fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Białowieski węzeł gordyjski

Ekolodzy chcieliby cały obszar Puszczy Białowieskiej zamienić w park narodowy
123RF
W Puszczy Białowieskiej walka idzie nie o korniki i świerki, ale o przyszłość wyjątkowego lasu i żyjących tam ludzi.

Koniec kwietnia w Białowieży to czas przygotowań do sezonu turystycznego. Wieś prezentuje się pięknie – drewniane kolorowe domy, szlaki odnowione; na gości czekają pensjonaty, kwatery, hotele, restauracje, sklepy, wypożyczalnie rowerów i gospodarstwa agroturystyczne.

Puszcza, czyli...

W sezonie do tej liczącej niecałe 2 tys. osób miejscowości przyjeżdża 120–150 tys. gości ze świata. Odwiedzają też pobliskie Teremiski, Budy, Hajnówkę. Ciągną tu, by zobaczyć coś, czego w Europie już nie ma – pierwotny las wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Czasami turyści się zdziwią, kiedy w tym lesie spotkają drwali. Kto się dobrze nie wczyta w materiały promocyjne, nie wie przecież, że jedynie w rezerwacie ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego (BPN), czyli na 4,5 tys. z 10,5 tys. ha należących do parku, jest to, co kiedyś było puszczą. Las pierwotny, na dużej powierzchni nieprzeobrażony przez człowieka. Drzewa umierają tam, stojąc. Padają, a na nich rozwijają się następne pokolenia.

– Tam widać, jak świetnie las sobie radzi bez ingerencji człowieka. Jakie tam ptaki żyją, jakie ssaki! Jestem ornitologiem amatorem, od lat odwiedzam ścisły rezerwat. Nigdzie w Polsce nie ma takiego bujnego życia, tylko tutaj występują gatunki niespotykane gdzie indziej – przekonuje Dariusz Świtała, jeden z wielu zwolenników przekształcenia w park narodowy całego obszaru puszczy.

O to właśnie dziś idzie walka. Cała Puszcza Białowieska to 150 tys. ha, z czego w Polsce leży 62,5 tys. ha (reszta na Białorusi). Park narodowy zajmuje wspomniane 10,5 tys. ha, do pozostałej części bardziej pasuje określenie „puszcza to wielki kompleks leśny", jak podpowiada Dariusz Skirko, nadleśniczy w Białowieży.

Przed 1990 r. nie było szans na większą ochronę puszczy (poza BPN). W PRL obrońców przyrody nikt nie słuchał. Tylko w latach 1979–1989 pod piły poszło w Białowieży ponad 2 mln drzew; w rekordowym 1983 r. plan wyrębu leśnicy przekroczyli o 313 proc. – podawała w „Sadze o Puszczy Białowieskiej" jej długoletnia obrończyni prof. Simona Kossak.

Andrzej Antczak (blisko 40 lat pracy w puszczy), zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Hajnówka, przypomina, że większość dzisiejszego lasu człowiek kształtował tu od wieków. Puszcza – i jej symbol żubr – dotrwała do XX w., gdyż najpierw była lasem polskich królów, potem cara Rosji. Dzięki temu jej duża część uniknęła zamiany w pola lub tereny osadnicze.

Hekatomba

Przy jedynej drodze dojazdowej do Białowieży z Hajnówki leżą powalone piłami ogromne świerki. Zanim dobrał się do nich człowiek, zrobiły to już korniki. Te półcentymetrowe chrząszcze żerują pod korą świerków na łyku drzew. 200-letnie drzewo larwy korników zabijają w dwa miesiące.

– 40 lat tu pracuję, ale takiej hekatomby spowodowanej przez korniki nie widziałem. Te chrząszcze zawsze były w puszczy, ale dopóki na bieżąco usuwaliśmy zaatakowane drzewa, nie stanowiły problemu. Teraz serce mi się z żalu ściska – mówi Jerzy Ługowoj, nadleśniczy Nadleśnictwa Browsk.

W 2012 r. resort ochrony środowiska wydał rozporządzenie mające chronić drzewostany ponad 100-letnie. Całkowite lub niskie limity wycinki sprzyjały rozwojowi korników. – Drzewostan 100-letni to taki, w którym 10 proc. drzew ma powyżej 100 lat; reszta może być bardzo młoda, ale i tak nie możemy tych drzew ratować – opowiada Andrzej Antczak.

Dziś w Puszczy Białowieskiej jest prawie 4 mln suchych drzew, z czego według szacunków 10 proc. to efekt działalności korników.

Groźny konflikt

Od 1994 r. Nadleśnictwo Białowieża weszło wraz z sąsiednimi – Hajnówką i Browskiem – w skład Leśnego Kompleksu Promocyjnego Puszcza Białowieska (nadleśnictwa te nie zarabiają na siebie, rocznie na funkcjonowanie dostają z Lasów Państwowych ok. 21 mln zł). W 2005 r. wraz z całą puszczą uznano je za rezerwat biosfery, a w 2006 r. włączono w sieć Natura 2000.

Ale środowiskom ekologicznym chodzi o coś więcej. Już w 1997 r. ówczesny dyrektor BPN Czesław Okołów apelował o uznanie za park całej polskiej części Białowieży. Ostrzegał przed upodobnieniem się zagospodarowanej części puszczy do innych lasów. „Wraz z tym zginą bezpowrotnie setki, a nawet tysiące gatunków roślin i zwierząt" – pisał.

Pod koniec ubiegłego miesiąca dyrektor Lasów Państwowych podjął wymuszoną protestami (pod listem do pani premier podpisało się ponad 120 tys. osób) decyzję o stworzeniu na terenie nadleśnictw browskiego i białowieskiego dwóch obszarów, na których działania leśników zostaną ograniczone do minimum. – Wycinane, ale pozostawiane na miejscu, będą wyłącznie te drzewa, które odpowiednie służby uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi lub pożarowego – wyjaśnia Konrad Tomaszewski.

– A to oznacza, że całkowicie wyłączonych z użytkowania lub użytkowanych w stopniu bardzo ograniczonym jest aż 65,5 proc. powierzchni tych nadleśnictw – dodaje Jarosław Krawczyk, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku.

To jednak wciąż za mało. Ekolodzy uznali za złą decyzję nowego ministra środowiska zwiększającą limity wycinki drzew – podjętą m.in. dla ochrony lasu przed kornikiem. Chcą, by cięć nie było w ogóle.

– Korniki były w puszczy od zawsze i ona zawsze sobie radziła. Jeżeli zostawimy ten las w spokoju, to za 200–300 lat będzie to najprawdziwsza puszcza – przekonuje Dariusz Skirko.

Ale wtedy i nadleśnictwa nie byłyby potrzebne. Nie tylko ich pracownicy (w sumie blisko 150 osób) straciliby pracę, ale też upadłyby współpracujące z nimi firmy. Skirko widzi jednak inne zagrożenie. Ostrzega przed światowym echem konfliktu wokół polskiej puszczy.

– Najbardziej się obawiam, że zjadą się ekolodzy z całego świata, a ich akcja spowoduje, że Unia odetnie Polsce fundusze na zachowanie i ochronę tego wyjątkowego środowiska leśnego – tłumaczy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA