Prawo karne

Korupcja spada, łapownictwo źle widziane

123RF
Spada liczba tych przestępstw. Zmienia się też postrzeganie społeczne łapownictwa.

Działalność przestępcza w korporacjach a skuteczne prawo karne to temat debaty w redakcji „Rzeczpospolitej" z udziałem naukowców z UJ: Mikołaja Iwańskiego i Marka Bielskiego, doktorów z Katedry Prawa Karnego. Dyskusję prowadził Tomasz Pietryga, zastępca naczelnego „Rz".

Doktor nauk prawnych Iwański twierdzi, że trudno ocenić faktyczny rozmiar korupcji, bo nie wiadomo, jakimi danymi się posługiwać – policyjnymi, prokuratorskimi czy sądowymi. Są też raporty Banku Światowego o rozmiarach korupcji, ale ich metodologię krytykują kryminolodzy. Jedno jest pewne: niższy jest poziom korupcji niż sprzed 10–15 lat. Wynika to z każdych badań. Spada liczba przestępstw, zmienia się społeczna percepcja korupcji.

– W walce z tym zjawiskiem jesteśmy wyżej niż Rumunia czy Bułgaria. Zbliżamy się do krajów Europy Zachodniej. Jesteśmy np. mniej skorumpowani niż Grecja. W skali OECD to poziom średni.

Czytaj też: Walka z korupcją - z lepkich rąk nie da się wyleczyć

Doktor Bielski był ostrożniejszy.

– Nie jesteśmy w stanie ocenić precyzyjnie, jak to zjawisko wygląda. Istnieje bowiem zmowa milczenia, które ciężko przerwać.

Czy brakuje przepisów, które pozwoliłyby skuteczniej walczyć z korupcją? Zdaniem dr Bielskiego są regulacje, które pozwalają ją ścigać, podobnie jest w sferze gospodarczej. Mamy też specjalne przepisy o korupcji w sporcie. W praktyce się sprawdzają, gdy dający jest zainteresowany, by proceder ujawnić. Istnieje przecież tzw. klauzula niekaralności.

– Jeżeli jest tak dobrze, to gdzie leży problem – dopytywał red. Pietryga. Doktor Iwański tłumaczył, że patrzymy na zjawisko oczami karnistów. I w tej sferze wiele zrobiono. Ale przyznał, że istnieje wiele mechanizmów poza prawem karnym, które wręcz powinny działać prewencyjnie – lecz źle funkcjonują. Pojawiło się kilka projektów prawa antykorupcyjnego czy o jawności życia publicznego, ale utknęły w szufladzie.

W Polsce nie funkcjonuje np. ochrona sygnalistów, którzy alarmują o nieprawidłowościach w swojej instytucji. Czy potrzeba ich w firmach? Obaj karniści nie mają wątpliwości, że tak. Są osoby, którym niewygodnie funkcjonować w otoczeniu tych, którzy patrzą im na ręce. Tym ostatnim należy się ochrona. Nie wiadomo jednak, jak ją skonstruować. Dlatego w projekcie ustawy o jawności życia publicznego zapisano mocne gwarancje. Odbiegały one jednak od standardów zachodnich. Według tych ostatnich sygnalista informuje o nieprawidłowościach przełożonych aż do najwyższego stopnia. W polskich regulacjach przesądzono, że idzie z nimi od razu do prokuratury i dlatego uznawany jest bardziej za donosiciela – a to się w Polsce źle kojarzy. W projekcie mówiło się wręcz o przyznawanej mu nawiązce, czyli nagrodzie dla sygnalisty. To chyba zbyt daleko idąca ochrona.

Debatę współfinansowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest minister sprawiedliwości.

Debata odbywała się w ramach projektu "Skuteczne prawo. Bezpieczne Państwo".

Zobacz relację z debaty

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL