fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Furmani z Morskiego Oka skazani za znęcanie się nad końmi

Fotorzepa, Michał Walczak
Dwaj furmani, którzy w 2016 roku prowadzili przewóz osób wozami konnymi na trasie do Morskiego Oka, są winni znęcania się nad końmi - uznał Sąd Rejonowy w Zakopanem. Mają zapłacić grzywny i nawiązki na rzecz Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami.

O wyroku Sądu Rejonowego w Zakopanem poinformowała Fundacja Viva!, która wraz z Tatrzańskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami była w tej sprawie oskarżycielem posiłkowym.

– Naszym zdaniem kara jest niewspółmierna do stwierdzonej przez Sąd winy. Rozważamy, czy nie wnieść apelacji w zakresie zasądzonej przez Sąd kary – mówi Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji Viva!

Pierwszy z mężczyzn został uznany winnym znęcania się nad chorym koniem poprzez zmuszanie go do pracy. Koń Maks pracował na trasie od 2013 roku. Zimą 2016 roku miał 7 lat. 27 stycznia jedna z turystek zgłosiła do Tatrzańskiego Parku Narodowego, że na trasie do Morskiego Oka pracuje koń z pękniętym kopytem. Furman Jan W. kazał mu pracować, choć uraz ten powodował ogromny ból i cierpienie zwierzęcia. Później tłumaczył, że nie wiedział, że taki uraz jest dla konia bolesny.

– Sąd podzielił nasze stanowisko, że furman wiedział lub powinien wiedzieć, że koń ma pęknięte kopyto – mówi Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! – Dla nas od początku było to jasne, że osoby, które od lat wmawiają opinii publicznej, że są specjalistami od koni i znają się na nich jak nikt inny, powinny bez trudu oceniać stan koni. Tymczasem ten furman po prostu zaniechał pomocy zwierzęciu, a wręcz zaprzęgł go do wozu i kazał mu pracować – dodaje.

Tatrzański Park Narodowy jeszcze tego samego dnia potwierdził uraz u konia i nakazał wycofać go z pracy oraz rozpocząć leczenie. Dwa dni później w stajni pojawili się funkcjonariusze Straży Parku TPN i lekarz weterynarii. – Od początku wiadome było, że koń nie był leczony – mówi mecenas Katarzyna Topczewska, pełnomocnik Fundacji Viva! – Rana nie była opatrzona, zwierzę cierpiało. Tu nie można było mówić o niewiedzy i niecelowym zaniechaniu – dodaje.

Tatrzański Park Narodowy zawiesił licencję Janowi W. na wykonywanie transportu na 6 miesięcy i odsunął konia od pracy na pół roku, ale nie powiadomił organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami. Furman sprzedał Maksa w maju lub czerwcu 2016 roku. Koń nigdy nie wrócił na trasę do Morskiego Oka. Jego dalsze losy pozostają nieznane.

Drugi ze skazanych to Wojciech Ch. 5 lutego 2016 roku zaprzągł on do sań konie Shanna i Okaza. Shann miał 9 lat i na trasie pracował od mniej więcej roku. Po południu Shann przewrócił się na trasie i nie był w stanie samodzielnie wstać. Został zabrany z trasy autem do przewozu koni, a sanie na dół zwiózł sam Okaz.

– Sąd uznał za wiarygodne zeznania świadków, że furman nie wymienił koni podczas kolejnych kursów, nie zapewnił im wymaganych przerw w pracy, a dodatkowo zwierzęta biegły kłusem na odcinku, na którym jest zakaz pracy koni w takim chodzie – mówi Anna Plaszczyk – Kiedy koń się przewrócił wjechał na teren parku autem i zabrał nim konia – tłumaczy.

Wojciech Ch. w dzienniku pracy koni w tym dniu wpisał tylko dwa kursy dół- góra-dół i dla każdego kursu wpisał inną parę koni. Tymczasem z zapisu monitoringu wynikało, że trasę pokonał w tym dniu 3 razy – za każdym razem tą samą parą koni. – Warto tu podkreślić, że już 1-krotny przejazd tą trasą może stanowić dla koni wysiłek ponad ich siły – tłumaczy Beata Czerska, prezeska Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami – Tymczasem te zwierzęta pokonały tę trasę bez żadnego odpoczynku trzy razy tego samego dnia. Od lat alarmujemy, że regulamin stworzony przez Tatrzański Park Narodowy oparty jest na błędnych wyliczeniach hipologa, co prowadzi do przeciążania zwierząt – tłumaczy.

Wojciech Ch. tylko 5 lutego 2016 roku nie wymienił koni po kursie i nie zapewnił im 2 godzin odpoczynku, powoził zaprzęgiem ciągniętym przez konie biegnące kłusem na odcinku objętym zakazem kłusowania, nie zapewnił koniom 20-minutowego odpoczynku na górnym postoju na Włosienicy, nie zgłosił TPN faktu upadku konia Shann na trasie, a wręcz usiłował ten fakt zataić, wjechał na teren TPN samochodem do tego nieuprawnionym i zwiózł nim konia na dolny parking. Tatrzański Park Narodowy chciał zawiesić licencję Wojciecha Ch. do czasu wyjaśnienia sytuacji. Jednak zanim do tego doszło mężczyzna zrezygnował z dalszego wykonywania przewozów turystów na trasie do Morskiego Oka. Nie wiadomo, co stało się z Shannem i Okazem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA