fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Kardynał Richelieu. Człowiek krawędzi

Kardynał Richelieu (1585–1642)
wikipedia
Gdy pewnego wieczoru rozdrażniony Ludwik XIII z przekąsem rzucił do ministra Richelieu: „Idź pan pierwszy, kardynale, bo i tak wszyscy mówią, że to pan jesteś prawdziwym królem”, ów bez namysłu chwycił pochodnię i zareagował błyskotliwą ripostą: „Tak, sir, idę pierwszy, żeby Waszej Miłości oświetlać drogę”.

Zręczny polityk o makiawelicznych umiejętnościach – tak najczęściej przedstawiany jest słynny kardynał Richelieu, który jako szara eminencja przez wiele lat współrządził Francją. Wiktor Hugo pisał o nim: „wielki kardynał o zakrwawionych dłoniach i szkarłatnej sukni”. Prowadząc życie pełne intryg, niebezpiecznych związków i niejasnych transakcji, był Richelieu nieodrodnym synem swojej epoki. Prof. Andrzej Zajączkowski nazwał go „człowiekiem krawędzi”, ponieważ kardynał od chwili narodzin przekraczał wszelkie granice.

Pierwszą była ta związana ze statusem społecznym. Późniejszy kardynał Armand Jean Richelieu przyszedł bowiem na świat (1585 r.) w rodzinie zubożałego szlachcica, który oprócz Armanda miał na utrzymaniu jeszcze czworo dzieci. Mimo przeszkód dość szybko piął się w górę dzięki niebywałej inteligencji, ambicji i sile charakteru. W wieku dwudziestu kilku lat został biskupem, a 15 lat później – dzięki poparciu Marii Medycejskiej – kardynałem. Mając niespełna 40 lat, sprawował już funkcję pierwszego królewskiego ministra.

Swój sukces zawdzięczał błyskotliwym umiejętnościom mediacji, które okazał podczas ostrego konfliktu Ludwika XIII z królową matką. Spór obojga miał podłoże ambicjonalne. Król, do czasu uzyskania pełnoletności będący przez wiele lat pod władzą Marii Medycejskiej, postanowił wreszcie zyskać samodzielność w rządzeniu. Królowa regentka nie wyobrażała sobie jednak utraty wpływów na rzecz syna, co doprowadziło niemalże do wojny domowej. Warto pamiętać, że w Europie toczyła się już wojna trzydziestoletnia, co tym bardziej pogarszało sytuację wewnętrzną Francji. Dwór Medyceuszki pogrążony był w intrygach i walce wszystkich ze wszystkimi, sam zaś kraj pochłonięty był krwawymi sporami między hugenotami i katolikami.

Ludwik XIII postanowił jednym ruchem zakończyć rządy matki, nakazując jej wyjazd do dalekich posiadłości. Na wygnaniu królowej towarzyszył jej ulubieniec – biskup Richelieu, któremu jednak ta sytuacja absolutnie nie była w smak. Przez dwa lata zastanawiał się i ciężko pracował nad tym, by doprowadzić do zgody między obojgiem, a w konsekwencji wrócić do Luwru. W końcu się udało i dwie zwaśnione strony podały sobie ręce. Na pewien czas Richelieu zdołał odsunąć od siebie przerażające widmo pójścia w odstawkę. Jednak kilka lat później problem wrócił ze zdwojoną siłą i o mały włos nie zepchnął biskupa na samo dno.

Polityczne zwierzę

Od tamtej chwili minęło kilka lat, w ciągu których Richelieu systematycznie umacniał swoją pozycję jako dyplomata, doradca i pierwszy minister. Król ufał mu niemal bezgranicznie, choć nie zawsze ich wzajemne relacje były łatwe. Niewątpliwie Ludwik XIII musiał doceniać bystrość i zręczność kardynała, bo ów bardzo szybko poradził sobie z hugenotami, umocnił władzę królewską (jest uważany za twórcę absolutyzmu francuskiego), powołał do życia Akademię Francuską, a nawet zaczął wydawać propagandową gazetę rządową. Richelieu ukierunkował politykę kolonialną Francji, wcześniej jednak rozbudował flotę i armię. Nie da się ukryć – Ludwik XIII potrzebował kardynała. Jego siła i zdecydowanie wręcz umożliwiały królowi prowadzenie beztroskiego dworskiego życia. To kardynał zajmował się eliminowaniem intryg, spisków i buntów. Nie ustawał w analizowaniu faktów, donosów, a nawet plotek. Z dnia na dzień stawał się królowi niezbędny. Bez niego potęga Francji, a i samego Ludwika XIII, szybko ległaby w gruzach. Na szczęście dla króla Richelieu był przede wszystkim żarliwym patriotą – jego absolutne oddanie władcy brało się nie ze służalczości, ale z autentycznej wiary w Ludwika jako symbolu Francji. Richelieu głęboko wierzył w państwo, nie w króla, i dzięki temu był tak bezgranicznie lojalny wobec władcy.

Znaczenie i wpływy kardynała rosły, co bardzo niepokoiło wrogą mu frakcję dworską. Przewodziła jej sama Maria Medycejska, której stosunek do Richelieu od czasu powrotu z wygnania zmienił się o 180 stopni. Kardynał był jednak na to przygotowany. Miał władzę i pieniądze, a do tego ponadprzeciętny instynkt polityczny. Jak mało kto potrafił wykorzystać te przymioty do budowania własnego zaplecza. Przede wszystkim jednak potrzebna mu była prywatna armia szpiegów i rozbudowany aparat agentury.

Do dziś struktura i wyszkolenie jego siatki wywiadowczej budzi podziw historyków i ekspertów od wojskowości. Na własnej skórze o skuteczności kardynała w tej dziedzinie przekonała się sama królowa. Gdy dotarły do niego sygnały, że koresponduje ona tajnie ze swoim bratem w Hiszpanii, natychmiast zarządził jej rewizję osobistą w poszukiwaniu ukrytych wiadomości. O niepożądanych kontaktach królowej doniosły kardynałowi agentki ulokowane w jej własnym fraucymerze. To właśnie w zespole kardynała robił zawrotną karierę najzdolniejszy z francuskich kryptologów Antoine Rossignol, autor „wielkiego szyfru”, który służył służbom francuskim aż po XIX wiek. Niezwykle złożony kod polegał na zastąpieniu liczbami całych sylab czy wyrazów, przedzielonych fałszywymi znakami. Szyfr był nie do złamania, jeśli nie dysponowało się kluczem do niego, a to z kolei, jeśli weszła w jego posiadanie osoba nieuprawniona, groziło śmiercią.

Spotkania kardynała z jego ludźmi odbywały się w zaciszu „czarnego gabinetu”, czyli sekretnego pomieszczenia, z którego Richelieu zarządzał swoją wywiadowczą siatką. Czytano tutaj przechwycone listy, łamano szyfry, snuto strategiczne rozwiązania. Była to swego rodzaju kwatera główna kardynała. Stopień ważności pozyskiwanych tutaj informacji był różny: od porażających dowodów zdrady stanu po niewiele znaczące salonowe plotki. Jednak dla kardynała każda, nawet najbłahsza, informacja była na wagę złota. Wyznawał on bowiem zasadę, że „wiedza to władza”. Zasada działania „czarnego gabinetu” przypomina wyraźnie rozsiane po całym kraju tajne komórki Służby Bezpieczeństwa z czasów PRL, które miały za zadanie przechwytywać listy obywateli i prowadzić ich inwigilację. Listy otwierano nad parą wodną, a po przeczytaniu i analizie treści – zaklejano. Korespondujące strony często trafiały za kraty, nawet nie znając przyczyny uwięzienia. Tak samo działał system szpiegowski kardynała Richelieu.

Dzień wystrychniętych na dudka

Oprócz doskonałej siatki wywiadowczej kardynał Richelieu stworzył też słynny oddział muszkieterów, których legendę utrwalił Aleksander Dumas w swojej powieści. W tej samej książce sportretował także samego kardynała, wprowadzając do opinii publicznej jego postać jako okrutnego i bezwzględnego intryganta. Jest to jednak obraz krzywdzący dla kardynała. Owszem, nie był on potulnym, dobrotliwym duchownym, ale jako wytwór swojej epoki nie zasługuje na niesprawiedliwy osąd.

Jak głoszą przekazy, kardynał na łożu śmierci, namawiany przez swojego spowiednika do przebaczenia wrogom, rzekł: „Ja nie mam wrogów. To Francja ma ich wielu”. Tak naprawdę jednak Richelieu budził w większości ludzi nienawiść i strach. De facto otaczali go niemal sami wrogowie, nawet królowa matka zmieniła do niego stosunek z pełnego zachwytu na otwarcie wrogi. Kardynał o mały włos nie zapłacił za to karierą, a być może i życiem. Los był jednak dla niego łaskawy i zafundował kardynałowi nieoczekiwany zwrot akcji.

Było to 11 listopada 1630 roku. Król miał już dość jawnego konfliktu z matką, więc kardynał postanowił doprowadzić do ich pogodzenia. Zaprosił oboje na rozmowy, ale Maria Medycejska, pragnąc pomówić z synem na osobności, kazała zamknąć wszystkie drzwi prowadzące do gabinetu Ludwika. Trudno dziś przesądzać czy specjalnie czy zupełnie przypadkiem, ktoś jednak jedno wejście pozostawił niezamknięte. Właśnie tymi drzwiami wszedł kardynał, zastając królową matkę wielce wzburzoną, wykrzykującą pod jego adresem niewybredne słowa. W końcu, doprowadzona do ostateczności, Medyceuszka postawiła synowi dramatyczne ultimatum: kardynał albo ona. Ludwik XIII powiedział tylko, że się zastanowi, i kazał zostawić go samego. Królowa odczytała to jako swój absolutny sukces. Przez kilka godzin triumfowała wraz ze swoimi zwolennikami. Jednak już wkrótce okazało się, że była to radość zdecydowanie przedwczesna. Król wybrał kardynała i to, co dzięki niemu osiągnął. Maria Medycejska, upokorzona, musiała ponownie opuścić dwór. Zrozumiała, że Richelieu, człowiek, który zawdzięczał jej karierę, okazał się jej największą porażką. Właśnie ze względu na ów fortel króla dzień ten zwany jest we Francji „dniem wystrychniętych na dudka” lub też „dniem zawiedzionych”.

Ludwik XIII nie był silnym i szczególnie mądrym królem. Jeśli jednak kierował się dobrem swego kraju, to z tej perspektywy dokonał właściwego wyboru. Kardynał Richelieu był politycznym geniuszem, który stworzył potęgę Francji. Kraj nad Sekwaną dziś nie byłby tym, jaki znamy. Richelieu to postać nietuzinkowa, wielowymiarowa i fascynująca. Dlatego tym bardziej warto dowiedzieć się o niej więcej, niż dał nam w swojej beletrystycznej wizji Aleksander Dumas.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA