fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Za niezgłoszenie wymiany drogomierza wkrótce ma grozić więzienie

AdobeStock
Kupując używane auto, warto się zabezpieczyć. Niezgłoszenie wymiany drogomierza oznacza kłopoty.

Od stycznia 2020 r. każdy, kto wymienił drogomierz w aucie, powinien to zgłosić w stacji kontroli pojazdów oraz podać, kiedy to nastąpiło. Jeśli nie złoży oświadczenia, a do wymiany doszło, narazi się na odpowiedzialność karną. W grę wchodzą trzy lata więzienia.

Minister sprawiedliwości opublikował właśnie wzór takiego oświadczenia z zastrzeżeniem, że jest ono składane pod rygorem odpowiedzialności karnej. Szybko zareagowali kierowcy.

Miliony samochodów są sprowadzane z zagranicy, głównie z Niemiec. Skąd polski właściciel, który kupi takie auto z wymienionym urządzeniem, ma o tym wiedzieć? Jeśli nie wie, grozi mu kara – alarmują stowarzyszenia kierowców.

Sprawdziliśmy, czy tak rzeczywiście jest.

Czytaj też:

Jest ryzyko

Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego przyznaje, że ryzyko kłopotów istnieje.

– W sprowadzanych autach, których stan i model wskazują na starszy wiek, taka wymiana jest do wykrycia – uspokaja. Jego zdaniem dużo gorzej jest ze sprowadzanymi samochodami nowszymi. Jeśli właściciel nie złoży oświadczenia, a w trakcie badania wyjdzie na jaw, że urządzenie zostało wymienione, potrzebny będzie biegły. Ten będzie musiał ustalić, kiedy do wymiany doszło i czy polski właściciel o niej wiedział czy nie. Koszt takiego badania to ok. 500 zł. Sprawa taka może trafić też do sądu.

Zdaniem Drzewieckiego do takich sytuacji nie dochodziłoby, gdyby wprowadzono obowiązek wymiany informacji o przebiegu auta pomiędzy polskim CEPiK i jego niemieckim (lub innym zagranicznym) odpowiednikiem.

Marcin Barankiewicz z Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów twierdzi, że w zwykłej stacji kontroli pojazdów nie ma szansy na ujawnienie, że doszło do wymiany urządzenia.

Co innego w autoryzowanych salonach, które dysponują wysokiej klasy urządzeniami diagnostycznymi.

Lepiej się zabezpieczyć

Barankiewicz twierdzi, że ustawodawca, wprowadzając kary, był raczej nastawiony na ściganie ingerencji w stan licznika, a nie jego wymianę. Jego zdaniem uczciwy właściciel, który kupi samochód z wymienionym drogomierzem, powinien dmuchać na zimne i dysponować (na wszelki wypadek) wszelkimi dokumentami, np. fakturą sprzedaży z datą, kiedy do niej doszło.

Tomasz Darkowski, adwokat, mówi, że uczciwy właściciel nie ma się czego bać.

– Odpowiedzialności karnej podlega tylko osoba, której można zarzucić winę – przypomina. Tak więc, jeśli ktoś nie wiedział o wymianie, to kary nie poniesie. Ale jeśli będzie chciał kombinować, to prawda wyjdzie na jaw i kary nie uniknie.

To niejedyna kara, która czeka nieuczciwego właściciela.

Zgodnie z nowelą właścicielowi samochodu, który nie zgłosi w stacji kontroli pojazdów wymiany licznika na nowy, ma grozić grzywna do 3 tys. zł.

Diagnosta ma też prawo zatrzymania dowodu rejestracyjnego, gdy licznik nie odmierza przebiegu pojazdu w jednostkach miary właściwych dla tego rodzaju pojazdu, odczyt wskazania tego licznika wraz z jednostką miary nie jest możliwy lub właściciel pojazdu nie złożył pisemnego oświadczenia o dacie wymiany licznika.

Oprócz stanu licznika w kontrolowanym pojeździe stacje kontroli przekazują do CEPiK informacje o wymianie licznika i jego przebiegu w chwili odczytu przez uprawnionego diagnostę.

Bez żartów

Podczas kontroli drogowej funkcjonariusze policji, Straży Granicznej, Inspekcji Transportu Drogowego, Żandarmerii Wojskowej i Służby Celnej będą mieli (od 1 stycznia 2020 r.) obowiązek zanotowania aktualnego stanu licznika sprawdzanego samochodu.

A jak sobie z tym radzą w Europie?

W Niemczech przekręcenie licznika zagrożone jest karą do pięciu lat pozbawienia wolności. W Austrii rok więzienia grozi właścicielowi fałszującemu dane techniczne pojazdu. Z kolei czeskie prawo za zmianę wskazań licznika przebiegu przewiduje rok więzienia i przepadek pojazdu.

Tak więc większość państw stworzyła już swoje systemy walki z tymi oszustwami. Działają jednak tylko przy założeniu, że pojazd ciągle znajduje się w państwie pierwszej rejestracji. Standardowa praktyka to sprzedaż za granicę.

Zgodnie z szacunkami Związku Dealerów Samochodowych nawet 80 proc. samochodów importowanych do Polski ma zaniżony przebieg. Jako że łączny roczny import używanych aut do Polski wyniósł w ubiegłym roku około miliona pojazdów, w skali roku oznacza to ogromny napływ aut z cofniętymi licznikami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA