fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Obama krzyżuje plany Trumpa

AFP
Zakaz odwiertów na morzach Arktyki po wsze czasy jest nie tylko motywowany ekologią. Przede wszystkim chodzi o sprzeciw wobec planów przyszłej administracji.

Bezterminowy zakaz udzielania nowych koncesji na odwierty w Arktyce jest najnowszym wyzwaniem dla prezydenta elekta i wyrazem dystansu wobec nowej administracji.

Zakaz wydany na podstawie ustawy z 1953 roku obejmuje ogromne regiony  Morza Czukockiego oraz Morza Beauforta. Jest to obszar wielkości terytorium Hiszpanii. Równocześnie ochroną zostało objętych 31 podwodnych kanionów pełniących szczególnie ważną rolę w całym ekosystemie.

Zdaniem amerykańskich mediów decyzja została podjęta pod naciskiem ekologów. Jest też  kontynuacją polityki Obamy w dziedzinie ochrony środowiska, której sztandarowym wyznacznikiem jest podpisanie paryskiego porozumienia klimatycznego przed rokiem.

Decyzja w sprawie Arktyki uniemożliwia w zasadzie administracji Donalda Trumpa cofnięcie zakazu. Jest odpowiedzią na plany prezydenta elekta w sprawach polityki energetycznej i większego uniezależnienia USA od importu nośników energii.

Donald Trump już w czasie kampanii wyborczej podkreślał  konieczność rewizji polityki klimatycznej administracji Obamy. Po wyborach oznajmił, że zlikwiduje ograniczenia w sektorze energetycznym i zezwoli na wznowienie odwiertów w Arktyce, faktycznie zamrożonych skomplikowanymi procedurami zezwoleń i ekspertyz.

Wszystko w trosce o bezpieczeństwo ekologiczne po katastrofie w Zatoce Meksykańskiej w 2010 roku. Przedstawiciele obecnej administracji tłumaczyli od dawna, że nie jest możliwe zapewnienia całkowitego bezpieczeństwa odwiertów w trudnych warunkach morskich panujących na morzach Arktyki. Wysokie jest w związku z tym prawdopodobieństwo katastrofy ekologicznej. Specjaliści oceniają je na 75 proc. Skutki takiej katastrofy byłby porównywalne z następstwami eksplozji platformy wiertniczej Deepwater Horizon w Zatoce Meksykańskiej. Niekontrolowany wyciek ropy udało się zahamować dopiero po 87 dniach.

Istotny jest także polityczny wymiar decyzji Obamy. Decyzją Trumpa przyszłym szefem dyplomacji będzie Rex Tillerson, szef ExxonMobil, dobry znajomy Władimira Putina. Nominacja ta jest rezultatem zapowiedzianej rewizji polityki USA wobec Moskwy. Działając na podstawie porozumienia z Rosją, koncern Tillersona dokonał ponad dwa lata temu identyfikacji pola naftowego w Arktyce, którego zasoby ocenia się na 750 mln baryłek.

Po wprowadzeniu sankcji wobec Rosji w następstwie aneksji Krymu prace na tym obszarze zostały wstrzymane. Podobnie jak inne projekty ExxonMobil prowadzone wspólnie z rosyjskimi partnerami, opiewające na setki milionów dolarów.

Jak się ocenia, w Arktyce znajduje się ok. 90 mld baryłek ropy naftowej i ok. 30 proc. niewykorzystanych do tej pory światowych zasobów gazu ziemnego. Wiele złóż znajduje się na głębokości do 100 metrów.

Ze względu na niski poziom cen ropy w ostatnim okresie inwestycje w Arktyce nie były opłacalne. Zaledwie 0,1 proc. wydobywanej w USA ropy na szelfach kontynentalnych pochodzi z rejonów arktycznych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA