fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Loda Halama: Demon tańca

Loda Halama zachwycała dynamiką tańca, akrobatyką i zmysłową energią
Narodowe Archiwum Cyfrowe
Była jedną z czterech sióstr Halama występujących na scenach przedwojennych rewii, ale tą najbardziej podziwianą. W latach 30. została primabaleriną Teatru Wielkiego w Warszawie, a jej żywiołowy taniec oklaskiwano m.in. we Francji, w Stanach i Japonii.

Informacji o Lodzie Halamie nie należy szukać w internecie, ponieważ w większości not biograficznych, a nawet w publikacjach jej poświęconych znajdziemy nieprawdziwe dane (zwłaszcza dotyczące czasu i miejsca urodzenia).

Skarbnicą wiedzy o gwieździe przedwojennej rewii jest książka Anny Lisieckiej „Loda Halama. Pierwsze nogi Drugiej Rzeczypospolitej" (Zona Zero, 2017), w której autorka nie tylko szczegółowo odtworzyła burzliwe życie „Halamki", ale też nakreśliła rewiowo-kabaretowy rys II RP, pokazała ducha epoki i przybliżyła sylwetki ludzi, którzy ją tworzyli, a dziś są niemal zapomniani. To właśnie w książce Lisieckiej przeczytamy, że Leokadia – bo tak oficjalnie nasza bohaterka miała na imię – „urodziła się w Rylsku w obwodzie kurskim. Dlaczego zatem w encyklopediach i innych źródłach jako miejsce urodzenia figuruje Czerwińsk nad Wisłą? Loda odpowiadała, że dla dokumentów, dzięki którym Halamowie mogli zacząć ubiegać się o powrót do Polski". Dodajmy, że sześcioosobowej rodzinie udało się dotrzeć do niepodległej ojczyzny dopiero w roku 1921. Skąd przybywali i kim byli rodzice przyszłej gwiazdy?

Powrót z Rosji do Polski

Stanisław Halama był polskim Ślązakiem urodzonym ok. 1882 r. Ukończył klasyczne gimnazjum, przede wszystkim jednak działał w śląskim oddziale Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, w którym rozwijał swoje akrobatyczne umiejętności.

Aby uniknąć werbunku do pruskiego wojska, gdy osiągnął pełnoletniość, zdecydował się na wyjazd do Rosji, która w owym czasie słynęła z najlepszych trup cyrkowych. Co prawda, był uzdolniony muzycznie i grał na wielu instrumentach, ale to popisy akrobatyczne stały się jego specjalnością.

W 1900 r. wiele miesięcy zajęło mu dotarcie najpierw do Tyflisu (dziś Tbilisi), gdzie dostał angaż w cyrku Nikitina, później zaś wraz z zespołem udał się do prężnie rozwijającego się Baku. Tam ok. roku 1903 po raz pierwszy zobaczył swą przyszłą żonę. Nazywała się Marta (właściwie Marcjanna) Cegielska... Tak, z tych Cegielskich.

Co dziewczyna z szacownej poznańskiej rodziny robiła w Baku? Przyjechała tu razem ze swą ciotką Ludwiką Cegielską, która – by kontynuować sceniczną karierę – musiała opuścić Poznań (rodzina, w tym Stefan Cegielski, syn Hipolita, nie akceptowała kuzynki tancerki).

Obie panie w Baku (gdzie dotarły przez Warszawę i Odessę) dawały recitale taneczne. Właśnie tam Marta i Stanisław się poznali. Po krótkim narzeczeństwie 6 stycznia 1904 r. wzięli ślub i wspólnie zaczęli występować w cyrku Nikitina. Rok później na świat przyszła pierwsza ich córka – Józefina, zwana przez wszystkich Zizi.

A kiedy urodziła się Leokadia, czyli Loda? W paszporcie miała wpisaną datę 20 lipca 1911 r. Dzień i miesiąc nie budzą wątpliwości, ale rok już tak. Według źródeł, do których dotarła Anna Lisiecka, był to rok 1909.

Warto tu podkreślić, że podobnie o dwa lata odmładzano czwartą z córek – Helenę, zwaną Eną, urodzoną de facto w 1919 r., co potwierdza choćby zachowana fotografia całej rodziny wykonana w 1921 r. Na zdjęciu jest także Alicja (ur. w 1913 r., nazywana Punią) – dziewczęta tańczyły i współtworzyły zespół Siostry Halama, choć warszawską karierę w 1926 r. zaczynały jako Koszutski-Girls.

Zanim jednak Halamom udało się powrócić do Polski, musieli się zmierzyć tragedią I wojny, rewolucją bolszewicką i wojną 1920 r. W tych trudnych latach rodzina wraz z trupą cyrkową przenosiła się z miejsca na miejsce. Halamówny nie chodziły do szkół, ale matka dbała o ich edukację: ich kapitałem będzie biegła znajomość kilku języków. Czas wolny spędzały na szyciu, gotowaniu i modlitwie (choć Loda w przyszłości będzie mieć w sumie aż pięciu mężów, to do końca pozostanie bardzo religijna).

Po podpisaniu traktatu ryskiego jednym z ostatnich repatrianckich transportów Halamowie uciekli z Rosji. Najpierw trafili do Bielska, gdzie zaczęli występować.

W 1984 r. Loda wydała wspomnienia zatytułowane „Moje nogi i ja", w których tak opisała rodzinny powrót do Polski: „Na początku nie było różowo. Byłyśmy wygłodzone i nieubrane. Występowałyśmy wszędzie, gdzie się dało: w music-hallach, kafe-szantanach, kinematografach, cyrkach takich, że pożal się Boże". Nie dziwi więc, że gdy tylko nadarzyła się sposobność, rodzina wyruszyła na podbój Warszawy.

„Pajac na sznurku"

Nie jest prawdą, jakoby Loda nie miała żadnego baletowego przygotowania. W wieku siedmiu lat wraz z Zizi trafiła pod skrzydła Bronisławy Niżyńskiej, siostry słynnego tancerza Wacława Niżyńskiego. Co prawda Niżyńska bardziej ceniła talent Zizi, a o Lodzie miała powiedzieć: „Nóg nie podnosi, jak przystało na tancerkę, tylko rzuca nimi nad głowę jak pajac na sznurku. Chce tańczyć jak chłopcy tańce charakterystyczne wcale nieodpowiednie dla dziewcząt. Powinna była urodzić się chłopakiem. Tancerką nie będzie".

W 1926 r. Loda, kiedy po raz pierwszy pokazała się na scenie warszawskiego Perskiego Oka (rok później zwanego Nowym Perskim Okiem, później zaś – do 1933 r. – Morskim Okiem), miała niespełna 17 lat. Nim nastało lato, razem z Zizi i Punią przeszły swoisty casting. Zostały zaangażowane, a największe wrażenie zrobił występ Lody. Tak zanotowała w swojej książce: „Pokazałam wszystko, co umiałam i to w takim tempie, że widzowie na sali oniemieli. Zakończyłam skokiem na bok kulisy, odbiłam się i akrobatycznym saltem do tyłu wylądowałam z powrotem na scenie. Zatrzymały mnie brawa tancerzy i dyrekcji". I te brawa nie milkły – zarówno po premierowym występie w Teatrze Niewiarowskiej (6 lipca 1926 r.), jak i po kolejnych. Nieustannie w prasie pojawiały się entuzjastyczne recenzje z występów „Halamek", choć zawsze autorzy podkreślali wyjątkowość Lody: jej piruety, skoki i salta robiły wrażenie. Miała wdzięk, wigor i dynamit w nogach; energią na scenie przyćmiewała inne tancerki. Wykonywała tańce ukraińskie, gruzińskie, polskie oberki i mazury.

Od września Siostry Halama dostały angaż w Perskim Oku (wówczas przy ul. Marszałkowskiej 125), a matka wywalczyła dla nich pokaźne gaże – zwłaszcza gdy już było jasne, że na „Halamki" przychodzi pół Warszawy. Zespół Perskiego Oka – później Morskiego Oka – współtworzyli znani i podziwiani artyści, m.in. Zula Pogorzelska, Eugeniusz Bodo, Tadeusz Olsza, Ludwik Lawiński, Konrad Tom (wcześniej związani z konkurencyjnym kabaretem Qui Pro Quo), a za wyraz artystyczny odpowiadali Andrzej Włast, Henryk Wars, Jan Brzechwa i Julian Tuwim.

Loda Halama szybko stała się jedną z największych gwiazd warszawskiej rewii. Do końca 1926 r. wystąpiła wraz z siostrami w kilku programach, m.in. „Dziejach śmiechu" czy „Na całego" i zdobyła uznanie publiczności, a także dziennikarzy i krytyków. W recenzji z rewii „Pije Kuba do Jakuba" z 30 grudnia, która ukazała się w „Epoce", Henryk Liński napisał: „Siostry Halama są arcywyśmienite!!!".

Skecz „Mary Lou” w Morskim Oku, scena tańca hawajskiego. Widoczni od lewej: Tadeusz Olsza, Loda Halama i Eugeniusz Bodo. Warszawa, 1928 r.
Narodowe Archiwum Cyfrowe/ Jan Malarski

Bajeczna kariera przyszłej hrabiny

Amerykanie mieli swoje Dolly Sisters, my mieliśmy równie doskonałe Siostry Halama, które już w 1927 r. zaproszono na występy do Paryża (dzięki rekomendacji Ignacego Jana Paderewskiego). W tym samym roku Loda w duecie z Zizi zadebiutowała w filmie „Uśmiech losu" Ryszarda Ordyńskiego; wcześniej wystąpiła w krótkim filmiku reklamującym warszawski dom mody. W książce Anny Lisieckiej znajdziemy taką recenzję: „Nad program wyświetla Kino Palace doprawdy zabawną i doskonale wyreżyserowaną przez pp. Krawicza i Szebekę jednoaktówkę, w której Loda Halama gra »manekina« z magazynu p. Myszkorowskiego. Bujny to i oryginalny talent, któremu niewątpliwie można wróżyć dużą przyszłość w naszej kinematografii". Na marginesie: Loda zagrała (głównie samą siebie, czyli tancerkę rewiową) zaledwie w kilku filmach – jej aktorską karierę przerwała wojna. Ale na razie rozkwitała. Jeszcze w 1927 r. wystąpiła w roli Czarnego Łabędzia w „Ziemi obiecanej" na podstawie powieści Reymonta, której akcję reżyser Aleksander Hertz przeniósł w lata 20. XX w. (i zmienił fabułę – miłość Anki Kurowskiej i Karola Borowieckiego kończy się happy endem).

Loda tańczyła więc i na wielkim ekranie, i na scenach rewii. Tak wspominała ten okres: „Przez pierwsze lata pracy w Perskim Oku, potem w Karuzeli, potem w Morskim Oku życia prywatnego prawie nie miałyśmy. Codziennie próby, dwa przedstawienia, o siódmej i o dziesiątej, a pomiędzy tym wszystkim – zdjęcia do filmów. Na życie prywatne nie było już miejsca". Cóż, a jednak Loda znalazła czas na miłość.

Choć w różnych publikacjach możemy znaleźć informację, że Loda w 1929 r. „jako 18-latka" zmieniła stan cywilny, to de facto mężatką została 2 lipca 1930 r., czyli mając prawie 21 lat. Jak czytamy u Lisieckiej, ślub odbył się „w kościele pod wezwaniem św. Aleksandra w Warszawie. [Loda] Chciała rozwijać się jako tancerka, a przyjęła oświadczyny i została żoną Andrzeja hrabiego Dembińskiego". Młody i przystojny hrabia stracił dla Lody głowę. Rodzina początkowo dość chłodno przyjęła jego żonę – tancerkę rewiową – potem jednak przekonali się do niej, ponieważ była kobietą bezpretensjonalną, serdeczną i pełną energii. Może właśnie ów nadmiar energii sprawił, że długo nie zabawiła jako hrabina na włościach. Mąż, rozumiejąc jej pasję, zapłacił za kurs w Akademii Tańca Mary Wigman w Dreźnie. W przyszłości Loda chciała otworzyć podobną szkołę w Polsce i zrezygnować z występów rewiowych. Jej życie jednak potoczyło się zupełnie inaczej. Już w styczniu 1932 r. pojawiła się we wspólnym programie z Hanką Ordonówną i Zulą Pogorzelską w teatrze Banda, z końcem roku zaś wyjechała na indywidualny recital do Paryża – towarzyszył jej mąż. Po powrocie do Warszawy drogi małżonków zaczęły się rozchodzić, zwłaszcza że Loda zakochała się w koledze z pracy. Jej wybrankiem był... żonaty Aleksander Żabczyński. Melodramat wisiał w powietrzu. A może wszystko to było tylko chwytem reklamowym?

Od 10 sierpnia 1933 r. Lody szukała policja w całym kraju, skorzystano nawet z „wizji" jasnowidza Ossowieckiego, o jej zaginięciu donosiły gazety na pierwszych stronach. Dzień wcześniej artystka w wielkim wzburzeniu opuściła teatr Rex jeszcze przed przedstawieniem. Okazało się, że chwilę wcześniej zakończyła (wbrew swej woli, ale zgodnie z sumieniem) romans z Żabczyńskim. I zniknęła bez śladu... Najprawdopodobniej kolejne dni spędziła na Jasnej Górze nieświadoma, że szuka ją mąż, policja i prasa. Trzy dni później potulnie wróciła do męża, ale wokół Lody zrobił się medialny szum, co na pewno zaowocowało przy okazji premiery kolejnego filmu, w którym zagrała. W „Prokurator Alicji Horn" w reżyserii Michała Waszyńskiego główne role przypadły Jadwidze Smosarskiej i Franciszkowi Brodniewiczowi, Loda wystąpiła w roli tancerki.

Główną rolę zagrała – całkiem udanie – w koprodukcji polsko-amerykańskiej „Kocha, lubi, szanuje", a partnerowali jej m.in. Eugeniusz Bodo i Zula Pogorzelska. Film miał premierę 28 marca 1934 r., ale Lody na niej nie było, ponieważ... 9 marca wyruszyła na tournée do Japonii.

Primabalerina prosto z Japonii

Jej występy w Kraju Kwitnącej Wiśni okazały się wielkim sukcesem, to właśnie tam nazwano ją „demonem ruchu". Tańczyła dla publiczności w Tokio, Kobe, Nagasaki, Osace i Kioto. Czas tournée wykorzystała także do nauki tradycyjnego tańca japońskiego. W jednym z wywiadów wspominała: „Brałam lekcje u słynnej tancerki i mistrzyni tańca odori pani Sumi Hanayagi w jej szkole Akebo Kai". Anna Lisiecka w swej książce dodaje, że „gdy tylko Loda wróci do Warszawy, Andrzej Włast wystawi na Karowej [w Wielkiej Rewii – przyp. AN] program, w którym Loda zaśpiewa piosenkę o podróży przez Sowiety i wykona taniec japoński". Gwiazda była gotowa na kolejne wyzwania.

Od września 1934 r. Operą Warszawską zarządzała Janina Korolewicz-Waydowa. I to ona zdecydowała o zatrudnieniu Lody Halamy, choć stanowisko „drugiej primabaleriny" wymyślił dla niej baletmistrz Jan Ciepliński. Występy Halamy miały wprowadzić do klasycznego baletu „taniec wyrazisty", odświeżyć go nieco zgodnie z duchem czasu i zapewnić operze publiczność – a ta tłumnie przychodziła, by zobaczyć, jak tancerka rewiowa radzi sobie w roli primabaleriny. Jeszcze w 1934 r. odbyła się premiera „Carmen". Zespół, zwłaszcza dyrygent Adam Dołżycki, początkowo nie był specjalnie przychylny Lodzie – tym bardziej że widzowie to jej taniec nagradzali największą burzą oklasków.

W kolejnym roku zajęć jej nie brakowało, uskarżała się nawet na ich nadmiar. Poza próbami i spektaklami w Operze musiała jeszcze znaleźć czas na udział w filmie „Manewry miłosne", który kręcono w berlińskim atelier. Choć w „Manewrach..." gwiazdą miał być Aleksander Żabczyński, to film skradły kobiety. W jednej z recenzji podpisanej „es-ha" czytamy: „Halamka, Zimińska i Mankiewiczówna mogłyby śmiało znaleźć się w dobrej zagranicznej operetce: mają temperament i humor. Dobrze się ruszają, świetnie tańczą i śpiewają". Ale w 1935 r. największym sukcesem Lody okazał się występ w „Niemej z Portici", operze Daniela Aubera. Tę tytułową partię tańczyła niegdyś Pola Negri. Loda dała z siebie wszystko – publiczność była zachwycona, recenzenci także.

W 1936 r. wystąpiła w polsko-niemieckiej koprodukcji „August Mocny" (światowa premiera odbyła się w styczniu, polska – dopiero w listopadzie). Nie wróciła już do rewii – dawała solowe recitale, m.in. w Filharmonii Warszawskiej. Jak czytamy w tekście Witolda Sadowego „Loda Halama. Wspomnienie" („Gazeta Stołeczna", 12 września 2006 r.): „Repertuar, jaki przygotowała na tę okazję, oparty był na muzyce klasycznej: Chopin, Liszt, Rimski-Korsakow, Borodin, Bizet i Beethoven, a tańce na założeniach psychicznych ukazywały całą gamę ludzkich przeżyć i doskonale rozwiązanych problemów. Począwszy od motywów ludowych, poprzez dramatyczną symbolikę, gdzie widać było talent pierwszorzędnej tragiczki, aż po groteskę włącznie. Grała w wielu operetkach, między innymi w »Roxy i jej drużyna« w Teatrze 8.15 ze Zbyszkiem Rakowieckim". Ponadto dawała kolejne recitale w Paryżu, Wilnie i Lwowie. Odbyła także tournée po Ameryce (w 1938 r. tygodnik „Kino" zamieszczał jej korespondencje z podróży).

Przed wojną wystąpiła jeszcze w czterech filmach, z których na pewno trzeba wymienić „Kłamstwo Krystyny" (premiera: 31 stycznia 1939 r., reż. Henryk Szaro). Co prawda, gwiazdą filmu bez wątpienia była Elżbieta Barszczewska, ale scena z udziałem Lody okazała się... symbolicznym końcem pewnej epoki. „Halamka" – otoczona mężczyznami – wykonywała swój brawurowy taniec na gigantycznym kieliszku szampana. Niestety, szampańskie czasy właśnie dobiegały końca, to był ostatni taki karnawał.

II wojna światowa

W sierpniu 1939 r., tuż przed wybuchem wojny, Loda – dzięki swej najmłodszej siostrze Helenie – poznała Georges'a Golembiowskiego, urodzonego w Szwajcarii handlowca, którego ojciec był Polakiem, a matka Rosjanką z Turkiestanu (choć sama deklarowała się jako Polka). Czy w listopadzie 1939 r. Loda poślubiła Georges'a dla szwajcarskiego obywatelstwa? Tym razem ponoć zdecydowała miłość do przystojnego i przedsiębiorczego mężczyzny, który w Warszawie otworzył firmę i handlował m.in. chemikaliami. Ponieważ Loda w 1930 r. poślubiła hrabiego Dembińskiego w obrządku rzymskokatolickim, z Georges'em związała się węzłem małżeńskim w cerkwi św. Trójcy na warszawskim Podwalu (zmiana wyznania w celu ponownego ślubu była w II RP częstym zjawiskiem, zwłaszcza wśród elit). Już jako małżonkowie Loda i Georges (w towarzystwie hrabiego Dembińskiego!) wyruszyli samochodem do Lozanny.

Nie zostali w Szwajcarii zbyt długo – na wiosnę 1940 r. powrócili do okupowanej Warszawy. Georges nadal prowadził swe interesy, a Loda włączyła się w działalność konspiracyjną. Zofia Księżopolska-Rybicka po latach tak wspominała zaangażowanie „Halamki": „Wciągnięta została do komisji dochodów niestałych przy zarządzie głównym PCK i z właściwym sobie wdziękiem zdobywała duże fundusze na rannych, chorych, opuszczonych i wysiedlonych. Brała też udział w ratowaniu obrońców Westerplatte, umieszczonych przez Niemców w Szpitalu Ujazdowskim". Trzeba dodać, że jeszcze w 1940 r. Loda urodziła syna, Georges'a Juniora, a mimo to angażowała się w pomoc innym. Z kraju wyjechała dopiero po tragicznej śmierci męża – został postrzelony w głowę w czasie napadu rabunkowego na jego firmę. Lekarze robili, co mogli, Loda czuwała przy nim, zmarł jednak 16 lipca 1943 r. Cztery dni później, w dniu 34. urodzin Lody, odbył się pogrzeb Georges'a Golembiowskiego na powązkowskim cmentarzu (w 1947 r. jego szczątki zostały przeniesione na cmentarz w Pully, ok. 3 km od Lozanny; w 1976 r. w tym samym grobowcu spoczęła jego matka, Nina).

Loda wraz z dzieckiem udała się do teściowej, ale nie została przez nią dobrze przyjęta, ponieważ pani Nina... obwiniała Lodę o śmierć Georges'a. Przede wszystkim jednak próbowała odebrać jej prawa do opieki nad dzieckiem. W tym czasie Loda nie oszczędzała się – występowała dla internowanych polskich żołnierzy, brała udział w dużych imprezach charytatywnych, m.in. w Lozannie i Genewie. W 1946 r. postanowiła wraz z synkiem wyjechać do Anglii, gdzie mieszkały jej siostry, Alicja i Helena.

Trzej fikcyjni mężowie

Brakuje tu miejsca, by szczegółowo opisać burzliwe powojenne losy Lody i jej sióstr (odnajdziemy je w książce Anny Lisieckiej), warto jednak zaznaczyć, że gwiazda tańca II RP wykazała się dużą przedsiębiorczością. Aby zapewnić jak najlepsze wykształcenie swojemu jedynakowi, gotowa była na daleko idące kompromisy.

Przede wszystkim po raz kolejny wyszła za mąż, tym razem za posiadającego brytyjskie obywatelstwo polskiego lotnika Kazimierza Dobrowolskiego – małżeństwo było jednak fikcyjne, Lodzie chodziło tylko o angielski paszport dla siebie i dziecka. W pierwszych latach pobytu w Anglii występowała wraz z siostrami w Anglo-Polish Ballet, jednak już pod koniec 1948 r. zdecydowała się na wyjazd do USA. Tam wraz z synkiem zamieszkała w Santa Ana. I znowu, by uzyskać amerykański paszport, wzięła ślub – w Meksyku poślubiła Larry'ego Lattę (właściwie: Wawrzyńca Łatę), z którym już po roku się rozwiodła. Zaczęła zarabiać jako agentka nieruchomości; stać ją było, by posłać Georges'a Jr. do prywatnej szkoły. Utrzymywała kontakty towarzyskie z amerykańską Polonią, czasem dawała krótkie występy (ale ponoć syn nigdy nie widział jej na scenie).

Pod koniec 1956 r. wróciła z Georges'em do Londynu. Jesienią następnego roku po raz piąty wzięła ślub (znowu fikcyjny) – jej mężem został młodszy od niej o 11 lat aktor Stanisław Ruszała. W Londynie prowadziła kawiarniorestaurację Capricio Grill, parę razy odwiedziła ojczyznę, wystąpiła w 1959 r. w Teatrze Buffo, a ostatnie taneczne show dała w warszawskim Teatrze Syrena w 1967 r. Miała wówczas 58 lat (!), a „zeszła ze sceny na brawach". Do Polski na stałe wróciła w 1985 r. (choć nadal wyjeżdżała do Londynu). Loda Halama zmarła 13 lipca 1996 r., na tydzień przed 87. urodzinami.

Cytaty, o ile nie zostały opisane inaczej, pochodzą z książki Anny Lisieckiej „Loda Halama. Pierwsze nogi Drugiej Rzeczypospolitej" (Zona Zero, 2017).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA