fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Paryż nie chce Macrona

Piotr Pawlenski, skandalizujący artysta z Rosji, który wpłynął na politykę francuską
AFP
Choć prezydent kokietuje Kreml, to Rosjanin ustrzelił jego kandydata na mera stolicy. Dzieło Moskwy?

Do walki o metropolię Emmanuel Macron rzucił w ten weekend jedną ze swoich najbliższych współpracowniczek: Agnes Buzyn. Co prawda epidemia koronawirusa zbiera coraz większe żniwo, ale minister zdrowia złożyła dymisję, aby w ciągu czterech tygodni, jakie zostały do wyborów lokalnych, zdobyć zaufanie paryżan.

O to nie będzie jednak łatwo. Jej poprzednik w roli kandydata na mera stolicy, były rzecznik rządu Benjamin Griveaux, złożył w piątek dymisję w atmosferze obyczajowego skandalu.

– Zachował się wyjątkowo nieostrożnie. Kiedy ktoś sprawuje funkcję zaufania publicznego, nie może oddać w ręce przeciwników takich narzędzi szantażu – uważa Olivier Faure, lider Partii Socjalistycznej.

W czwartek francuski internet podbiło nagranie, na którym widać nagiego, masturbującego się Griveaux. Zostało ono przez niego wysłane jeszcze w 2018 r. (gdy był rzecznikiem rządu) do niejakiej Alexandry de Taddeo, dziś partnerki rosyjskiego artysty Piotra Pawlenskiego. I to ten ostatni opublikował kompromat na założonym przez siebie (i już zawieszonym) portalu pornopolitique.com.

– Każdy ma prawo zaspokajać swoją seksualność, jak tylko chce. Ale Griveaux był hipokrytą, obnosił się z konserwatywnymi wartościami, chwalił się w kampanii żoną i trójką dzieci. A przecież to jest człowiek, który chciał zostać szefem wielkiego miasta – mówi łamaną francuszczyzną Pawlenski.

Żoną Benjamina Griveaux jest adwokatka Julia Minkowski, prawnuczka Eugeniusza Minkowskiego, polskiego Żyda, który wyemigrował po pierwszej wojnie światowej do Francji, gdzie stał się sławnym psychiatrą.

Czy za storpedowaniem kariery jednego z najbliższych współpracowników Macrona stoi Rosja? Rzeczniczka Pałacu Elizejskiego Sibeth Ndiaye nie chciała tego wykluczyć.

– Poczekajmy, aż zostanie przeprowadzone śledztwo. Jedno wydaje się pewne: Pawlenski miał pomocników.

Macron co prawda chce prowadzić przychylną Rosji politykę, ale jest też najbardziej wpływowym politykiem zachodniej Europy, co może przeszkadzać Moskwie.

Pawlenski zdobył sławę gdy w 2012 r. na znak solidarności z represjonowaną przez Kreml grupą feministyczną Pussy Riot zaszył sobie usta. Później wielokrotnie sięgał do podobnych, drastycznych metod. Na placu Czerwonym przybił do ziemi worek mosznowy, przy innej okazji obciął sobie ucho. Podpalił też drzwi do siedziby FSB w Moskwie. W 2017 r. Francja przyznała mu azyl polityczny, ale tu także został skazany za podpalenie jednego z oddziałów Banku Francji na placu Bastylii. W ostatnią noc sylwestrową zaatakował nożem dwie osoby podczas przyjęcia zorganizowanego przez swojego adwokata Juana Branco. Ten ostatni jest działaczem radykalnej lewicy, zaprzysięgłym wrogiem Macrona i autorem poczytnej książki o początkach kariery obecnego prezydenta „Zmierzch".

– Pawlenski uważa, że reżim Macrona coraz bardziej przypomina system Putina. Dlatego chce na wszelkie sposoby mu się przeciwstawić – tłumaczył atak Pawlenskiego na Griveaux Branco.

Przynajmniej od czasów Jacques'a Chiraca merostwo Paryża jest jednym z najbardziej pożądanych stanowisk we francuskim systemie władzy. Jednak pod koniec stycznia z 16 proc. poparcia Griveaux plasował się dopiero na trzecim miejscu: za dotychczasową burmistrz, socjalistką Anne Hidalgo (23 proc.) i byłą rzeczniczką Nicolasa Sarkozy'ego Rachidą Dati (20 proc.). Po części był to wynik niezdarnej kampanii, a po części podziałów w samym obozie prezydenckim, gdy okazało się, że mimo nacisków Pałacu Elizejskiego z kandydowania nie zrezygnował inny macronista, ekscentryczny lekarz Cedric Villani (ma 10 proc. poparcia).

Paryż jest dla Macrona tym ważniejszy, że jak wskazują sondaże, w reszcie kraju jego ugrupowanie nie będzie miało zbytnich sukcesów. Poza pojedynczymi wyjątkami jak Lyon czy Strasburg, La Republique en Marche (LREM) ma niewielkie szanse na zdobycie dużych miast i szerzej zakorzenienie się w „głębokiej Francji". To efekt nie tylko ograniczonej liczby rozpoznawalnych działaczy, ale także załamania notowań samego prezydenta. W najnowszym sondażu Ifop ma już tylko 36 proc. poparcia, tyle, co w najgorszym momencie kryzysu „żółtych kamizelek". Od prezydenta najpierw odeszli wyborcy lewicy (popiera go tylko 19 proc. robotników) zniechęceni m.in. podwyżką opodatkowania paliw, teraz zaś porzucają go urzędnicy państwowi i zwolennicy prawicy, m.in. z powodu źle wytłumaczonej reformy emerytalnej. Ale na razie poza Zjednoczeniem Narodowym i jego liderką Marine Le Pen nie wybił się jeszcze inny polityk, który mógłby stanąć na drodze Macrona do reelekcji w 2022 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA