fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sprawa Privatbanku. Kołomojski kontra Ukraina

Igor Kołomojski powrócił na Ukrainę po wygranej Zełenskiego.
shutterstock
Sądy w Kijowie zdają największy egzamin z niezawisłości od upadku Związku Radzieckiego.

W czwartek Sąd apelacyjny w Kijowie miał zdecydować o losie Privatbanku, największego banku komercyjnego, który został znacjonalizowany trzy lata temu. W kwietniu Okręgowy sąd administracyjny stwierdził, że stało się to wbrew prawu. Narodowy Bank Ukrainy (NBU), Privatbank i resort finansów odwołali się od tej decyzji. NBU zapowiadał nawet we wtorek, że gdyby decyzja w czwartek zapadła na korzyść oligarchy Igora Kołomojskiego (były główny udziałowiec), kapitał banku zostanie wycofany i procedura nacjonalizacji zostanie uruchomiona na nowo. Decyzja w czwartek nie zapadła, ale w Kijowie mówi się, że to tylko początek wojny oligarchy z ukraińskim państwem.

Spoglądając w górę

Sąd apelacyjny w Kijowie stwierdził, że przed wydaniem ostatecznego wyroku, najpierw musiałby wypowiedzieć się Sąd Najwyższy, ale w zupełnie innej sprawie. Chodzi o proces rodziny biznesmenów Surkisów, którzy domagają się zwrotu środków o równowartości niemal 40 mln dolarów, które przechowywali w depozytach banku. Podczas nacjonalizacji uznano ich za „osoby, związane z bankiem”, a ich środki zamieniono na akcje Privatbanku. Rodzina wygrała procesy w niższych instancjach, Sąd Najwyższy ma zająć się tą sprawą 31 grudnia. W Kijowie mówi się, że od tego wyroku ostatecznie będzie zależał los banku, gdyż teraz to Sąd Najwyższy znalazł się pomiędzy rządem, a wpływowym oligarchą.

Przeczytaj też: Ukraiński paszport dla Rosjan? Nowy pomysł Zełenskiego

– Zwrot banku podważyłby współpracę Ukrainy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, a to oznaczałoby brak stabilności makroekonomicznej i niewypłacalność kraju. Z elitami rządzącymi związana jest grupa Kołomojskiego, do której należy około 20 deputowanych w rządzącej partii „Sługa Narodu”. Nie ma tam jednak jednego stanowiska bo władze w Kijowie wiedzą, że zachodni partnerzy uważnie się temu przyglądają – mówi „Rzeczpospolitej” Serhij Fursa, kijowski ekonomista i analityk firmy inwestycyjnej Dragon Capital. – Jedno jest pewne. Sprawa ta nie rozstrzygnie się w sądzie lecz po za nim – dodaje.

Oligarcha powalczy

By ratować Privatbank w 2016 roku państwo ukraińskie zasiliło jego kapitał 155,3 mld hrywien (równowartość 6,6 mld dolarów) z kieszeni podatników. Ówczesne władze w Kijowie zarzuciły Kołomojskiemu i innym udziałowcom wyprowadzenie ponad 5,5 mld dolarów z kapitału banku. Oligarcha procesował się z władzami w Kijowie mieszkając w Szwajcarii i Izraelu. Ukraiński wymiar sprawiedliwości nagle zmienił nastawienie do sprawy 18 kwietnia, dwa dni przed ogłoszeniem wyników drugiej tury wyborów prezydenckich. Sondaże wskazywały na dużą przewagę artysty kabaretowego Wołodymyra Zełenskiego, który przez ostatnie lata był związany z należącą do Kołomojskiego stacją „1+1”.

Zresztą to ówczesny prezydent Poroszenko przyczynił się do tego, że Zełenski zaczął się kojarzyć z oligarchą wprost nazywając go „marionetką Kołomojskiego”. – Skorumpowane jeszcze za czasów Janukowycza sądy postanowiły płynąć z wiatrem. Ale zorientowały się, że Kołomojski nie decyduje tam o wszystkim i postanowiły poczekać – mówi „Rzeczpospolitej” ukraiński politolog Ołeksandr Palij. – Oligarcha na pewno nie odpuści i będzie walczył do końca wywierając presję na Zełenskiego. Pojawiają się nawet głosy by na poziomie ustawodawczym zakazać sądom cofnięcie nacjonalizacji Privatbanku – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA