fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rodzina

Sąd: ukrycie prawdy o chorobie psychicznej uzasadnia unieważnienie małżeństwa

123RF
Nie ujawniając przed przyszłym mężem pełnej prawdy o swojej chorobie, żona działała w złej wierze – stwierdził Sąd Apelacyjny w Katowicach i unieważnił małżeństwo kobiety cierpiącej na schizofrenię paranoidalną.

Adam B. wniósł przeciwko żonie Ewie (dane zmienione) powództwo o unieważnienie niespełna rocznego małżeństwa. Twierdził, że żona jest osobą chorą psychicznie, a on nie wiedział o tym decydując się na małżeństwo. Ewa B. żądała oddalenia powództwa.

Małżeństwo z miłości

Przed ślubem znali się półtora roku. Pobrali się z miłości i zamieszkali u jego rodziców. Wszystko było dobrze do czasu, gdy u Ewy pojawiły się niepokojące objawy. Najpierw tłumaczyła je kłopotami w pracy, skarżyła się na silny stres, brak koncentracji. Zaniepokojony mąż umówił żonę (za jej zgodą) na wizytę lekarską. Dzień przed tą wizytą Ewa wpadła w stan depresyjny, była lękliwa, płakała, mówiła rzeczy, które nie miały związku z rzeczywistością. Po zbadaniu pacjentki lekarz poinformował Adama B., że kobieta choruje na schizofrenię paranoidalną.

Po tej wizycie małżonkowie pojechali najpierw do domu Adama, ale żona bardzo chciała jechać do swego rodzinnego domu. Nie wróciła już do męża. On ją odwiedzał, byli kilka razy w kinie, ale choroba żony sprawiła, że między małżonkami zaczął narastać konflikt. W pewnym momencie zerwali ze sobą kontakt.

Adam B. twierdził, że przed ślubem wiedział tylko tyle, że Ewa przeszła załamanie nerwowe i chodzi na wizyty kontrolne. Nie miał pojęcia, że jej dolegliwości są skutkiem poważniejszej choroby, z powodu której leczyła się w zakładzie psychiatrycznym.

Lekarze nie widzieli przeciwwskazań

Jak ustalił Sąd Okręgowy, choroba Ewy ujawniła się 4 lata przed ślubem. W szpitalu psychiatrycznym lekarz powiedział jej, że cierpi na depresję z objawami schizofrenii. Po wyjściu ze szpitala Ewa przeszła jeszcze dwa załamania nerwowe.

Z opinii psychologiczno-psychiatrycznych sporządzonych na zlecenie Sądu wynikało, że Ewa jest chora psychicznie. W chwili zawarcia małżeństwa choroba była w fazie remisji. Biegli stwierdzili, że nie uniemożliwiała kobiecie wstąpienia w związek małżeński. W stanie remisji Ewa B. jest także zdolna do bycia matką i może samodzielnie sprawować opiekę nad dzieckiem. Tylko w fazie ostrego rzutu z objawami psychotycznymi choroba może zagrażać bezpieczeństwu dzieci pozostających pod jej opieką.

Rozpoznając powództwo w I instancji Sąd Okręgowy wziął po uwagę treść art. 12 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Zgodnie z tym przepisem osoba dotknięta chorobą psychiczną albo niedorozwojem umysłowym nie może zawrzeć małżeństwa. Jeśli jednak stan zdrowia lub umysłu takiej osoby nie zagraża małżeństwu ani zdrowiu przyszłego potomstwa i jeżeli osoba ta nie została ubezwłasnowolniona całkowicie, sąd może jej zezwolić na zawarcie małżeństwa.

Schizofrenię można leczyć

Sąd uznał, że w przypadku Ewy i Adama B. nie zachodzą przesłanki do unieważnienia małżeństwa.

- Prawidłowe leczenie połączone ze wsparciem rodziny i psychoedukacją pozwala uniknąć rzutów choroby, umożliwia nawiązanie normalnych relacji małżeńskich, uczuciowych i seksualnych. Większość chorych na schizofrenię ma swoje rodziny i potomstwo – zauważył Sąd I instancji.

Dodał, że nawet jeśli podczas pożycia małżeńskiego zdarzy się choremu rzut choroby mimo prawidłowego leczenia (co rzadko, ale się zdarza), to nie jest to okoliczność zagrażająca małżeństwu.

- Takie zaburzenie należy traktować podobnie jak inne choroby, które wywołują potrzebę czasowej hospitalizacji – stwierdził Sąd Okręgowy oddalając powództwo Adama B. o unieważnienie małżeństwa.

Ten wyrok zaskarżył Adam B. W apelacji kładł nacisk na obawy związane z wpływem choroby żony na zdrowie przyszłego potomstwa.

Ten mąż nie byłby wsparciem

W ocenie Sądu Apelacyjnego, okoliczności sprawy nie dawały podstaw do uznania, że choroba psychiczna Ewy B. jest mało znacząca dla prawidłowego funkcjonowania jej małżeństwa lub zdrowia przyszłego potomstwa z Adamem B. Jego zdaniem Sąd Okręgowy wziął pod uwagę tylko opinię biegłych, a pominął realia - wzajemne stosunki pomiędzy małżonkami B. przed zawarciem małżeństwa, w trakcie wspólnego pożycia i później.

Po tym, jak Adam B. przeżył konfrontację z drastycznymi objawami choroby żony, dowiedział się jakie to schorzenie i uświadomił sobie jego skutki, zdecydował o tym, że nie chce już żyć z chorą żoną. Jak wynikało z akt, powiedział jej wprost: "To koniec".

- W tym kontekście wywody Sądu Okręgowego o tym, że osoby chore na schizofrenię funkcjonują prawidłowo w związkach z partnerami oferującymi im wsparcie jawią się jako chybione, gdyż okazało się, że powód takim partnerem nie jest. Choroba pozwanej zagrażała jej małżeństwu z konkretną osobą – w tym przypadku z powodem, gdyż ten nie miał woli podejmowania ryzyka życia ze schizofreniczką – stwierdził Sąd Apelacyjny.

Jego zdaniem nie można też lekceważyć obaw Adama B. o zdrowie przyszłego potomstwa, choć biegli nie byli w stanie oszacować, o ile wyższe jest prawdopodobieństwo zachorowania na schizofrenię u potomstwa osób chorych na tę chorobę. W ocenie SA nie ulega wątpliwości, że jest ono większe niż w ogólnej populacji. Poza tym postawa Adama B. nie daje gwarancji, że podczas ewentualnej ciąży Ewa B. miałaby zapewnioną wolność od stresu, a to wpłynęłoby na sytuację dzieci.

Zła wiara

Orzekając unieważnienie małżeństwa Ewy i Adama B., Sąd Apelacyjny musiał także stwierdzić, czy i które z małżonków zawarło małżeństwo w złej wierze. Taki wymóg wynika z art. 20 § 1 kodeksu rodzinnego. I nie miał wątpliwości, że to Ewa B. działała w złej wierze, bo nie ujawniła narzeczonemu pełnej prawdy o charakterze swej choroby. Mówiła mu, że się leczy w związku z przebytym załamaniem nerwowym, że ma urojenia, przyjmuje leki. Nigdy jednak nie powiedziała mu wprost, że cierpi na schizofrenię.

- Samo korzystanie z terapii psychiatrycznej, co było tłumaczone jako wynik załamania nerwowego pozwanej, może być w świetle zasad doświadczenia życiowego postrzegane jako przejaw często występujących w społeczeństwie problemów emocjonalnych, a nie choroba psychiczna, zwłaszcza tak poważna jak ta, na którą cierpi pozwana – stwierdził Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Wyrok, który zapadł 18 czerwca 2015 r. (sygn. akt I ACa 708/13) jest prawomocny.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA