fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dr Machnik: Pierwsze miejsce w wyborach jest chyba rozstrzygnięte

tv.rp.pl
- Musiałaby wydarzyć się jakaś wielka tragedia, afera, żeby KO miała szansę powalczyć o zwycięstwo – mówił w programie #RZECZoPOLITYCE dr Bartłomiej Machnik.

Michał Kolanko: Dzień dobry, Michał Kolanko, #RZECZoPOLITYCE. Moim gościem jest doktor Bartłomiej Machnik, Ośrodek Analiz Regionalnych.

Dr Bartłomiej Machnik: Dzień dobry.

Czy może się jeszcze coś wydarzyć przed wyborami, co w diametralny sposób zmieni wyniki sondażowe, które już znamy?

Sytuacja z pierwszym miejscem jest chyba rozstrzygnięta, mamy nowy sondaż, który pokazuje, że PiS dochodzi do 47%, więc tendencja jest od kilkunastu miesięcy taka sama. Musiałaby wydarzyć się jakaś wielka tragedia, afera, żeby KO miała szansę powalczyć o zwycięstwo. Może więcej Lecha Wałęsy i ta przewaga będzie jeszcze większa?

Myśli pan, że po wyborach okaże się, że Lewica zbliżyła się do KO, czy raczej ten dystans około 10 punktów będzie utrzymany?

Wydaje się, że dystans będzie utrzymany, ponieważ lewica w Polsce to jest 10-15 proc. wyborców, więc wydaje mi się, że tutaj wielkich różnic nie będzie.

Myśli pan, że wydarzenia z weekendu, czyli przemówienie Lecha Wałęsy i taśma na której wypowiada się Sławomir Neumann, zmienią mobilizację elektoratów?

W znaczący sposób nie wpłynie to na wynik wyborów, ponieważ mamy już dwa bloki, które są bardzo zmobilizowane i wyborców, którzy patrzą na to od strony socjalnej i gospodarczej. Mamy tu typowe elementy związane z grą emocjonalną, na pewno przez najbliższe trzy dni będziemy mówić o słowach Lecha Wałęsy, a po drugie czeka nas ciągłe uderzanie w moralność Sławomira Neumanna. Oczywiście, jeśli patrzymy na to od strony szerszej, to wiemy do czego odnosiły się te rozmowy, natomiast jaka jest polityka i przekaz kampanijny, to też wiemy. Niestety dla PO, obróciło się to w nieco innym kierunku niż miałoby pójść.

W poniedziałek planowane jest spotkanie Donalda Tuska z Małgorzatą Kidawą-Błońską =, myśli pan, że to może jeszcze coś zmienić?

Nie wydaje mi się, sytuacja jest za daleko posunięta. Trzeba powiedzieć wprost, że Donald Tusk bardzo rzadko angażuje się w tą kampanię wyborczą, widać, że jest to postawa nieco z drugiego a nawet trzeciego planu. Być może Donald Tusk ma swoje plany w przyszłości i chce zobaczyć jak  sytuacja się rozwinie i nie chce angażować się w tak dużym stopniu, jak to miało miejsce podczas wyborów do europarlamentu.

Politycy PiS w kuluarach podkreślają, że Donald Tusk wtedy pomógł im w mobilizacji własnego elektoratu.

Na pewno tak, bo Donald Tusk ma również swoją rzeszę wyborców, więc na pewno obojętnie gdzie by się nie znalazł, czy to na fotelu premiera, czy prezydenta, to poniesie za sobą swoich zwolenników. Tak jak każdy inny wódz i przywódca partyjny.

Co pan widzi w tej kampanii? Czy coś pana uderzyło z tego co się działo przez ostatnie tygodnie, miesiące?

Można tu uszczegółowić trzy elementy, pierwszy to żelazna konsekwencja PiS-u w przekazie. Widzieliśmy to podczas kampanii wyborczej, jeśli chodzi o konwencje wyborcze, które są schematycznie dobrze zaplanowane, nie ma tu żadnych wahnięć w lewo, czy prawo. Mamy jasny sygnał, mobilizacja, utrzymywanie i przypominanie tego co PiS lub Zjednoczona Prawica zrobiło przez ostatnie 4 lata plus dodawanie określonych postulatów, które w jakiś sposób są mniemaniu rządu, do zrealizowania. Po drugie widzimy nerwowe ruchy KO do pewnego momentu wszyscy byli przekonani, że to Grzegorz Schetyna jest liderem, przyszłym premierem. Co jest teraz, widzimy. Trzeci element, który jest kolejnym argumentem negatywnym: jeśli to co mówimy dwa miesiące wcześniej, a co robimy dwa miesiące później to jest co innego. Chodzi przede wszystkim o PSL i Kukiz15, wiemy co mówił Paweł Kukiz o PSL-u, a co mówi teraz.

Kiedy zmiana w KO była zapowiadana na początku września, wszyscy mówili, że to jest dobry ruch i, że dzięki temu kampania nabierze nowej dynamiki. Czy widzi pan nową dynamikę?

Bez wątpienia była zmiana strategii, wizerunek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej sprzyja temu, żeby móc kreować narrację budowania zgody. Widzieliśmy bilbordy i plakaty, gdzie Małgorzata Kidawa-Błońska tuli się z wyborcami, na pewno w jakiś sposób jest to tożsame z wizerunkiem liderki. To co jest pokazane na obrazie niekoniecznie musi mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości politycznej.

Mam wrażenie, że PO chciała osiągnąć taki efekt jak w 2011 roku kiedy kampania też szła średnio i wtedy Donald Tusk wsiadł do autobusu, pojechał w Polskę, ocierał łzy i spotykał się z kibicami. Dzięki temu ludzie uwierzyli znowu w Tuska jako lidera, teraz nie ma tej dynamiki po stornie PO.

Pamiętajmy, że od roku 2011 już 8 lat i to jest 8 lat bagażu doświadczeń i wpadek wizerunkowych. To już nie jest takie proste nie można tego przyrównywać i dzielić jeden do jednego. To co robi teraz KO, to w zasadzie też jest normalne działanie od strony budowania strategii politycznej. Pamiętajmy co było za czasów PiS-u, gdzie sondaże wewnętrzne pokazywały, że Jarosław Kaczyński jest negatywnym elementem w danym momencie, jeśli chodzi o kampanie wyborczą. Więc minimalizowano obecność Jarosława Kaczyńskiego, teraz kiedy PiS jest na fali wznoszącej, Jarosław Kaczyński jest również obecny, więc od strony marketingu politycznego, nie dezawuowałbym tego.

Czy Lewica zaskoczyła w tej kampanii?

Zaskoczyła tym, że utrzymuje cały czas wzrost poparcia, ale to jest wynik tego, że rzeczywiście połączyli się. Nie mają dużych niespójności programowych, bo nie powinni mieć. Mamy połączenie lewicowych ugrupowań i idei, więc chwała za to, że w tym monolicie przynajmniej na zewnątrz jest zgoda i przekłada się ona na poparcie.

W ostatnim badaniu dla "Rzeczpospolitej", Lewica miała 100% mobilizacji swojego elektoratu, to jest coś czego nie osiągnął nikt w tym sondażu.

Tak, rzeczywiście to jest ciekawy element, który warto zanalizować. Natomiast lewicowe ugrupowania, czy lewicowi zwolennicy, to są osoby głodne wejścia do polityki i, jeżeli ktoś widzi, że jest na to realna szansa, to ta mobilizacja wzrasta. Również działacze lewicowi w regionach są niezwykle aktywni i to bez względu na obszar, czy rejon. Jeśli chodzi o Lewicę, to można powiedzieć, że rzeczywiście stopień mobilizacji wewnętrznej jest bardzo wysoki i nikt nie musi nikogo przekonywać do tego, że na wybory należy iść, czy swojej partii należy pomagać.             

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA