fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Aleksander Hall o wyborach prezydenckich we Francji: Bój o Pałac Elizejski

AFP
Kto wygra wybory prezydenckie we Francji? Najprawdopodobniej będzie to któryś z głównych kandydatów centroprawicy, Nicolas Sarkozy lub Alain Juppé – uważa publicysta.

Mogłoby się wydawać ryzykowne wskazywanie nazwiska przyszłego prezydenta na ponad pół roku przed wyborami, przewidzianymi na przełom kwietnia i maja przyszłego roku. A jednak wielu obserwatorów francuskiej sceny politycznej uważa, że najprawdopodobniej poznamy je już 27 listopada tego roku, a więc w dniu, w którym odbędzie się druga tura prawyborów prawicy i centrum.

Zwycięzca tych prawyborów będzie zdecydowanym faworytem wyborów prezydenckich. Dlaczego? Nic nie wskazuje na to, aby w drugiej turze wyborów prezydenckich mógł się znaleźć przedstawiciel socjalistycznej lewicy rządzącej Francją od 2012 roku.

Podziały na lewicy

Polityczny i ekonomiczny bilans rządzącego obozu jest wyraźnie negatywny, a prezydent François Hollande bije rekordy niepopularności w sondażach opinii publicznej. Większość znawców francuskiej sceny politycznej przypuszcza, że pomimo tego faktu zdecyduje się na start w wyborach. Jednak nawet gdyby zrezygnował i reprezentowanie obozu rządzącego przypadło popularniejszemu od prezydenta premierowi Manuelowi Vallsowi, sytuacja socjalistów niewiele się zmieni.

Partia Socjalistyczna jest głęboko podzielona. Silny w niej nurt lewicowy zarzuca prezydentowi i premierowi zdradę wyborczego programu PS w kwestiach ekonomicznych. Chociaż w partii mają się odbyć prawybory, Arnaud Montebourg, były socjalistyczny minister przemysłu i ekonomii, reprezentujący ten nurt zapowiada, że bez względu na ich wynik wystartuje w wyborach prezydenckich.

Bez wątpienia będzie kandydował w wyborach reprezentant skrajnej lewicy Jean-Luc Mélenchon. W 2012 roku uzyskał ponad 11 proc. Wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku może co najmniej powtórzyć ten wynik. Swego kandydata będą na pewno mieli także ekolodzy, których partia ma we Francji bardzo lewicowy profil. Na domiar złego dla głównego nurtu PS do startu w wyborach prezydenckich przygotowuje się także Emmanuel Macron, były reformatorski minister finansów w rządzie Vallsa, stanowiący dla socjalistów konkurencję z prawej strony. Zanosi się więc na to, że głosy szeroko rozumianego elektoratu lewicy zostaną rozproszone na wielu kandydatów, a oficjalny kandydat PS nie tylko nie zakwalifikuje się do drugiej tury, ale będzie miał trudności z zajęciem trzeciego miejsca.

Le Pen umocni pozycję

Niemal pewność udziału w drugiej turze ma za to Marine Le Pen, kandydatka Frontu Narodowego. Obecnie może liczyć na około 30 proc. głosów, co może nawet przynieść jej prowadzenie w pierwszej turze wyborów prezydenckich w kwietniu przyszłego roku.

Nic jednak nie wskazuje na to, aby Marine Le Pen mogła wygrać drugą turę z kandydatem prawicy i centrum. Przewodnicząca FN wciąż ma wielki elektorat negatywny. Mieszanka obronnego nacjonalizmu, którego ostrze wymierzone jest przede wszystkim przeciwko imigrantom z krajów muzułmańskich i skrajnie etatystycznego i protekcjonistycznego programu gospodarczego wystarcza do znacznego wzmocnienia pozycji FN na scenie politycznej, ale nie wystarczy do wygrania wyborów prezydenckich.

Zwycięstwo Le Pen rzeczywiście oznaczałoby prawdziwe trzęsienie ziemi. W programie kandydatki jest nie tylko wyprowadzenie Francji ze strefy euro, ale także z UE i oparcie pozycji międzynarodowej Francji na sojuszu z Niemcami i Rosją, o wyraźnie antyamerykańskiej wymowie.

Obecny program FN to w wielu kluczowych punktach antyteza programu tej partii z czasów pierwszych jego dużych sukcesów z lat 80. XX wieku. Punktem stałym pozostaje obronny nacjonalizm. Jednak w tamtej epoce FN popierał jedność Zachodu wobec komunizmu i Związku Radzieckiego. Był proamerykański, a Jean-Marie Le Pen obnosił się z podziwem, jaki żywił do Ronalda Reagana.

Obecny FN jest wyraźnie antyamerykański i prorosyjski. Znakiem firmowym dawnego FN był konserwatyzm obyczajowy, obecny FN w tych kwestiach milczy. W 2017 roku ta partia umocni swą pozycję na mapie politycznej Francji, ale władzy nie zdobędzie.

Uczciwy Juppé

Niemal wszystko wskazuje, że przypadnie ona obozowi prawicy i centrum. Liderem tego obozu w wyborach prezydenckich i parlamentarnych będzie zwycięzca listopadowych prawyborów. Prawica (czyli partia Republikanie) i centrum po raz pierwszy wyłaniają wspólnego kandydata w prawyborach. Warunki umożliwiające udział w prawyborach wypełniło siedmioro kandydatów, w tym były prezydent Nicolas Sarkozy oraz byli premierzy: Alain Juppé i François Fillon. Kandydaci się zobowiązali, że lojalnie poprą zwycięzcę prawyborów.

Jeśli żaden z nich nie uzyska bezwzględnej większości w pierwszej turze w dniu 20 listopada, tydzień później w drugiej turze spotkają się dwaj kandydaci, którzy uzyskali największą liczbę głosów. Głosować w prawyborach mogą wszyscy wyborcy, którzy wpłacą dwa euro. Organizatorzy zapraszają do nich tych obywateli, którzy podzielają wartości prawicy i centrum, ale oczywiście ten apel ma charakter jedynie honorowego zobowiązania. Nie wiadomo więc, czy i w jakiej mierze elektorat lewicy będzie chciał wpłynąć na proces wyłaniania kandydata przeciwnego obozu.

Jak wskazują sondaże w rywalizacji liczą się dwaj kandydaci: Juppé i Sarkozy. Ten pierwszy ma obecnie dość wyraźną przewagę, ale batalia nie została jeszcze rozstrzygnięta. Kandydaci różnią się nie tylko programami, profilem politycznym, ale osobowościami.

Juppé, mający obecnie 71 lat, ma opinię polityka w pełni obliczalnego i konsekwentnego, mającego szansę zjednoczenia wokół swej kandydatury w drugiej turze wyborów prezydenckich szerszego grona wyborców niż Sarkozy. Jest merem Bordeaux i jest solidnie zakorzeniony w południowo-zachodniej Francji, w której od wielu lat dominuje lewica. Może go zaakceptować wielu jej wyborców.

Jego polityczne losy pokazują, jak bardzo potrafią się zmieniać oceny wyborców. Dzisiaj Juppé ma opinię tego francuskiego polityka, który w największym stopniu potrafi zjednoczyć Francuzów. Przez długie lata jednak uważano go za człowieka niewybieralnego na najwyższy urząd w państwie. Francuzi doceniali jego merytoryczne kompetencje, ale uważali go za zimnego technokratę, niezdolnego do pobudzenia pozytywnych emocji rodaków.

Był ulubieńcem prezydenta Chiraca, który widział w nim swego następcę i mówił o nim „najlepszy spośród nas". Juppé był wobec niego bardzo lojalny (wydaje się, że lojalność jest cechą jego charakteru) i chociaż był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Balladura nie poparł jego prezydenckiej kandydatury, zachowując wierność Chiracowi, gdy akcje tego ostatniego stały bardzo nisko. Gdy Chirac został prezydentem było przesądzone, że premierem jego rządu będzie Juppé. To on został też pierwszym przewodniczącym UMP (poprzedniczki Republikanów), powstałej na fali zwycięstwa Chiraca w wyborach prezydenckich 2002 roku.

Jego karierę na pewien czas przerwał wyrok skazujący w procesie dotyczącym afer w paryskim ratuszu. Nawet jego polityczni przeciwnicy nie kwestionowali jednak jego osobistej uczciwości uznając go za „kozła ofiarnego" praktyk mających miejsce w merostwie paryskim, gdy zasiadał w nim Jacques Chirac.

Po okresie politycznej karencji Juppé wrócił na główną scenę polityczną i w czasie prezydentury Sarkozy'ego kierował kluczowymi resortami: obrony i spraw zagranicznych.

Sarkozy nie ufa Kaczyńskiemu

Nicolas Sarkozy sytuuje się wyraźnie na prawo od mera Bordeaux. Jest politykiem, który potrafi walczyć oraz podejmować szybkie i zdecydowane decyzje. Tryska energią. Nawet nieżyczliwi obserwatorzy przyznawali, że przewodnicząc UE w drugiej połowie 2008 roku, skutecznie przeciwstawił się kryzysowi finansowemu i miał duży udział w powstrzymaniu eskalacji wojny rosyjsko-gruzińskiej.

Duża część francuskiej opinii publicznej nie zaakceptowała jednak sposobu sprawowania przez niego prezydenckiego urzędu, nadaktywności i mieszania sfery burzliwego życia prywatnego z publicznym. Wielu podejrzewa go o reprezentowanie interesów bogatych i pozostawanie na bakier z prawem. Pomiędzy programami ekonomicznymi głównych kandydatów prawicy nie ma zasadniczych różnić. Mają charakter umiarkowanie liberalny, ale nie mają rewolucyjnego charakteru.

Jak na francuskie warunki najbardziej radykalny „neothatcherowski" program ekonomiczny przedstawił były premier Fillon, który jednak pozostaje w sondażach daleko w tyle za Juppé i Sarkozym.

W sprawach wewnętrznych istotna różnica pomiędzy Juppé i Sarkozym dotyczy diagnozy stanu społeczeństwa francuskiego i metod jego zmiany. Pierwszy opowiada się za modelem integracji narodowej, w którym różnorodność pochodzenia i kultury jest bogactwem, oczywiście pod warunkiem przestrzegania prawa Republiki i poszanowania podstawowych wartości tworzących wspólnotę narodową. Tak tworzoną tożsamość narodową nazywa „szczęśliwą".

Sarkozy, niewątpliwie wyciągając wnioski z napięć i konfliktów mających miejsce we Francji na tle różnić cywilizacyjnych, a także pod wpływem wstrząsających zamachów dokonanych przez radykalnych islamistów, zapowiada rzucenie wyzwania „tyranii mniejszości" i opowiada się za programem narodowej asymilacji, którą muszą zaakceptować imigranci i francuscy muzułmanie.

Oczywiście obaj głowni kandydaci prawicy chcą zwalczać nielegalną imigrację, wyraźnie ograniczyć legalną imigrację spoza Europy i bezwzględnie walczyć z zagrożeniem terrorystycznym. Sarkozy proponuje w tej walce środki bardziej drastyczne.

W sprawach polityki zagranicznej i europejskiej mer Bordeaux musi być uznany przede wszystkim za kontynuatora dotychczasowej polityki Francji: chce wzmocnienia partnerstwa transatlantyckiego, nie proponuje zasadniczych zmian w UE, chociaż chce harmonizować systemy podatkowe i społeczne strefy euro, tworzyć podstawy wspólnej europejskiej obronności i przebudować strefę Schengen, tak, aby składała się z wiarygodnych partnerów przestrzegających wspólnie przyjętych zasad. Zapowiada podjęcie bardziej aktywnego dialogu z Rosją, ale wyraźnie sygnalizuje, że zachowuje daleko posuniętą rezerwę wobec tego partnera.

Sarkozy opowiada się za głęboką reformą UE. Jej kierunkami miałyby być: odnowienie niemiecko-francuskiego przywództwa, zdecydowane zacieśnienie współpracy strefy euro, wyraźne zmniejszenie obszaru spraw objętych regulacjami europejskimi i wzmocnienie pozycji Rady Europejskiej i parlamentów narodowych, kosztem Komisji Europejskiej. Podobnie jak Juppé, chce zasadniczej reformy strefy Schengen.

Sarkozy zapowiada zasadniczą poprawę stosunków z Rosją i w swej ostatniej książce programowej zapowiada, że pierwszą wizytę złoży w Moskwie, która jest – jego zdaniem – niezbędnym partnerem dla pokonania Państwa Islamskiego. Opowiada się zdecydowanie przeciwko przyjęciu Turcji do UE, ale przedstawia wizję partnerstwa UE z Turcją i Rosją.

Co z programów obu kandydatów wynika dla Polski? Jest oczywiste, że rdzeniem UE jest dla nich strefa euro, a pozostałe państwa, zwłaszcza z naszej części Europy, znacznie mniej ważnym zewnętrznym kręgiem.

Mogłoby się wydawać, że pomysł nowego traktatu europejskiego koresponduje z pomysłami Jarosława Kaczyńskiego na Europę. Jest to jednak złudzenie. W wizji Sarkozy'ego w rdzeniu Europy nie ma Polski. Jest natomiast zasadnicza zmiana stosunków z Rosją.

Zresztą w książce znanego francuskiego historyka o Sarkozym (ukazała się we wrześniu) i opierającej się w dużej mierze na relacjach byłego prezydenta Francji niedwuznacznie wynika, że uważa on Jarosława Kaczyńskiego za postać nieprzewidywalną i nieobliczalną (É. Roussel, Nicolas Sarkozy de pres, de loin), Robert Laffont, Paris 2016, s. 50–53).

Autor jest politykiem i historykiem, znawcą dziejów Francji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA