fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo prasowe

Sprostowanie informacji w prasie - wyrok SN

123RF
Jeśli tekst zawiera kilka nieścisłych informacji, to prasa może je skorygować z jednym wstępem.

Prasa raczej nie lubi sprostowań, a prostujący nieraz ich nadużywają. Sąd Najwyższy w najnowszym wyroku wyjaśnił część rygorów tej materii.

Tomaszowi Lisowi, redaktorowi naczelnemu „Newsweeka", proces wytoczył Grzegorz Bierecki, współtwórca SKOK, senator PiS, za tekst „Dobrodziej prawicy śpi spokojnie" z 9 lutego 2016 r. Senator domagał się sprostowania kilku informacji dotyczących umorzonego zresztą śledztwa w sprawie zbadania finansów SKOK. Sądy niższych instancji, a teraz Sąd Najwyższy nakazały redaktorowi naczelnemu tygodnika sprostowanie kilku informacji, ale rozprawa przed SN skupiła się na kwestiach formalnych.

Czytaj także: Prawo prasowe: formalizm sprostowania ma granice

Pełnomocnik tygodnika zarzucił, że zasądzone sprostowanie przekracza dopuszczalną wielkość. Zgodnie bowiem z art. 31a ust. 6 prawa prasowego tekst sprostowania nie może przekraczać dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy (ani zajmować więcej niż dwukrotność czasu antenowego). Co ciekawe, w tej sprawie chodziło o kilkadziesiąt znaków: kwestionowany tekst liczył tylko 268 znaków, dwukrotność to 476 znaków, tymczasem opublikowane sprostowanie liczyło 756 znaków, ale łącznie z tzw. wstępem, tj. przytoczeniem tytułu prostowanego tekstu, miejsca i czasu zamieszczenia. I to był główny zarzut tygodnika.

Z kolei pełnomocnik powoda adwokat Dariusz Pluta argumentował, że rzeczowość wymaga podania tych wstępnych informacji, ale nie powinny się one zaliczać do tekstu sprostowania, i zmniejszać merytorycznej części.

SN przychylił się do tego stanowiska i utrzymał nakaz sprostowania.

– Przy określaniu objętości sprostowania należy uwzględniać tylko jego merytoryczną część – wskazał w uzasadnieniu sędzia SN Dariusz Dończyk. – Nie można przy tym do tej arytmetyki podchodzić po aptekarsku. Nieracjonalne byłoby (jak twierdził tygodnik), by każdą nieprawdziwą czy nieścisłą informację poprzedzać owym wstępem i prostować odrębnie, gdyż byłoby to niewygodne dla prasy, gdzie każdy fragment papieru ma swoją cenę.

Sąd Najwyższy zajmował się też kwestią, czy pozwanym w sprawie o sprostowanie jest redaktor naczelny jako osoba fizyczna – w tym wypadku Tomasz Lis, czy też osoba piastująca każdorazowo to stanowisko. SN przypomniał wydaną już w trakcie tego procesu uchwałę SN (III CZP 8/17) mówiącą, że pozew o opublikowanie sprostowania wytacza się przeciwko szefowi redakcji jako organowi, a nie osobie powołanej na to stanowisko.

– Redaktorzy się zmieniają, a tylko urzędujący redaktor może opublikować sprostowanie. Nie jest to osobista odpowiedzialność redaktora naczelnego – wskazał sędzia Dariusz Dończyk.

Dodajmy, że osobistą odpowiedzialność redaktor naczelny może natomiast ponosić w sprawie o ochronę dóbr osobistych, np. za dopuszczenie do publikacji tekstu naruszającego prawo, ale choć w tych sprawach chodzi często także o skorygowanie informacji, to toczą się one w zwykłym trybie, innym niż o sprostowanie.

Sygnatura akt: I CSK 168/18

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA