fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Powódź, która podtapia Kreml

Zniszczonych jest 3,5–4 tysiąca domów, a około 30 tysięcy osób jest bez dachu nad głową
Shutterstock
Największa w tym stuleciu powódź zalała Syberię. W okolicach Irkucka woda zatopiła około 100 miejscowości, zginęło 21 osób.

– Dworca autobusowego nie mamy, odpłynął w nieznanym kierunku. No, ale nie był duży – poskarżył się dziennikarzom jeden z mieszkańców miejscowości Tułun, która ucierpiała najbardziej.

Z brzegów wystąpiło pięć dopływów syberyjskiej Angary, zatapiając dziesięć powiatów zamieszkanych przez kilkaset tysięcy osób. Powódź zaczęła się 26 czerwca, dwa dni później woda zalała 40-tysięczny, całkowicie zaskoczony Tułun. Żywioł wymywał całe ulice z domów, spłynął również miejscowy dworzec autobusowy.

W miasteczku nikt nie spodziewał się takiej biedy, ponieważ siedem lat wcześniej oddano do użytku tamę mającą je chronić. Tamę budowała firma ojca zastępcy gubernatora obwodu irkuckiego, a sam wicegubernator był szefem komisji odbierającej ją. Konstrukcja nie wytrzymała jednego dnia powodzi.

– Co wy mi się tu pchacie ze swymi prawami! Chcecie, to ja was pchnę! – krzyczał gubernator sąsiedniego Kraju Krasnojarskiego (gdzie pod wodą znalazły się dwa powiaty) do jednej z mieszkanek kolejnej zalanej miejscowości Kanska. Kobieta zaś pytała, czy widział, jak wygląda droga dojazdowa i czy przyśle helikoptery po mieszkańców, jeśli woda ją rozmyje.

Władimir Putin z wizytą w zalanym powodzią mieście Brack nad Angarą
kremlin.ru

Nagranie rozmowy stało się hitem rosyjskiego internetu, zmuszając centralne władze po półtora tygodnia powodzi do reakcji. Gubernator został publicznie skarcony przez szefostwo rządzącej w Rosji partii Jedna Rosja, do której należy. Kreml dodatkowo rozzłościło to, że kilka dni wcześniej premier i lider partii Dmitrij Miedwiediew kazał jej członkom „unikać chamstwa". Władze starają się obecnie nie drażnić społeczeństwa z powodu zbliżających się wyborów lokalnych.

Do Irkucka przyleciał prezydent Putin. W okolicach miasta ogłoszono stan wyjątkowy i obiecano pomoc. Ale miejscowe władze oszacowały straty na równowartość około 450 milionów dolarów, a taką sumą Kreml nie dysponuje. Zniszczonych jest 3,5–4 tysiąca domów, a około 30 tysięcy osób jest bez dachu nad głową. Na zalanych terenach grasują maruderzy.

Jakby mało było nieszczęść, to w dotkniętym powodzią Kraju Krasnojarskim szaleją także pożary – płonie już 20 tys. hektarów lasów. Z Moskwy skierowano tam specjalny samolot wyposażony w urządzenia służące do sztucznego wywoływania deszczu; w ten sposób strażacy chcą gasić lasy.

Jednocześnie Irkuck powoli ogarnia panika, ponieważ do 600-tysięcznego miasta zbliża się fala powodziowa na Angarze. Miejscowy gubernator kazał już przygotować samochody do wywożenia ewentualnych powodzian i tymczasowe miejsca ich rozmieszczenia. Stara się uniknąć błędów władz z już zalanych terenów, którym prokuratura zaczęła stawiać zarzuty z powodu niewydania ostrzeżeń powodziowych.

Przeczytaj także: Tajemnicza katastrofa: Elita rosyjskiej floty zginęła

Jednakże jak bardzo Kreml by się starał okazywać ludzkie uczucia, grożąc zarazem opieszałym, to lokalne władze i tak są w stanie wszystko zepsuć. „Nie mam czego się bać, jestem prosty robociarz, Tokariew Siergiej" – zaczyna się kolejne nagranie zdobywające popularność w Rosji. Autor pokazał, jak wygląda praca ratowników w miejscowości Niżnieudinsk, 100 km od Tułunu. Zamiast ratować ludzi i ich dobytek, całą ekipą myli basen znajdujący się przed rezydencją szefa powiatu, a potem napełnili go świeżą wodą. „64 bloki mieszkalne u nas zatopiło, pół miasta w ogóle nie ma wody, po nią trzeba iść na drugi koniec Niżnieudinska – tam jest pompa" – opowiadał Tokariew.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA