fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca, emerytury, renty

Przesunięcie likwidacji OFE czy zniesienie limitu zarobków - co zrobi rząd

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Przesunięcie likwidacji OFE czy zniesienie limitu zarobków, powyżej którego nie płaci się składek do ZUS? A może oba te pomysły rządu zasilą publiczną kasę?

– Sytuacja jest dynamiczna – mówi nam nasz informator. – Jak na razie przepisy przewidujące likwidację OFE są w porządku środowego posiedzenia Rady Ministrów, ale nawet w czasie posiedzenia rząd może zdecydować o przełożeniu decyzji w tej sprawie.

Nowe pomysły

Tym bardziej że ciągle pojawiają się nowe pomysły. Przesunięcie likwidacji OFE o pół roku ma dać około 6 mld zł wpływów do ZUS z suwaka bezpieczeństwa. Z drugiej strony około 2,5 mln osób ciągle wpłaca do OFE ok. 3 mld zł rocznie. Przedłużenie funkcjonowania OFE o pół roku spowoduje, że ZUS będzie musiał przekazać do nich około 1,5 mld zł ze składek emerytalnych potrącanych co miesiąc od ich wynagrodzeń. Być może rząd zawiesi także przekazywanie tych składek, na czym finanse publiczne zyskają kolejne miliardy.

Równocześnie z naszych ustaleń wynika, że wbrew zapewnieniom poszczególnych członków rządu trwają w najlepsze prace nad projektem znoszącym limit trzydziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia, powyżej którego osoby z najwyższymi zarobkami w Polsce nie płacą składek do ZUS. W tym roku ten limit wynosi 142 950 zł (11 912,50 zł miesięcznie), a z wyliczeń ZUS wynika, że w pierwszej połowie roku został przekroczony przez 64,2 tys. osób. Do końca roku takich pracowników będzie już 370 tys. Gdyby limit został zniesiony, już w tym roku pracownicy i ich pracodawcy wpłaciliby do ZUS o 9 mld zł więcej. Podwyższenie składek spowodowałoby obniżenie wpływów z podatków, więc ostateczne saldo finansów publicznych wzrosłoby o ok. 5,5 mld zł. Te pieniądze są potrzebne w przyszłorocznym budżecie na 500+, 300+ czy trzynastą emeryturę. Koszt wypłaty tych świadczeń przekroczy w 2020 r. 50 mld zł.

Czytaj także:

Kolejny skok na OFE

Ukryte problemy

Za każdą z propozycji zapewniających dodatkowe wpływy do publicznej kasy idą określone konsekwencje dla finansów państwa, a także społeczeństwa i biznesu.

Z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita" wynika bowiem, że przy okazji likwidacji OFE rząd wyprowadzi około 140 mld zł wpłaconych przed laty jako składki emerytalne i przekaże je do działających na wolnym rynku IKE. To, co korzystne dla instytucji finansowych, może być problemem, gdy obecni członkowie OFE zaczną przechodzić na emeryturę. Jeśli wypracowali co najmniej 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn, mają prawo do emerytury minimalnej. W tym roku wynosi ona 1030 zł brutto, a w przyszłym ta kwota wzrośnie do 1200 zł. Jeśli jednak na koncie w ZUS takiej osoby nie wystarczy pieniędzy na sfinansowanie takiej emerytury, państwo będzie musiało dołożyć pieniędzy z publicznej kasy. Jak alarmuje ZUS, liczba osób z prawem do gwarantowanego świadczenia, ale bez wystarczającej kwoty składek na koncie do sfinansowania jego wypłaty będzie rosnąć. Wzrośnie też obciążenie finansów publicznych z tego tytułu.

Te obciążenia może w przyszłości pogłębić drugi z pomysłów rozważanych przez rząd. Zniesienie limitu wynagrodzenia, powyżej którego nie są potrącane dziś składki, krótkoterminowo da wzrost wpływów do publicznej kasy. W przyszłości te wyższe składki dadzą jednak najbogatszym prawo do ogromnych świadczeń z ZUS liczonych w dziesiątkach tysięcy złotych. To dlatego związki zawodowe, z NSZZ „Solidarność" na czele protestują przeciwko tym rozwiązaniom, które będą prowadziły do powstawania kominów emerytalnych i pogłębiania różnic między przyszłymi emerytami.

Zasadniczy problem polega więc obecnie na tym, że za szczodre obietnice polityków, finansowane z rosnących obciążeń i przesunięć w finansach publicznych zapłaci następne pokolenie Polaków. W postaci jeszcze wyższych składek do ZUS, albo podwyższonych podatków. Innym możliwym rozwiązaniem są także pojawiające się w debacie publicznej emerytury obywatelskie. Wtedy, bez względu na to, kto ile wpłacił składek, dostanie podstawowe, czyli niskie świadczenie, a resztę pieniędzy na kolorową jesień życia będzie musiał uzbierać sobie sam.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA