciel jednego z czołowych wielkopolskich rodów magnackich. Najpierw samodzielnie, a od 1815 r. wraz z namiestnikiem Wielkiego Księstwa Poznańskiego, księciem Antonim Henrykiem Radziwiłłem, odegrał dużą rolę w podtrzymywaniu polskości kluczowej części składowej zaboru pruskiego – Wielkopolski.
14 października 1806 r. Prusacy ponieśli klęskę w bitwie z wojskami Napoleona pod Jeną i Auerstedt, gdzie rozgromił ich marszałek Bonapartego Louis Nicholas Davout. Na polecenie Napoleona 20 września 1806 r. zaczęto tworzyć dwie tzw. Legie Północne, polskie formacje złożone z żołnierzy pobitej armii pruskiej. W dniu 27 października cesarz Francuzów zajął Berlin i zapowiedział prowadzenie „polskiej wojny". Gen. Jan Henryk Dąbrowski i Józef Wybicki, autor słów „Mazurka Dąbrowskiego", wydali 3 listopada 1806 r. odezwę do Polaków wzywającą ich do walki ze wszystkimi zaborcami – głównie jednak chodziło o Prusaków. Dzień później armia francuska wkroczyła do Poznania, witana radośnie i z wielkimi nadziejami. W Wielkopolsce wybuchło antypruskie powstanie, a wkrótce powstańcy oswobodzili także Kalisz.
Osiągnięciem Polaków było utworzenie z części ziem zaboru pruskiego Księstwa Warszawskiego. Po kilku latach upadek Napoleona, a następnie decyzje kongresu wiedeńskiego, przywracające w Europie porządek sprzed czasów napoleońskich, doprowadziły w roku 1815 do powstania Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Jego powierzchnia liczyła ok. 29 tys. km², a obszar ten zamieszkiwało ok. 776 tys. mieszkańców. Wielki książę poznański, Fryderyk Wilhelm III, wydał dekret mówiący o równouprawnieniu ludności polskiej i niemieckiej w dostępie do urzędów i używaniu języka polskiego w szkołach, sądach i administracji.
„W roku 1816, czyli na początku omawianego okresu, Prusy liczyły ogółem 10 349 031 mieszkańców, 10 lat później liczba mieszkańców wzrosła do 12 427 216. (...) w roku 1856 liczba poddanych Hohenzollernów liczyła ponad 17 mln, a w przededniu wybuchu wojny ze Związkiem Niemieckim, w roku 1866, przekraczała już 19 mln mieszkańców. (...) Wyraźnie charakterystyczne, jeśli chodzi o proporcje narodowościowe w Prusach po roku 1815, było Wielkie Księstwo Poznańskie, czyli prowincja Poznań. Była to jedyna z prowincji pruskich, która posiadała pewne odrębne rozwiązania administracyjno-językowe, niewystępujące na innych obszarach Prus. Ich najbardziej wyraźnym symptomem było działanie w latach 1815–1830 odrębnej instytucji namiestnika Księstwa obok naczelnego prezesa prowincji. Najważniejsza jednak była ludność narodowości polskiej, i to nawet wtedy, gdy jakaś jej część nie miała jeszcze jasno wykształconej świadomości narodowej. Dla ponad 60 proc. ogółu mieszkańców prowincji język polski był językiem ojczystym. Przejawem odrębności Wielkiego Księstwa była także oficjalnie dopuszczona zasada dwujęzyczności administracyjnej Poznańskiego, niewystępująca w innych prowincjach pruskich o mieszanym charakterze językowym".

Ludność, język, terytorium

Sytuacja zaczęła wyglądać zgoła inaczej po klęsce powstania listopadowego. „Idee polityczne [nadprezydenta Theodora von] Schona były podstawą zmiany kursu politycznego w Poznańskiem, zastosowanego przez jego współpracownika Eduarda Flottwella po roku 1830, i wpłynęły na koncepcje polityki w sprawie Polaków w Prusach, których późniejszym zwolennikiem był Otto von Bismarck. Bardzo ważne było przekonanie, że ostrze polityki pruskiej należy skierować zwłaszcza wobec wrogiej państwu pruskiemu szlachty polskiej i duchowieństwu. Podważając pozycję polityczną i ekonomiczną szlachty oraz ograniczając zasięg oddziaływania polskiego kleru, propagowano jednocześnie nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z niższymi warstwami polskiego społeczeństwa, zwłaszcza z chłopstwem. Ukierunkowany na wdrożenie praktycznej i teoretycznej znajomości języka niemieckiego i urządzeń administracyjnych i cywilizacyjnych Prus system edukacji i administracji miał doprowadzić do wykształcenia wśród szerokich mas ludności polskiej przywiązania do pruskiego państwa i władzy, a tym samym umożliwić pełną integrację państwową terenów i ludności polskiej. (...) W pierwszym okresie szczególny nacisk położono na zaprowadzenie w Wielkim Księstwie Poznańskim reform wcielanych w życie w Prusach. Pod względem społecznym w Poznańskiem zniesiono poddaństwo osobiste chłopów, w przeciwieństwie jednak do Prus nie wprowadzono żadnych reform uwłaszczeniowych. (...) Edykt uwłaszczeniowy wprowadzono na terenie Księstwa dopiero 8 kwietnia 1823 r. i był on znacznie korzystniejszy dla szlachty niż w innych prowincjach pruskich. Do uwłaszczenia zakwalifikowano tylko gospodarstwa sprzężajne [z inwentarzem] i to istniejące od 1772 r. Ponadto w ramach akcji odszkodowawczej z rąk chłopskich do majątków ziemskich miano przekazać tylko 1/6 ziemi użytkowanej dotąd przez chłopów. (...) By przełamać opory szlachty, władze zgodziły się także na utworzenie w 1821 r. Towarzystwa Ziemskiego w Poznaniu, któremu udzieliły bezprocentowej pożyczki 200 tys. talarów dla wspomagania zadłużonych majątków. (...) Jeżeli więc w późniejszym okresie, po zmianie polityki pruskiej wobec polskiej szlachty, doszło do przejęcia większości majątków ziemskich przez właścicieli narodowości niemieckiej, to był to wynik tyleż polityki władz, co nieumiejętności wykorzystania modernizacji gospodarki rolnej przez polską szlachtę. (...) W pierwszych latach panowania pruskiego w Poznańskiem nie dochodziło do prób wprowadzenia jakiejś nasilonej polityki germanizacyjnej w szkolnictwie czy administracji. Wręcz odwrotnie, kiedy z inicjatywy niemieckich kierowników placówek pojawił się problem germanizacji w gimnazjach, minister oświaty Altenstein wydał w 1822 r. instrukcję przypominającą, że pobieranie nauki w rodzimym języku na wszystkich szczeblach jest niezbywalnym prawem wszystkich pruskich poddanych. Warto przy tym odnotować, że w latach 1815–1830 kwestia szkolnictwa w Poznańskiem ograniczała się właściwie do organizacji kilku szkół średnich, czyli gimnazjów, którym zarówno władze, jak i społeczność prowincji poświęcały najwięcej uwagi. Szkoły ludowe, finansowane ze środków lokalnych, rozwijały się bardzo słabo, zwłaszcza na obszarach wiejskich.
Pewne zaostrzenie kursu germanizacyjnego w Poznańskiem było widoczne dopiero od lat 20. XIX w. Mianowicie od 1817 r. obowiązywała zasada prowadzenia rozpraw sądowych w języku niemieckim, ale dotyczyła tylko osób znających ten język. Klauzula ta obowiązywała formalnie także do wprowadzenia w roku 1825 języka niemieckiego do innych działów administracji. Po roku 1825 nastąpiło zaostrzenie działań administracyjnych mających na celu szybsze wdrażanie działań unifikacyjnych. Znalazło to odbicie w nasileniu się germanizacji w sferze szkolnej, połączonej zresztą z rozbudową sieci szkolnictwa podstawowego. Zwiększyła się ponadto praktyka nominowania na stanowiska administracyjne Niemców znających język polski, a pomijania Polaków".
Walka z zaborcą przebiegała na wielu płaszczyznach i przybierała rozmaite formy – od kultywowania narodowych zwyczajów i pieczołowitej ochrony dóbr kultury poprzez organizowanie tajnego nauczania w języku polskim aż po starcia zbrojne. Z powodu klęski powstania listopadowego bogate warstwy społeczeństwa chwilowo porzuciły myśl o walce powstańczej. Przedstawiciele inteligencji i ziemiaństwa szczególny nacisk położyli na podniesienie poziomu gospodarczego i kulturalnego kraju. W II połowie XIX w. działalność tę zaczęto określać mianem pracy organicznej. Rozwijała się ona zwłaszcza w Poznańskiem. Karol Marcinkowski założył Towarzystwo Naukowej Pomocy (1841 r.) zajmujące się zbieraniem pieniędzy, z których fundowano stypendia dla kształcącej się polskiej młodzieży. Rok później ukończono w Poznaniu budowę „Bazaru", gdzie mieściły się: hotel, kasyno, sklepy i warsztaty rzemieślnicze. Pracy organicznej patronował również Hipolit Cegielski – polonista, nauczyciel gimnazjalny, a następnie twórca fabryki narzędzi i maszyn rolniczych (w 1846 r.).

Praca organiczna kontra germanizacja

Sytuacja Prowincji Poznańskiej w II połowie XIX w. stała się bardzo trudna. W 1867 r. została ona włączona do Związku Północnoniemieckiego. Objęcie stanowiska kanclerza Rzeszy przez Ottona von Bismarcka spowodowało kolejne zaostrzenie polityki germanizacyjnej na polskich ziemiach. Skierowana ona była przeciw polskiemu szkolnictwu i Kościołowi (tzw. Kulturkampf, czyli walka o czystość kultury niemieckiej rozpoczęta w 1871 r.). W latach 1872–1874 prawie całkowicie wyrugowano język polski ze szkół. W 1876 r. wycofano ostatecznie język polski z sądownictwa i urzędów na całym obszarze ziem zaboru pruskiego. Walka przeciw Kościołowi miała za zadanie osłabienie jego wpływu na społeczeństwo. Arcybiskup Mieczysław Ledóchowski starał się nie dopuścić do pogorszenia stosunków z władzami niemieckimi. Na skutek prześladowań duchowieństwa doszło jednak do konfliktu (Ledóchowskiego uwięziono w 1874 r., ponieważ sprzeciwił się ustawie z 1873 r. uzależniającej Kościół od państwa). W 1885 r. rozpoczęto tzw. rugi pruskie, zarządzenia polecające opuszczenie wschodnich prowincji państwa wszystkim Polakom nieposiadającym obywatelstwa niemieckiego. Dotknęły one ok. 26 tys. osób, przede wszystkim robotników i rzemieślników. W 1886 r. rząd pruski utworzył Komisję Kolonizacyjną, która zajęła się wykupywaniem ziemi z rąk polskich i osiedlaniem na niej Niemców. Proces germanizacji jeszcze się nasilił. Powołano do życia Towarzystwo dla Popierania Niemczyzny na Kresach Wschodnich (1894 r.) – pod koniec XIX w. zmieniło ono nazwę na Niemiecki Związek Kresów Wschodnich, który popularnie określany był Hakatą – od pierwszych liter nazwisk jego założycieli: Hansemanna, Kennemanna i Tidemanna. Zadaniem związku było ograniczanie polskości na terenach zaboru pruskiego. Działalność Hakaty cieszyła się poparciem nowego kanclerza Rzeszy – Bernharda von Bülowa. W skład tej organizacji wchodzili głównie urzędnicy pruscy.
Warto przy tym zaznaczyć, że w tym samym czasie w Prusach następował wzmożony rozkwit przemysłu, kolejnictwa, a co za tym idzie – rozwój miast: „Trudno przecenić znaczenie zmian w organizacji górnictwa i spółek akcyjnych dla rozwoju przemysłowego Prus w latach 1850–1870. Górnictwo, obok przemysłu stalowego i maszynowego, było kluczowym sektorem w nabierającej rozmachu industrializacji w państwie Hohenzollernów. Z kolei spółki akcyjne stały się wówczas jednym z głównych źródeł dopływu kapitału do pruskiego przemysłu, w tym także do górnictwa".
W tym samym czasie Wielkopolanie musieli zmagać się z nasilającą się germanizacją: „W latach 1850–1871 obecne już wcześniej zjawisko likwidacji języka polskiego w szkołach średnich jeszcze się pogłębiło. W szkołach elementarnych utrzymano w mocy obowiązujące w prowincji Prusy od roku 1843 zarządzenie, które pozwalało na używanie języka polskiego tylko w nauczaniu religii w najniższych klasach. (...) Inne aspekty polityki germanizacyjnej w Poznańskiem wyrażały się przede wszystkim w polityce zwiększonego nadzoru policyjnego nad polskimi organizacjami społecznymi i gospodarczymi". A w tym właśnie czasie powstało ich najwięcej, oto bowiem „do najważniejszych polskich organizacji społeczno-gospodarczych, jakie ułatwiły w następnych latach walkę z zaostrzoną polityką germanizacyjną, zaliczyć trzeba powstałe jeszcze w roku 1841 Towarzystwo Pomocy Naukowej (TPN), następnie założone w roku 1850 Towarzystwo Przemysłowe i Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk (PTPN), które rozpoczęło swoją działalność w roku 1857.
Kolejną nie mniej ważną organizacją było powstałe w roku 1861 Centralne Towarzystwo Gospodarcze (CTG) skupiające różne polskie organizacje gospodarcze. Do najważniejszych z nich należały rozwijające się od lat 50. XIX w. kółka rolnicze mające służyć rozwojowi polskiej własności rolnej. Początkowo należeli do nich tylko właściciele ziemscy, stopniowo jednak wciągały w swe szeregi także chłopów. (...) Istotne znaczenie dla działalności polskiego ruchu narodowego w zaborze pruskim miała wolność prasy. Pomimo dość surowego pruskiego prawa prasowego, zwłaszcza w latach 50. XIX w., zyskano możliwość wydawania polskich czasopism. (...) Między innymi w roku 1859 zaczął w Poznaniu wychodzić »Dziennik Poznański«, organ środowisk konserwatywno-liberalnych (ukazujący się do roku 1939). W tym czasie powstało też czasopismo »Ziemianin«, organ Centralnego Towarzystwa Gospodarczego wydawany do końca istnienia zaboru pruskiego. (...) Skrajnie prawicowy i elitarny był »Przegląd Poznański«, miesięcznik wychodzący od 1845 r., Józefa Szafarkiewicza i Jana Koźmiana. »Gazeta Polska« (1848) była inteligenckim pismem politycznym, a w 1850 r. wydawać zaczęto w środowisku Hipolita Cegielskiego »Gońca Polskiego«. Ligę Polską wspierał »Wielkopolanin«, oddziałujący także na chłopów, a ksiądz Prusinowski w 1850 r. zaczął publikować »Wiarusa – Pisemko Ludowo-Katolickie«".
Niestety, szczególnie niechętny Polakom okazał się Otto von Bismarck, który – jeszcze zanim objął stanowisko kanclerza Rzeszy – w liście opublikowanym w 1848 r. „Magdeburgische Zeitung" napisał: „Rozwój narodowy polskiego żywiołu w Poznańskiem nie może mieć innego rozsądnego celu, jakim jest przygotowanie odbudowy niepodległego państwa polskiego. Można pragnąć wskrzeszenia Polski w jej granicach z 1772 r. (jak Polacy mają nadzieję, aczkolwiek jeszcze milczą na ten temat), można zwrócić jej całe Poznańskie, Prusy Zachodnie i Warmię. Najlepsze ścięgna Prus zostaną wówczas przecięte, miliony Niemców wydane zostaną na łup polskiej samowoli. W ten sposób zyska się niewiernego sprzymierzeńca, który wyczekiwać będzie pożądliwie każdej trudności Niemiec, by im wydrzeć Prusy Wschodnie, polską część Śląska, polskie okręgi Pomorza".
Kilkanaście lat później podtrzymał swoje stanowisko: „Każdy sukces polskiego ruchu narodowego jest klęską dla Prus; wojnę przeciw temu żywiołowi prowadzić możemy nie podług zasad obywatelskiej sprawiedliwości, lecz podług prawideł wojny. Polskość z wszystkimi swoimi właściwościami winna być przez nas osądzana nie z perspektywy bezstronnego humanizmu, ale jako wróg [...]. Nie ma możliwości pokoju między nami a jakąkolwiek próbą wskrzeszenia Polski".

Pracowity jak Wielkopolanin

Ludność Wielkopolski przez ponad stulecie pruskiego zaboru wykształciła w sobie najlepsze cechy, dzięki którym nie tylko zdołała wytrwać w polskości przez lata germanizacji, ale przede wszystkim swą pracą pomnożyć dobra własne i społeczne będące już wkrótce znaczącym wkładem do ogólnonarodowego majątku odrodzonego państwa polskiego. A stało się tak, ponieważ „przez XIX stulecie pod zaborem pruskim ukształtował się zupełnie inny typ Polaka, który w walce z pruską germanizacją przejął w procesie akulturacji niemiecką mentalność mieszczańską i mentalność kapitalistyczną. Roman Dmowski w 1903 r. widział już produkt finalny tego rozwoju, o którym pisał: »Polacy z innych dzielnic, spotykając się z Poznańczykami, przykro bywają nieraz dotknięci ich poglądami na życie, ich odmiennymi wprost zasadami etycznymi, razi ich suchy realizm, twardość i nawet w pewnej mierze nielitościwość w pojmowaniu spraw życia«. (...) Dmowski pisał o żelaznej konsekwencji Wielkopolan w dążności do nakreślonych celów, ich nadzwyczajnej energii pozwalającej na skuteczną walkę z zaborcą. (...) W sumie więc na mentalność Polaków zaboru pruskiego złożyły się pracowitość, solidność, oszczędność, rzutkość, zdyscyplinowanie, pragmatyzm. Są to klasyczne cechy społeczeństwa kapitalistycznego. (...) Wielkopolanin, jakże postępowy w stosowaniu najnowszych rozwiązań ekonomicznych, w swoich poglądach społecznych i politycznych był w większości, w najlepszym wypadku, umiarkowanym liberałem. Cechowało go mocne przywiązanie do narodowości polskiej – konstatuje Lech Trzeciakowski. Poznański znakomity znawca obyczajów z okresu międzywojennego – uczeń Adama Skałkowskiego – Stanisław Wasylewski twierdził brutalnie: »Człowiek XIX w. musiał zakasać rękawy do ogromu pracy, jaka go czekała. Zrozumiał, że nie może nadal istnieć jako pasożyt, jako truteń i wieszak bezużyteczny na kolorowe fatałachy«. Cechy Wielkopolan to karność, rządność, punktualność, umiejętność pracy zespołowej, w porównaniu z tym Galicja to nędza, a Kongresówka bałagan". Warto, byśmy dziś o tym pamiętali. To wiele tłumaczy.
Wszystkie cytaty, o ile nie zostały oznaczone w tekście inaczej, pochodzą z książki „Prusy w dobie kształtowania się kapitalizmu (1806–1871)" pod red. Grzegorza Kucharczyka, Wydawnictwo Poznańskie 2014
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA