fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Stany Zjednoczone podzielone na pół: Biden blisko wygranej

Liczenie głosów w Detroit. Michigan to jeden ze stanów, o które kandydaci toczyli najostrzejszą walkę
AFP
Miało być miażdżące zwycięstwo Joe Bidena, jest niezwykle wyrównana walka o każdy głos, jednak kandydat Partii Demokratycznej jest - według prognoz Fox News, AP i CNN - bardzo blisko zapewnienia sobie większości w Kolegium Elektorskim.

W środę wieczorem kandydat demokratów mógł na pewno liczyć na poparcie stanów dysponujących 253 głosami elektorskimi. To o 17 za mało, aby pokonać próg (270), który daje przepustkę do Białego Domu. W Nevadzie, gdzie kończono liczenie głosów, Biden zdawał się mieć przewagę nad oponentem. Jeśli utrzymałaby się ona do oficjalnego ogłoszenia wyników, uzyskałby dokładnie tyle głosów elektorskich, aby zostać 46. prezydentem Ameryki.

Bidenowi wygranie wyborów - jak szacują Fox News i AP - dałaby także wygrana w jednym z trzech innych stanów - Georgii, Pensylwanii lub Karolinie Północnej.

CNN podaje, że sztab Trumpa rozważa podjęcie działań prawnych w związku z głosowaniami w stanach Arizona i Nevada, gdzie prezydent obecnie przegrywa z Bidenem. Wcześniej pojawiła się informacja, że sztab Trumpa domaga się ponownego przeliczenia głosów w Wisconsin.

Przed godz. 9:00 czasu polskiego w czwartek aktualizację wyników opublikowano w hrabstwie Maricopa w stanie Arizona. Po podliczeniu kolejnych 62 tys. głosów przewaga Joe Bidena zmniejszyła się o niecałe 11 tys. głosów. Obecnie były wiceprezydent prowadzi tam 912,tys. do 838 tys. głosów, zaś w całej Arizonie przewaga Bidena nad Trumpem to teraz 68 390 głosów.

Źródła CNN podają, że sztab Trumpa chce zyskać czas spowalniając liczenie głosów w stanach, w których Trump prawie na pewno przegra.

CNN podaje też, że jeśli Trump przegra w Georgii jego sztab będzie domagał się ponownego przeliczenia głosów w tym stanie.

Czytaj także:

"Zatrzymać kradzież!". Zwolennicy Trumpa protestują w Arizonie

Tyle że batalia o przywództwo Ameryki się nie skończy. Donald Trump już w środę nad ranem czasu warszawskiego uznał, że to on jest zwycięzcą. Wezwał też do przerwania liczenia głosów korespondencyjnych, których w tym roku z powodu pandemii oddano niezwykle dużo (ok. 100 mln). Zarzucił demokratom, że szykują wielkie „oszustwo". I zapowiedział, że ta rozgrywka przejdzie teraz do Sądu Najwyższego.

Do walki wszelkimi środkami prezydenta zachęciła najpewniej seria zaskakujących wiadomości. Wbrew prognozom udało mu się zdobyć kluczowe stany, jak Floryda i Ohio. Obronił dla republikanów Teksas. I miał spore szanse zdobyć Pensylwanię i Georgię. Druga kadencja wydawała się dla niego w zasięgu ręki.

Oświadczenie prezydenta jest niebezpieczne. – Ataki na instytucje demokratyczne to droga do autorytarnego reżimu – ostrzega Marcus Brauchli, były redaktor naczelny „Washington Post" i członek Rady Nadzorczej Gremi Media, wydawcy „Rzeczpospolitej".

Te wybory ujawniły bardziej niż kiedykolwiek podział na dwie, obce sobie Ameryki. – Po tym, co się stało w 2016 r., wszystko jest możliwe. Trump nie powinien ogłosić wygranej, ale już nie dziwi mnie, co ten człowiek robi ani mówi – przekonuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Angela, mieszkanka New Jersey, sympatyzująca z Bidenem. „Oszustwo na masową skalę" – odpowiada na Facebooku zwolennik prezydenta, sugerując, że ogłaszanie wyników jest manipulowane.

Zabetonowanie polityki widać także po wynikach wyborów do Kongresu. Tu też spodziewano się, że demokraci umocnią większość w Izbie Reprezentantów i odbiorą ją republikanom w Senacie. Ani jedno, ani drugie się nie spełniło.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA