fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rewolucja żywieniowa. Sejm zmienia restauratora

Fotorzepa, Michał Walczak
PiS zdecydował się na zmianę restauratora przy ul. Wiejskiej, by poprawić obniżający się prestiż tamtejszych lokali.

– Zamierzamy wprowadzić smaczną kuchnię z rzeczywiście polskimi akcentami. Tym chcemy się różnić od poprzedników – mówi Emilia Melon-Olchowicz z firmy Party Serwis Catering-Melon. Od stycznia przejmie ona wszystkie punkty gastronomiczne w Sejmie.

Dotychczasowy restaurator firma Sodexo dostarcza wyżywienie do Parlamentu Europejskiego. Jednak w Sejmie wytrwała niecałe trzy lata. Powód? P.o. szefowej Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska mówiła na początku listopada posłom z Komisji Regulaminowej, że konkurs na restauratora przeprowadzono „w związku z licznymi uwagami co do jakości serwowanego jedzenia".

Firma Party Serwis, która wygrała postępowanie, była dotychczas znana z obsługi imprez partyjnych PiS. Były poseł SLD Piotr Gadzinowski podejrzewa, że miało to wpływ na jej wybór. – Politycy PiS przypominają dawnych władców, którzy w obawie przed otruciem stawiali na sprawdzonych kucharzy – sugeruje

Melon-Olchowicz twierdzi jednak, że nie ma mowy o politycznej protekcji. – Działamy na rynku od 25 lat i pracowaliśmy praktycznie dla wszystkich, również dla PO, PSL i Ruchu Palikota – wylicza.

Zarzut korzystania ze znajomości trudno jest formułować również dlatego, że w opinii restauratorów praca w Sejmie jest mało opłacalna.

Rytm sejmowej gastronomii wyznaczają posiedzenia, między którymi knajpy świecą pustkami. Wwożone składniki podlegają kontroli pirotechnicznej. Jednak głównym problemem jest to, że politycy najchętniej jedzą na zewnątrz.

Rosołek Oleksego

Kiedyś sejmowa gastronomia wyglądała inaczej. – Knajpa jest w końcu podstawą parlamentaryzmu, a alkohol jego olejem – mówi Gadzinowski, który jest autorem książki „W Hongkongu. Za kulisami polskiego parlamentu".

Wspomina w niej czasy, gdy restaurację w hotelu sejmowym prowadził legendarny Roman Maliszewski. „Był knajpiarzem jeszcze za pierwszej komuny. Nie byle jakim, bo prowadził bufet w gmachu KC PZPR. (...) Garmażerka była u niego jak za Gierka, a nawet lepsza. Było suto i tłusto " – pisze Gadzinowski.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą" dodaje, że niektórzy politycy mogli liczyć tam na specjalne traktowanie. – Panie kelnerki uwielbiały Józefa Oleksego. Robiły mu kluseczki kładzione na rosołek, których nie było w karcie. Gdy kiedyś spytałem, czy mogę ich spróbować, usłyszałem: będziesz pan marszałkiem, będziesz pan miał kluseczki – mówi.

Z kolei w budynku nieopodal sali obrad od 1996 r. operowała krakowska Hawełka. Szczególną rolę odgrywał znajdujący się w restauracji salonik tetmajerowski. Miał osobne wejście i spotykali się w nim partyjni liderzy.

W Sejmie często słyszy się, że życie towarzyskie zaczęło się psuć pod koniec rządów SLD. Powody to afera Rywina, coraz bardziej intensywna praca paparazzi i zmniejszająca się reprezentacja ludowców. – Starsi stażem posłowie powtarzają, że była to najbardziej radosna formacja – mówi Tomasz Głogowski z PO, wiceszef Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich.

Przełomową datą było wyrzucenie z parlamentu Maliszewskiego w 2006 roku przez ówczesnego marszałka Sejmu Ludwika Dorna. Powodem było to, że mimo prohibicji ogłoszonej na czas pielgrzymki Benedykta XVI w restauracji można było dostać alkohol.

Afera z kiełbaskami

W miejsce restauratora do Nowego Domu Poselskiego wkroczyła firma Impel, a posłowie zaczęli coraz częściej utyskiwać na jakość jedzenia.

W 2007 r. odbyło się posiedzenie Komisji Regulaminowej, które tygodnik „Wprost" opisał w artykule zatytułowanym „Ostatnia paróweczka Marka Suskiego". Powód? Ówczesny szef komisji Marek Suski z PiS publicznie narzekał na czas oczekiwania na kiełbaski z wody.

Firma Impel tłumaczyła się, że działalność w Sejmie generuje straty. W 2009 r. oddała lokal w hotelu sejmowym Hawełce. Ta ostatnia o problemach „z wypracowaniem minimalnej rentowności przedsięwzięcia" poinformowała na początku 2014 r. Całkowicie opuściła parlament, do którego wkroczyło Sodexo.

Smak dawnych lat

Poseł Głogowski opowiada, że tamta zmiana restauratora wywołała wśród posłów entuzjazm, jednak szybko się on skończył. – Na początku kadencji do prezydium naszej komisji wpłynęły narzekania na jakość potraw. Odbyło się spotkało z restauratorem, który lekko zmodyfikował ofertę – mówi.

Czy kolejna zmiana pozwoli na nowo zapełnić sejmowe lokale? Głogowski jest sceptyczny. – U posłów utrwalił się już nawyk, by wychodzić na obiad do stołówki w sąsiedniej Kancelarii Prezydenta – mówi.

Również Piotr Gadzinowski twierdzi, że nie ma już szans na odbudowanie „biesiadnej atmosfery". – Za daleko zabrnęliśmy w podziałach plemiennych. Kiedyś gdy polityk PO chciał zjeść, a nie było wolnych miejsc, przysiadał się do posła PiS. Dziś to nie do pomyślenia. Wygląda więc na to, że smak utraconych kluseczek już nie wróci. Znam go, bo w końcu Józek się nade mną ulitował i dał mi do spróbowania – dodaje były poseł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA