fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Wymuszający pierwszeństwo zawsze winny? - wyrok SN

AdobeStock
Kierowca, wymuszając pierwszeństwo, stracił zdrowie i dwie trzecie odszkodowania, choć ciężarówka jechała za szybko.

Gdyby poszkodowany nie wymusił pierwszeństwa, nie doszłoby do wypadku – orzekły sądy, włącznie z Sądem Najwyższym. To nieubłagane zasady wymierzania odszkodowania i zadośćuczynienia nie tyko przy zderzeniach aut.

Czytaj także:

Przy zderzeniach dwóch pojazdów są bardziej dotkliwe dla poszkodowanego, gdyż stosuje się tu regułę, że w razie zderzenia się pojazdów mechanicznych odpowiedzialność ich posiadaczy, a w konsekwencji i ubezpieczycieli, podlega badaniu zgodnie z kryterium winy. Przyczynienie się do wyrządzenia szkody występuje wtedy, gdy uzasadniony jest wniosek, że bez udziału poszkodowanego szkoda by nie powstała lub byłaby mniejsza.

Kto ile zawinił

Marcin D. pozwał zakład ubezpieczeń, domagając się zadośćuczynienia za skutki wypadku drogowego. Kierując VW Golfem, wjechał z drogi podporządkowanej na uprzywilejowaną przed nadjeżdżającą z lewej strony ciężarówką, wymuszając pierwszeństwo. Ciężarówka na jezdni z ograniczeniem szybkości do 50 km/h jechała dziewięćdziesiątką. Biegły wyliczył, że gdyby poruszała się 50 km/h, jej kierowca mógłby wyhamować i uniknąć wypadku. Nie zachował też szczególnej ostrożności podczas zbliżania się do skrzyżowania.

Marcin D. trafił do szpitala z ciężkim urazem mózgu, przez dwa miesiące przebywał na oddziale intensywnej terapii, jest całkowicie niesamodzielny nawet w zakresie podstawowych funkcji życiowych, został całkowicie ubezwłasnowolniony, a jego opiekunem prawnym została matka. W tzw. postępowaniu likwidacyjnym zakład ubezpieczeń wypłacił mu 175 tys. zł zadośćuczynienia, ale on domagał się 700 tys. zł.

Przyczynienie się

Sąd okręgowy uznał, że uwzględniając obrażenia, terapię i aktualny poziomu życia poszkodowanego, właściwą rekompensatą będzie 650 tys. zł, ale uwzględnił przyczynienie się powoda do szkody – aż w 85 proc., Marcin D. winien otrzymać jedynie 97,5 tys. zł, ale w toku likwidacji szkody uzyskał więcej, więc jego roszczenie zostało zaspokojone w pełni.

Sąd Apelacyjny w Warszawie częściowo tylko uwzględnił odwołanie poszkodowanego, uznając, że jego wina w doprowadzeniu do wypadku uzasadniała przyczynienie się w 70 proc., zwiększając mu należną kwotę do 195 tys. zł. W konsekwencji sąd apelacyjny zasądził mu (obok 175 tys. zł dobrowolnie przyznanych) 20 tys. zł.

Ile redukcji

Poszkodowany nie dał za wygraną i odwołał się do Sądu Najwyższego, twierdząc, że wina w tym wypadku, a więc i przyczynienie winno być podzielone po połowie.

Sąd Najwyższy nie podzielił tego stanowiska.

– Wprawdzie kierowca samochodu ciężarowego poruszał się z nadmierną prędkością, co uniemożliwiło mu wyhamowanie pojazdu, to jednak gdyby nie wymuszenie przez powoda pierwszeństwa, nie doszłoby do wypadku. Przyjęcie przyczynienia się powoda w 70 proc. jest zatem w pełni adekwatne – wskazał w uzasadnieniu wyroku sędzia SN Jacek Grela.

SN jednocześnie podkreślił, że ocena zaproponowana przez sąd pierwszej instancji, przyczynienie się poszkodowanego w 85 proc. nie oddawało należycie wagi naruszenia zasad ruchu drogowego przez drugiego uczestnika wypadku tj. kierowcy ciężarówki.

Wyrok SN jest ostateczny.

Sygnatura akt: I CSK 32/18

OPINIA

Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Finansowego

Zakłady ubezpieczeń w tzw. postępowaniu likwidacyjnym przyjmują zbyt wysokie pułapy przyczynienia się do szkody, redukują wypłaty na rzecz poszkodowanych, co dla ubezpieczyciela jest korzystne. I nie chodzi wyłącznie o zadośćuczynienia, ale także wszystkie inne świadczenia związane ze szkodą osobową, np. stosowne odszkodowanie za znaczące pogorszenie się sytuacji życiowej, zwrot: kosztów pogrzebu, utraconych dochodów, kosztów leczenia i rehabilitacji oraz przygotowania do wykonywania nowego zawodu. Także obniżenie renty na zwiększone potrzeby. Sądy weryfikują prawidłowość zastosowanego stopnia przyczynienia się i stosunkowo często obniżają poziom przyjęty przez ubezpieczycieli, zasądzając dopłaty świadczeń. Szczególnie przy poważniejszych szkodach dopłaty są niebagatelne. Sięgają dziesiątek czy setek tysięcy złotych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA