fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Tajemnicza katastrofa: Elita rosyjskiej floty zginęła

AFP
W czasie, gdy w rosyjskich kinach wyświetlają film „Kursk" o katastrofie sprzed 19 lat, która wydarzyła się u początków rządów Putina, marynarka wojenna straciła kilkunastu najlepszych oficerów.

Na pokładzie podwodnej, atomowej i tajnej jednostki AS-12 przeznaczonej do wykonywania zadań specjalnych zginęło 14 oficerów.

– Załogę stanowili „hydronauci". To taka elita naszej marynarki wojennej jak kosmonauci w siłach powietrznych – powiedział „Rzeczpospolitej" jeden z ekspertów w Moskwie.

Siedem ofiar miało stopień wojskowy odpowiadający polskiemu komandorowi (pułkownik w wojskach lądowych), trzech – komandor porucznik (podpułkownik na lądzie), kolejnych dwóch było odznaczonych najwyższym rosyjskim orderem Bohater Rosji. Wśród ofiar jest też dowódca jednostki. W 2000 r. na „Kursku" zginęło 118 marynarzy, ale wśród nich byli tylko dwaj komandorzy (dowódca okrętu i jego zastępca).

Przyczyną katastrofy, która wydarzyła się w nocy 1 lipca, był podobno pożar na pokładzie jednostki znajdującej się pod wodą. – Gdzieś koło wpół do dziesiątej wieczorem wynurza się okręt podwodny. Wypływa na wprost nas. Nigdy w życiu nic takiego nie widziałem. Na podkładzie zamieszanie, ludzie biegają – opowiadał wydaniu „SewierPost" jeden z rybaków z kutra łowiącego na Morzu Barentsa, który przypadkowo stał się świadkiem wynurzenia okrętu. Rybak zapewniał, że nie widział dymu świadczącego o pożarze jednostki.

Okręt, na którym zginęła załoga, oficjalnie zwany „podwodną stacją atomową" AS-12 (nieoficjalnie nazywa się „Łoszarik") jest czymś pośrednim między okrętem podwodnym i batyskafem. Jest tak utajniony, że nieznane są nawet jego podstawowe dane.

O „Łoszariku" wiadomo jednak, że nie może pływać samodzielnie – podczepiony jest do dna okrętu bazy. To, co widział rybak na Morzu Barentsa, było właśnie wynurzeniem bazy – prawdopodobnie atomowego okrętu podwodnego „Podmoskowie". Pod jego dnem znajdował się 60–70-metrowy „Łoszarik" – również atomowy.

AS-12 służy do badań na bardzo dużych głębokościach – do 6 tys. metrów. Ale oficjalnie potwierdzono jedynie jego zanurzenie na 2–3 tys. metrów w 2012 r. w Arktyce. Zbierał wtedy próbki gruntu z dna, które miały potwierdzić rosyjskie pretensje terytorialne do tej części terenów okołobiegunowych. Po rejsie jednak przez pięć lat był remontowany.

Załoga okrętu należy do równie tajnej jednostki wojskowej znajdującej się w Peterhofie pod Petersburgiem. Założono ją jeszcze w latach 70., podporządkowana jest bezpośrednio ministerstwu obrony, a nie dowództwu floty. Jej członkowie werbowani są spośród najlepszych oficerów marynarki, którzy mają doświadczenie w dowodzeniu jednostkami morskimi lub brali udział w działaniach bojowych. To właśnie oni tworzą elitę floty – w jednostce służyło 27 oficerów odznaczonych orderami Bohaterów ZSRR lub Rosji. Ich nieformalne wpływy we flocie są ogromne.

Według oficjalnych informacji okręt wypłynął na powierzchnię i znajduje się w bazie Floty Północnej w Siewieromorsku. Ale nie wiadomo, co się stało z reaktorem atomowym. Władze Norwegii informowały, że nie wykryto śladów wycieku radioaktywnego. „Cały dzień bez informacji o wypadku na okręcie napędzanym atomowo i wypatrywanie informacji z Norwegii o poziomie radiacji powinny wprawić w drżenie wszystkich, którzy pamiętają katastrofę w Czarnobylu" – napisał rosyjski portal śledczy The Bell.

Oficjalnie AS-12 zajmował się badaniami dna morskiego, może też brać udział w operacjach ratunkowych. Ale od 2015 r. eksperci USA i NATO alarmują, że takie okręty mogą służyć do niszczenia podmorskich kabli łączności między Europą i Ameryką. „Łoszarik" zaś podobno ma możliwość wysuwania kół i poruszania się na nich po dnie morskim, co czyni go prawie niewykrywalnym i bardzo groźnym. Tłumaczy też tajemnicę otaczającą zarówno jego, jak i całą jednostkę w Peterhofie.

– Obecna katastrofa jest nieporównywalna z „Kurskiem". Wtedy próbowano ratować marynarzy, którzy jeszcze żyli. Do dziś trwają spory, czy należało prosić zagranicę o pomoc. Obecnie dowiedzieliśmy się o wszystkim po fakcie. W 2000 r. emocje ogarnęły całe społeczeństwo, teraz jedynie wojskowych, weteranów, grupy specjalistów – tłumaczy „Rz" moskiewski politolog Aleksandr Makarkin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA