Sejm zmienił procedurę karną. Nie uwzględnił głosu Senatu, który chciał odrzucenia wszelkich poprawek w tarczy 4.0 niezwiązanych z zarazą. Zdalne posiedzenie aresztowe wejdzie w życie.

Chodzi o uzupełnienie art. 248 i 250 kodeksu postępowania karnego, regulujących stosowanie tymczasowego aresztowania. Na mocy nowyzmian udział oskarżonego w posiedzeniu dotyczącym zastosowania aresztu może być zdalny (bezpośredni przekaz obrazu i dźwięku na odległość). Podejrzany (oskarżony) weźmie udział w posiedzeniu online w obecności referendarza, asystenta sędziego czy funkcjonariusza Służby Więziennej.

Obrońca może mu towarzyszyć lub być w sądzie. Nie jest to do końca tylko jego wybór – dokona go sąd.

Powód?

Konieczność uchylenia ryzyka nierozstrzygnięcia wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania przed upływem dopuszczalnego czasu zatrzymania.

Jeśli obrońca bierze udział w posiedzeniu, przebywając w innym miejscu niż klient, sąd na ich wniosek może zarządzić przerwę na czas oznaczony i zezwolić na ich telefoniczny kontakt. Ale nie zawsze. Będzie to niemożliwe, kiedy sąd uzna, że uwzględnienie wniosku może zakłócić prawidłowy przebieg posiedzenia lub stworzy ryzyko nierozstrzygnięcia wniosku przed upływem dopuszczalnego czasu zatrzymania oskarżonego.

Zatrzymanego należy zwolnić, jeżeli w ciągu 24 godzin od przekazania go do dyspozycji sądu nie doręczono mu postanowienia o zastosowaniu tymczasowego aresztowania albo nie ogłoszono mu tego na posiedzeniu przeprowadzonym online.

Adwokaci bardzo krytycznie oceniają te zmiany. – To farsa z prawa do obrony – podnoszą.

Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości uspokaja:

– To obrońca zdecyduje, czy chce być z klientem, czy brać udział w sprawie zdalnie, z sądu. Sąd nie może go zmusić do przyjazdu do sądu, ale kiedy już raz wybierze sąd, rozmyślić mu się nie wolno. Bo to zagrażałoby dochowaniu terminu na zastosowanie aresztu – twierdzi wiceminister.

Etap legislacyjny: czeka na podpis prezydenta