fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Rynek pracy podnosi się z kolan. Do normalności wciąż daleko

Adobe Stock
Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w sierpniu o 43 tys. etatów, po zwyżce o 66 tys. miesiąc wcześniej. Rynek pracy odrabia kryzysowe straty, ale do normalności jest wciąż daleko.

W marcu, kwietniu i maju, gdy obowiązywały antyepidemiczne ograniczenia aktywności ekonomicznej, przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmalało o 272 tys. etatów. Choć od tego czasu wyraźnie się odbiło, łącznie o 121 tys. etatów, jest wciąż o 1,5 proc. mniejsze niż w tym samym okresie ub.r.

Czytaj także: Rynek należy do księgowych i specjalistów e-commerce

Czwartkowe dane GUS okazały się jednak nieco lepsze od oczekiwań ekonomistów ankietowanych przez „Rzeczpospolitą”, którzy przeciętnie szacowali, że zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było w sierpniu o 1,7 proc. niższe niż przed rokiem, po zniżce o 2,3 proc. rok do roku w lipcu i aż o 3,3 proc. w czerwcu.

Zaskoczeniem okazała się również dynamika płac. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, który obejmuje podmioty z co najmniej 10 pracownikami, wzrosło w sierpniu o 4,1 proc. rok do roku, po zwyżce o 3,8 proc. w lipcu. Ekonomiści spodziewali się przeciętnie zwyżki tego wskaźnika o 4,0 proc. rok do roku.

Dane GUS dotyczą przeciętnego zatrudnienia, tzn. przeliczonego na pełne etaty. Spadek zatrudnienia wiosną nie był więc tylko efektem likwidacji miejsc pracy. W dużej mierze odzwierciedlał przejściowe skracanie czasu pracy części pracowników oraz absencje związane z opieką nad dziećmi w związku z zamknięciem szkół. Późniejsze odbicie zatrudnienia to z kolei przejaw stopniowego powracania przedsiębiorstw do normalnego trybu pracy.

„W sierpniu w sektorze przedsiębiorstw zaobserwowano dalsze przywracanie wymiarów etatów pracowników sprzed pandemii, przyjęcia w jednostkach, a także powracanie pracowników z zasiłków opiekuńczych, chorobowych i urlopów bezpłatnych” – tłumaczy GUS w komunikacie.

W ocenie Grzegorza Ogonka, ekonomisty z banku Santander, to nienajlepsze wieści dla pracowników. „Skoro większa część odbicia w zatrudnieniu to pokłosie normalizacji czasu pracy, to dla dalszych wzrostów nie ma już wiele miejsca. Dane o liczbie pracujących (bez względu na wymiar pracy) w lipcu wciąż wskazywały na jej spadki (dane sierpniowe poznamy 23 września), co jest wyrazem obniżonego popytu na pracę. Wyczerpanie rządowych programów pomocowych nacelowanych na wspieranie miejsc pracy też może mieć negatywny wpływ na statystyki zatrudnienia” – napisał ekonomista w komentarzu do czwartkowych danych.

Innego zdania jest Michał Rot, ekonomista z PKO BP. Według niego „przestrzeń do poprawy statystyk zatrudnienia wydaje się być jeszcze duża. Bieżące odczyty wskaźników koniunktury (bazujących na ankietowych badaniach wśród firm – red.) dotyczących poziomu zatrudnienia są spójne ze wzrostem zatrudnienia rzędu 1-2 proc. rok do roku”.

Od tego, czy rzeczywiście popyt na pracowników też się odbuduje, zależało będzie tempo wzrostu płac. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole Bank Polska, wzrost wynagrodzeń zatrzyma się na obecnym poziomie około 4 proc. rok do roku. „Czynnikami ograniczającymi wzrost płac będą oczekiwane przez nas wyraźne zwiększenie bezrobocia w IV kw. (dalszy spadek presji płacowej) oraz podjęte przez przedsiębiorstwa działania mające na celu ograniczenie kosztów pracy w warunkach utrzymującej się niepewności dotyczącej przebiegu pandemii COVID-19 w najbliższych kwartałach” – tłumaczy ekonomista w analizie czwartkowych danych.

Hamujący spadek zatrudnienia i przyspieszający wzrost płac, w połączeniu z malejącą inflacją, sprawiły, że w sierpniu realny fundusz płac w sektorze przedsiębiorstw – miara siły nabywczej dochodów wszystkich pracujących – zmalał o zaledwie 0,3 proc. rok do roku, po zniżce o 1,5 proc. w lipcu i aż o 3,8 proc. w II kwartale. To zaś – jak ocenia Michał Rot - zwiastuje odbicie konsumpcji w III kwartale o około 2 proc. rok do roku. W poprzednich trzech miesiącach konsumpcja załamała się o niemal 11 proc. rok do roku.

Nieco ostrożniejszy w prognozach jest Jakub Borowski. Według niego konsumpcja w III kwartale br. nie zmieni się w ujęciu rok do roku. Co więcej, tłumić może ją wzrost liczby osób przebywających na kwarantannie w związku z Covid-19, które ze względu na charakter wykonywanej pracy nie będą mogły wykonywać jej zdalnie i w konsekwencji będą otrzymywać obniżone wynagrodzenia za czas choroby. „Będzie to hamować poprawę nastrojów konsumenckich i ożywienie konsumpcji. Wsparciem dla tego scenariusza są opublikowane dziś przez Ministerstwo Zdrowia dane dotyczące liczby osób objętych kwarantanną. Wskazują one, że w okresie od 4 do 16 września liczba ta wzrosła o 32,1 tys. (kompensując jej jednorazowy spadek w 3 września o 27 tys. związany głównie ze zmianą zasad dotyczących kwarantanny), a odnotowany wczoraj wzrost tej liczby (o 9,2 tys.) był najwyższy od 5 kwietnia” – tłumaczy główny ekonomista Credit Agricole.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA