fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Neonaziści tropią zdrajców rasy wśród opozycji

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Działacze Komitetu Obrony Demokracji, Partii Razem i posłowie Nowoczesnej – te osoby zdaniem neonazistów muszą „zapłacić za zbrodnie".

„Są tylko dwie strony: nasza i ta druga" – głosi strona internetowa Redwatch, którą prowadzą sympatycy neonazistowskiej organizacji Blood & Honour (ang. Krew i Honor). Zachęcają do wysyłania „adresów, telefonów lub tablic rejestracyjnych samochodów" osób określanych jako „zdrajcy rasy". Ich lista szybko rośnie.

W grudniu za „zdrajców" uznano działaczy Partii Razem, która w październikowych wyborach przekroczyła próg zapewniający finansowanie z budżetu państwa. „Ideowe prostytutki, bękarty okrągłego stołu" – napisali twórcy strony, publikując zdjęcia m.in. Adriana Zandberga, Katarzyny Paproty i Marceliny Zawiszy. Podali też adres siedziby partii. Również w grudniu w witrynie znalazło się zdjęcie posłanki Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz z adresem e-mailowym i obraźliwym komentarzem.

Przed kilkoma tygodniami na listę trafili z kolei działacze Komitetu Obrony Demokracji. Są wśród nich przywódcy KOD, m.in. pomorski koordynator Radomir Szumełda, ale także osoby pojawiające się na manifestacjach, m.in. reżyserka Agnieszka Holland, były opozycjonista Karol Modzelewski i była wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka.

– KOD jest postrzegany jako główna realna opozycja wobec obecnego obozu władzy i w dodatku opowiada się za wartościami, które drażnią nacjonalistów, czyli za tolerancją i różnorodnością – wyjaśnia Nowicka.

Dodaje, że w przeszłości jej nazwisko znajdowało się na stronie Redwatch, ale tym razem czuje się wyjątkowo zaniepokojona. – Ostatnio można zaobserwować intensyfikację działań nacjonalistycznej prawicy, która jest chyba bliska stosowania przemocy – komentuje.

Powody do zaniepokojenia są, bo już raz doszło do ataku na osobę, której personalia znalazły się na stronie Redwatch. W 2006 roku w Warszawie dwóch napastników pchnęło nożem Macieja D., znanego w środowisku antyfaszystów jako „Chirurg". Wokół strony stało się wówczas głośno, a jej twórców zatrzymała wrocławska policja.

Prawdziwa fala zatrzymań sympatyków Blood & Honour ruszyła w 2014 roku. Zarzuty usłyszało niemal 100 neofaszystów, głównie fanów Jagiellonii Białystok. Mimo to strona Redwatch wciąż działa. Ostatnio, z okazji dziesięciolecia powstania, zamieszczono na niej jubileuszową grafikę. Przedstawia mężczyznę w faszystowskim mundurze, walczącego z Żydami.

Dlaczego nie zamknięto strony? Kiedy polskie organy ścigania zablokowały ją w 2006 roku, została przeniesiona na inny amerykański serwer. Kolejną próbę blokady prokuratura podjęła w 2011 roku, gdy na stronę trafiły dane kilku posłów. – USA odmówiły wykonania wniosków o pomoc prawną, powołując się na gwarantującą wolność słowa pierwszą poprawkę do konstytucji – mówił „Rzeczpospolitej" Przemysław Nowak z warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

Teraz znów organy ścigania będą musiały zająć się Redwatch, bo zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyła Kamila Gasiuk-Pihowicz. – Czuję się zagrożona, bo strona ewidentnie nawołuje do nienawiści – komentuje posłanka.

– Ostatnio Sejm przyjął ustawę umożliwiającą kontrolę internetu. Prokurator generalny będzie mógł się więc wykazać – dodaje Wanda Nowicka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA