fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prezydent Macron omija Polskę

Na konferencji w Wersalu premier Francji Georges Clemenceau (trzeci z lewej) chciał silnej Polski, aby osłabić Niemcy. Poza nim kolejno z lewej premierzy Wielkiej Brytanii David Lloyd George i Włoch Vittorio Orlando oraz prezydent USA Woodrow Wilson.
NAC
Francja odegrała fundamentalną rolę we wskrzeszeniu naszego kraju po pierwszej wojnie światowej. Ale wbrew złożonej obietnicy jej prezydent nie przyjedzie do Warszawy w roku stulecia odzyskania niepodległości.

Emmanuel Macron nie miał daleko. 26 i 27 października odwiedził Bratysławę i Pragę, aby podkreślić znaczenie powstania Czechosłowacji po pierwszej wojnie światowej. Jednak jak dowiaduje się „Rz" ze źródeł rządowych w Warszawie i Paryżu, zapowiadana na ten rok przez francuskiego przywódcę wizyta w Warszawie nie dojdzie do skutku. Oba kraje zastanawiają się nad przyjazdem prezydenta w przyszłym roku, gdy przypada stulecie nawiązania stosunków dyplomatycznych. Ale to na razie mgliste plany, które nie muszą się urzeczywistnić. Nie da się też wykluczyć, że Macron zjawi się w Katowicach na początku grudnia na szczycie klimatycznym COP24. Ale nawet, gdyby do tego doszło, jest to bez związku z relacjami Polski z Francją.

Inna wizja Europy

A te są dalekie od oczekiwań. Głównym punktem spornym pozostaje odmienna wizja Unii. W kampanii w wyborach prezydenckich 2017 r. Macron mocno postawił na integrację europejską. To był sposób na pokonanie Marine Le Pen, która chciała wyprowadzić kraj ze strefy euro. Po tę samą strategię prezydent sięgnął i teraz, przed wyborami europejskimi w maju przyszłego roku, które może wygrać Zjednoczenie Narodowe (dawny Front Narodowy). W jego przemówieniach Polska i Węgry regularnie występują zaś w roli hamulcowych, o ile wręcz nie wrogów Unii.

– Polska i Węgry są współczesnymi symptomami kryzysu demokracji – mówił w Bratysławie. – Czy Polska i Węgry potrafią same się ochronić? Wytworzą własny wspólny rynek? A może lepszym partnerem jest Moskwa? – pytał prowokacyjnie.

Wcześniej wielokrotnie wskazywał na związek między przestrzeganiem zasad praworządności oraz wypełnieniem unijnej polityki migracyjnej a wypłatą unijnych funduszy strukturalnych. Na szczycie w Salzburgu pod koniec września ostrzegł z kolei, że kraje, które są przeciwne szerszemu mandatowi dla Frontexu, mogą zostać wyrzucone ze strefy Schengen. Chodziło o Wyszehrad, choć wiele innych państw, jak Hiszpania czy Grecja, zajmują podobne co Europa Środkowa stanowisko.

Te ataki są po części wynikiem frustracji Paryża. Zaraz po dojściu do władzy Macron zaproponował zasadnicze pogłębienie unii walutowej, łącznie z nadaniem jej odrębnego budżetu i instrumentów dłużnych. Ale z powodu oporu Niemiec, a także krajów nordyckich strefy euro, z tego planu na razie wyszło niewiele. Czasy, w których tandem francusko-niemiecki narzucał reszcie Wspólnoty swoje stanowisko, raczej minęły.

Poprzednik Macrona, François Hollande, mocno stawiał na sojusz z Polską. Chciał z nią budować europejską obronność, a w ramach Trójkąta Weimarskiego zapewnić Francji bardziej zrównoważone stosunki z potężnymi Niemcami. W naszym kraju był aż pięć razy, to było piąte najbardziej odwiedzane przez niego państwo świata. Jednak brutalny koniec tej współpracy nastąpił w październiku 2016 r., kiedy Polska w bardzo mało dyplomatyczny sposób zerwała rozmowy o zakupie helikopterów Caracal. Być może to doświadczenie mógłby zatrzeć kontrakt na zakup przez Polskę uzbrojonych w rakiety okrętów podwodnych (tylko Francja ma taką ofertę), ale plany MON pozostają tu mało precyzyjne. Innym pomysłem jest budowa przez Polskę, Niemcy i Francję wspólnego czołgu.

Paryż i Warszawę łączy więcej. Oba kraje podzielają wizję bliskiej współpracy wojskowej z Londynem po brexicie, chcą też utrzymania możliwie dużych funduszy na rolnictwo w budżecie Unii po 2020 r. Pod koniec października BNP Paribas przejął aktywa banku Raiffeisen w Polsce, przez co powstała jedna z największych instytucji finansowych w naszym kraju. Ale sukces francuskich inwestycji w Polsce nad Sekwaną jest często postrzegany jako wyraz „delokalizacji", a więc coś niekoniecznie pozytywnego. Paryż zachowuje też dwuznaczny stosunek do Nord Stream 2 (francuska Engie jest jedną z pięciu firm realizujących ten projekt) i nie podchodzi z entuzjazmem do idei budowy stałej bazy USA w Polsce. Rok temu tylko dzięki poparciu konserwatywnego rządu Hiszpanii udało się wykluczyć sektor transportowy z forsowanej przez Macrona reformy dyrektywy o pracownikach delegowanych. Ale dziś w Madrycie rządzą socjaliści, więc groźba dla polskich firm przewozowych nie zniknęła.

Strategia Clemenceau

Na obchody setnej rocznicy zakończenia pierwszej wojny światowej 11 listopada do Paryża przyjadą czołowi przywódcy świata, w tym Donald Trump i Władimir Putin. Polskę będzie reprezentował szef MSZ Jacek Czaputowicz. Ale tego dnia z Francji do Warszawy nie przyjedzie nikt.

Jest w tym coś smutnego, a zarazem paradoksalnego, jeśli zważyć, że kilka dni temu wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza złożyła kanclerz Merkel. Bo 100 lat temu Polska budowała niepodległość w starciu m.in. z Niemcami, natomiast tylko od Francji miała tak zdecydowane wsparcie.

– Francja co prawda zwyciężyła w tej wojnie (chodzi o I w.ś. – red.), ale zapłaciła za to bardzo wysoką cenę. Ta trauma i wywołany nią strach przed przyszłością determinują francuską myśl geopolityczną. Dlatego Georges Clemenceau (ówczesny premier – red.), pragnąc zapewnić Francji bezpieczeństwo, chce jak najbardziej osłabić Niemcy, uzyskać od brytyjskiego i amerykańskiego alianta gwarancje pokoju i znaleźć w Europie Środkowo-Wschodniej jednego lub kilku sojuszników, szachując Niemcy od wschodu, którzy mogliby zastąpić słabnącego sojusznika rosyjskiego. Polska zajmuje w tych rozważaniach centralne miejsce – tłumaczy w miesięczniku „Mówią Wieki" francuski historyk Frédéric Guelton.

Ta kalkulacja przekłada się na decyzję Paryża o utworzeniu w 1917 r. liczącej 70 tys. żołnierzy armii polskiej pod dowództwem gen. Józefa Hallera, wsparciu polskich postulatów na konferencji w Wersalu, wydatnej pomocy dla budowy polskiego wojska przez marszałka Ferdynanda Focha oraz wysłaniu przez niego do Warszawy misji wojskowej pod dowództwem gen. Maxime'a Weyganda, która pomogła odeprzeć Armię Czerwoną u wrót polskiej stolicy latem 1920 r. W tej operacji uczestniczył też kapitan Charles De Gaulle, który później szkolił polskich oficerów w Rembertowie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA