fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Jak pomóc bezrobotnym

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Zasiłek jest za niski, trzeba go podnieść. Jednak proponowana przez prezydenta podwyżka i specjalny dodatek mogą zachęcać do zwolnień – ostrzegają eksperci.

Prezydent Andrzej Duda w ramach swojej kampanii wyborczej obiecuje dodatek solidarnościowy w wysokości 1200 zł przez trzy miesiące dla osób, które straciły pracę przez pandemię. Zapowiada też podwyżkę zasiłku dla bezrobotnych do 1300 zł.

Nie starcza na przeżycie

Nie wiadomo, czy propozycje prezydenta zostaną szybko zrealizowane przez rząd. Ale to całkiem możliwe, bo doskonale wpisują się w trwającą dyskusję o konieczności podniesienie zasiłku dla bezrobotnych. – Obecny jego poziom nie spełnia nawet funkcji socjalnej, nie starcza na zaspokojenie podstawowych potrzeb – przyznaje Sonia Buchholtz, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Jednocześnie jednak, jak zauważyła wicepremier, minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, nie może być zbyt wysoki, bo doprowadziłoby to do sztucznego wypychania pracowników na bezrobocie.

Obecnie podstawowy zasiłek (dla osób o stażu pracy od 5 do 20 lat) to ok. 742 zł brutto, czyli 593 zł netto (przyznawany jest co do zasady na 6 miesięcy, a po trzech miesiącach jest obniżony o ok. 20 proc.).

2500 zł na miesiąc?

Prezydent nie przedstawił szczegółów swoich propozycji, np. czy z nowego dodatku będą mogli skorzystać wszyscy, którzy stracą pracę, czy też tylko te osoby, które nie uzyskają prawa do zasiłku. Jeśli obie formy pomocy można byłoby łączyć, to pomoc dla jednej osoby mogłaby wynosić 2500 zł (przez trzy miesiące).

– 1300 zł zasiłku lub 1200 zł dodatku wydaje się rozsądną propozycją – komentuje Łukasz Bernatowicz, wiceprezes BCC. – Jednak 2500 zł to już zbyt duża kwota. To niewiele mniej niż minimalne wynagrodzenie, które wynosi 2600 zł i natychmiast wiele osób zaczęłoby rozważać, czy opłaca im się pracować – zauważa.

– Podniesienie zasiłku do połowy minimalnego wynagrodzenia wydaje się wyważoną propozycją – przyznaje też Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Jeśli jednak łączne świadczenia z tytułu utraty pracy miałyby wynosić 2500 zł nawet tylko przez trzy miesiące, to niesie to ryzyko wypychania ludzi na bezrobocie – ocenia. Zwłaszcza w przypadku słabiej płatnych zajęć – firma, która musi płacić pracownikowi płacę minimalna, chętnie „przesunie" ten obowiązek na państwo.

– Proponowana skala wzrostu zasiłku jest bardzo duża i wymaga dokładnej analizy, której nikt na razie nie przedstawił – zaznacza Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP. – Zasiłek jest bardzo ważnym parametrem dla rynku pracy i pochopne zmienianie jego wielkości na trwałe, poza czas wyjątkowy, psuje system – podkreśla Dudek.

Ochrona miejsc pracy

– Jeśli miałoby dojść do zmian systemowych, to może wprowadzić poważniejsze zmiany niż tylko wysokość zasiłku – zastanawia się Sonia Buchholtz. Można sięgnąć po rozwiązania z Europy, gdzie – mówiąc w skrócie – świadczenie dla bezrobotnego to pewien procent, zwykle malejący w czasie, ostatniego wynagrodzenia. Dzięki temu osoba, która traci pracę, nie jest nagle pozbawiona środków do życia, ale ma też motywację, by szybko wrócić do pracy.

– Można pomyśleć o większym zabezpieczeniu tych, którzy stracili pracę, ale sądzę, że w dalszym ciągu główny wysiłek powinien być ukierunkowany na to, by nie dopuścić do gwałtownego wzrostu bezrobocia – zauważa z kolei Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Przypomina, że dotychczasowe antykryzysowe działania rządu skupiały się na utrzymaniu miejsc pracy, a nowe rozwiązania muszą dobrze współgrać z tymi już obowiązującymi.

Inną kwestią są koszty propozycji prezydenta. Z szacunków „Rz" wynika, że przy założeniu, że pracę w efekcie pandemii straci 1 mln osób, to sam podwyższony zasiłek wyniesie 3,9 mld zł przez trzy miesiące, a jeśli ta sama grupa skorzystałaby z dodatku solidarnościowego, to daje to kolejne 3,6 mld zł. Jeśli podwyższony zasiłek dla bezrobotnych miałby być wypłacalny dla miliona osób przez rok, to daje to 15,6 mld zł. – Musimy mieć na uwadze, że wedle szacunków rządu deficyt finansów państwa wzrośnie w tym roku do ponad 190 mld zł, tj. 8,4 proc. PKB. Kolejne instrumenty obciążą jeszcze bardziej finanse publiczne, a ryzyko, że dług przekroczy próg ostrożnościowy jest ogromne – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA