fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prof. Jadwiga Staniszkis: Lech Kaczyński nie chciał dyktatury PiS

Odpowiedzialność polityczna za katastrofę powinna zostać poniesiona – mówi Jadwiga Staniszkis
Fotorzepa, Dominik Pisarek
Tragicznie zmarły prezydent nie pozwoliłby się tak traktować szefowi MON – mówi socjolog prof. Jadwiga Staniszkis.

Rzeczpospolita: Co powinno się stać, żeby politycy nie rozgrywali katastrofy smoleńskiej dla swoich partyjnych interesów?

Prof. Jadwiga Staniszkis: Są dwie możliwości, które mogłyby zmienić sytuację radykalnie, których połączenie byłoby cudem. Po pierwsze, gdyby udało się wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej, co jest niemożliwe bez wraku i współpracy z krajami zachodnimi, które nie kwapią się do współpracy. Po drugie, wyobrażam sobie, że Jarosław Kaczyński mówi: robimy krok w tył. Zostajemy przy swoim, ale nie chcemy dzielić społeczeństwa. Nie dotykamy KRS, nie upartyjniamy sądów. Rezygnujemy z partyjniackich rozwiązań w Trybunale Konstytucyjnym. Przywracamy wolność mediów. Odwracamy to, co da się w dobrej zmianie odwrócić, dla pamięci Lecha Kaczyńskiego, który miał zaufanie do prawa, jako czegoś, co kontroluje władzę, jest kluczowe dla demokracji.

Nie wydaje się, żeby ten scenariusz był realny.

Dla pamięci Lecha Kaczyńskiego Jarosław powinien zrobić coś, z czym osobiście może się nawet nie zgadzać jako polityk PiS. Państwo przestrzegające prawa to testament Lecha Kaczyńskiego, który prezes PiS powinien wypełnić. Lech Kaczyński nie pozwoliłby na dyktaturę PiS i psucie prawa. Jeśli jeszcze udałoby się odzyskać wrak i czarne skrzynki oraz postawić pomnik na Krakowskim Przedmieściu, to udałoby się zasypać polityczne podziały, które dzielą społeczeństwo.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego powinien stanąć przed Pałacem Prezydenckim?

Oczywiście. Ale najpierw trzeba byłoby przestać niszczyć demokrację. Minister Patryk Jaki mówi, że PiS demokratyzuje sądy, czytaj: podporządkowuje większości rządzącej. Gdyby nie tak prymitywne naruszanie demokracji, to odwrócenie byłoby cudem i wszyscy odczulibyśmy to jako powrót do właściwego nurtu transformacji.

Raport Millera nie wyjaśnia przyczyn katastrofy?

Raport jest zbiorem hipotez. Niezbędne są zasadnicze i obiektywne dowody na to, co się wydarzyło. Czy był wybuch w powietrzu? Kiedy nastąpił? I czy można przedstawić zdjęcia satelitarne jako dowód? Wrak jest głównym dowodem, bez którego nie można zaprzeczyć teorii zamachu. Film podkomisji smoleńskiej pokazuje, że przyczyną była i zła praca wieży na lotnisku, i seria awarii spowodowanych serią wybuchów. Ale to jeszcze nie wyjaśnia, dlaczego i jak to się stało.

Czy film podkomisji jest przekonujący?

Tak. Szokujące błędy wieży i być może niewielkie ładunki umieszczone w różnych częściach samolotu mogły doprowadzić do katastrofy. Pytanie, jak i kiedy mogło dość do umieszczenia tych ładunków. Losowy i kumulujący efekt awarii nie wydaje się możliwy.

Dlaczego przez 18 miesięcy rządów PiS nie udało się ściągnąć wraku i czarnych skrzynek?

Rosjanie widzą, jak ta sprawa dzieli nasze społeczeństwo, osłabia Polskę, powoduje wściekłość i frustrację Jarosława Kaczyńskiego i PiS, co sprzyja działaniom izolującym nas w Europie. Nie wiem, co zrobił rząd PiS w sprawie odzyskania wraku. Wiem, że Polska nie musiała oddawać śledztwa i zostawiać wraku w Rosji, bo sam Miedwiediew przebywający na pogrzebie pary prezydenckiej wydawał się gotowy krótko po katastrofie na wszystkie rozwiązania. Dzisiaj warto mówić o tym, co Lech Kaczyński robiłby w obecnej sytuacji.

To znaczy?

Jakim byłby prezydentem. Jaki miał stosunek do prawa, do ludzi, kim się otaczał. Jeśli porównamy tych, którymi otaczał się prezydent Lech Kaczyński, z tymi, którzy są teraz w rządzie czy w Kancelarii Prezydenta, to widać słabość dzisiejszej administracji. Jarosław Kaczyński powinien przeciąć tę niechlujną złą zmianę.

Lech Kaczyński byłby przeciwny dobrej zmianie?

Na pewno byłby za socjalnymi programami, jak 500+. Byłam sceptyczna względem tego programu, który – jak się okazuje – ma pewien pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy. Lech Kaczyński byłby przeciwny wszystkiemu, co niszczy fundament prawny.

Czemu mógłby się sprzeciwić?

Łamaniu niezależności sądów. Prawo, które kontroluje władze, a nie władza polityczna, która kontroluje instytucje typu KRS, sądy i prokuraturę. Widziałam w Stoczni w 1980 r., jak uczył robotników wykorzystywać fundamenty prawne. Dla niego konflikt był czymś złym, dlatego tworzył fundament współpracy z drugą stroną. Lech Kaczyński nie zgodziłby się na dzisiejsze niszczenie państwa przez PiS.

Czyli na co?

Nie pozwoliłby na niszczenie KRS, TK, SN, dewastację przyrody. Lech Kaczyński nie zgadzałby się na zmiany w szkolnictwie bez konsultacji z nauczycielami. On stawiał na prawo i niezależność instytucji. Był człowiekiem światłym, dobrze wykształconym, a przede wszystkim był dobry. Potrafił też przeprosić. Potrafił wznieść się ponad podziały i planował, choć na skutek katastrofy do tego nie doszło, zaprosić gen. Jaruzelskiego na obchody końca II wojny światowej w Moskwie. Lech Kaczyński potępiłby metodę brata, że konflikt wydobywa z ludzi coś więcej i skonsoliduje jego partię. Jarosław Kaczyński powinien zatrzymać konflikt i odstąpić od dobrej zmiany w sądach. Mógłby powiedzieć, że PiS się zapędził w niszczeniu wolności i eskalowaniu konfliktu. 10 kwietnia jest tak dramatycznym momentem dla prezesa, że właśnie w tym dniu mógłby zapowiedzieć dokonanie zwrotu. Stać go na wielkość. Niszczenie niezależności instytucji demokratycznych jest też źle odbierane przez naszych sojuszników, którzy mogą nie dostarczyć Polsce danych niezbędnych do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Co miesiąc prezes mówi, że jesteśmy bliżej prawdy.

Nie bez wraku. W końcu uznają, że to była katastrofa lotnicza wynikająca z karygodnych zaniedbań organizacyjnych.

Czyich?

Ktoś powinien był wcześniej tam pojechać, sprawdzić miejsce, wysłać specjalistów na wieżę, sprawdzić, jak ona działa, czy wszystkie urządzenia są sprawne. I skontrolować przed wylotem samolot, który był naprawiany w Rosji. Taka seria awarii jest niemożliwa bez niewielkich łądunków wybuchowych, które mogły zostać przecież podłożone. Za to, że tego nie zrobiono, ktoś odpowiada. I w Kancelarii Prezydenta przed katastrofą, i w Kancelarii Premiera za to, co wydarzyło się po katastrofie. Odpowiedzialność polityczna powinna zostać poniesiona.

Czy dzisiaj możemy mówić o „dyktaturze PiS"?

Tak. Jeśli zaczyna się destrukcja fundamentów państwa i upartyjnianie sądów, a zmiana KRS idzie w tym kierunku, to zaczyna się dyktatura. Dyktatura, która obraża nawet jej egzekutorów. Dewastacja także wynikająca z fałszywych konstrukcji, które są racjonalizacjami. Upartyjnianie państwa utożsamia się z demokratyzacją: tak komuniści mówili o „demokracji ludowej". W tym wszystkim widać porażającą samotność Kaczyńskiego. Ci, którzy przyklepują dobrą zmianę, nie docierają do niego. Pytanie, czy prezes cieszy się z destrukcji Polski. Prezes i prezydent Duda nie budują wokół siebie wspólnoty. Lech Kaczyński jako prezydent nie pozwoliłby się traktować instrumentalnie szefowi MON. Nie zgodziłby się na dewastację w wojsku. Szanował godność ludzi i nie pozwoliłby na gardzenie oficerami.

Prezydent Duda mówi o sobie jako uczniu Lecha Kaczyńskiego.

Nie był jego uczniem, był jednym z jego urzędników. Uczniami Lecha Kaczyńskiego są panie, które studiowały prawo pracy u Lecha Kaczyńskiego, dzisiaj pracujące w Komisji Krajowej Solidarności, które zaraziły się ideą, że trzeba pomagać ludziom słabszym.

Andrzej Duda jest kontynuatorem prezydentury Lecha Kaczyńskiego?

To nie ten kaliber. Nie broni prawa. Nie broni wojska, mimo że jest naczelnym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Nie budzi szacunku. To wszystko razem jest smutne. Lech Kaczyński wiedział, że wszystko zaczyna się od wolności i godności, a prawo jest instrumentem walki o te dwie rzeczy, a nie jest im przeciwstawiane. Duda ględzi, jest dobry retorycznie, ale to wszystko. On przeminie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA