fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zimna wojna marszałków Sejmu i Senatu

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Marek Kuchciński chciał zakazać senatorom wchodzenia na salę obrad w Sejmie. Stanisław Karczewski uznał to za potwarz.

Osoby wchodzące obecnie do Sejmu na podstawie jednorazowych kart wstępu mogą samodzielnie poruszać się po kompleksie. Marszałek Marek Kuchciński chce, by eskortowali ich posłowie lub senatorowie. Taką propozycję złożył w ramach projektu reformy zasad poruszania się po parlamencie. Ale jak ustaliliśmy, szanse na jego wprowadzenie są minimalne. Powód? Ostry sprzeciw marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

O pomyśle marszałka Sejmu jako pierwsza napisała w październiku „Rzeczpospolita". Kuchciński chciał gruntownie zmodyfikować zarządzenie w sprawie wstępu do budynków zarządzanych przez Kancelarię Sejmu. Jednak do jego wydania potrzebna jest zgoda marszałka Senatu. A tam projekt Kuchcińskiego uznano za nieakceptowalny.

– Marszałek Senatu twierdzi, że zmiany mocno utrudnią życie na Wiejskiej – mówi nam nieoficjalnie jeden z senackich urzędników. Zauważa, że jedną z zasad proponowanych przez Kuchcińskiego był wyjątkowo długi, bo 48-godzinny termin na zgłaszanie list imiennych, na podstawie których wchodzą do Sejmu m.in. goście komisji. Obecnie nie ma żadnego terminu na ich złożenie, więc można zrobić to w ostatniej chwili.

Projekt przewidywał też, że poseł lub senator, którego goście naruszyli dobre obyczaje, będzie mógł dostać czasowy zakaz ich zapraszania. Jednak czarę goryczy miała przelać inna propozycja: zakazu wstępu senatorów na salę obrad Sejmu, chyba że muszą być na mównicy, by przedstawić projekt senacki. – Odebraliśmy to jak policzek – mówi senacki urzędnik.

Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz z PO tłumaczy „Rz", że od początku sprzeciwiał się nowym regulacjom. – Protestowałem podczas posiedzeń prezydium Senatu – mówi.

Z naszych informacji wynika, że nie był to przypadek, bo Stanisław Karczewski celowo projekt zmian w zarządzeniu szybko przekazał swojemu zastępcy z PO, by ten mógł ostro się mu sprzeciwiać i zainteresować nim media. A sprawa zmian w zarządzeniu „wstępowym" to tylko jeden z kolejnych punktów zapalnych w stosunkach między marszałkami Sejmu i Senatu.

Przykłady? Senaccy urzędnicy od lat narzekają, że koledzy z Sejmu nie wydzielili miejsca, gdzie operuje ich izba. W efekcie wszystkie większe remonty wymagają uzgodnienia z Sejmem. – Jest też duży kłopot z organizowaniem posiedzeń komisji senackich na terenie Sejmu, choć te sejmowe bez problemu zbierają się u nas – narzeka jeden z urzędników.

Przed rokiem pisaliśmy w „Rz" o innym punkcie sporu: marszałek Sejmu utrudnił poruszanie się po kompleksie przy Wiejskiej, w związku z czym kurierzy zaczęli mieć problem z dotarciem do biura podawczego Senatu. Wydział podawczy Sejmu mieści się na skraju kompleksu, gdzie poczta dociera bez problemu, a Kancelaria Sejmu nie chciała zgodzić się, by dosiadł się tam urzędnik z Senatu.

Bogdan Borusewicz dodaje, że podlegająca Kuchcińskiemu straż marszałkowska do niedawna przeglądała nie tylko bagażniki prywatnych samochodów wjeżdżających na Wiejską, ale też służbowych aut wicemarszałków Senatu. – Zrobiłem awanturę, uznając, że to poniżające. I przestali do bagażników zaglądać – relacjonuje.

Czy projekt zmian w zarządzeniu „wstępowym" był kolejną próbą pokazania przez Kuchcińskiego wyższości nad kolegą z Senatu? Centrum Informacyjne Sejmu twierdzi, że nie. „Przesłanką podjęcia prac nad nowelizacją wspomnianego zarządzenia jest wejście w życie istotnych aktów prawnych: ustawy o Straży Marszałkowskiej oraz Ogólnego Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO)" – przekonuje. Dodaje, że wciąż jest zainteresowane przeprowadzeniem zmian i „pozostaje w stałym kontakcie z senackim odpowiednikiem".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA