fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Po meczu kąpiel w jeziorze

EAST NEWS, Bartosz Krupa
Miałem już kończyć z piłką, kiedy pewien menedżer z Niemiec zaoferował mi grę w Angoli. Nie mam żony, dzieci. Kiedy, jeśli nie teraz? Mam w sobie ciekawość świata, zgodziłem się i nie żałuję - Jacek Magdziński, jedyny polski piłkarz grający w czarnej Afryce

"Plus Minus": Proszę wybaczyć spóźnienie...

Jacek Magdziński:
Trochę się uśmiałem, gdy napisał pan, że spóźni się dziesięć minut.

Dlaczego?


Bo w Angoli to żadne spóźnienie. Tam czas płynie inaczej. Jeśli ktoś spóźnia się dziesięć minut, to prędzej szczyci się, że przyszedł na czas. Długo musiałem się tego uczyć, tym bardziej że sam staram się być punktualny. Po pewnym czasie granica mojej tolerancji się zwiększyła. „This is Africa" – tłumaczyłem sobie.

Jakie uczucie towarzyszyło panu po lądowaniu w Warszawie?


Radość. Tęskniłem za krajem, językiem. Zrozumiałem słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który podkreślał miłość do ojczyzny. Jednocześnie poczułem się spełniony. Poleciałem do Angoli jako anonimowy piłkarz, tak przynajmniej mówiono o mnie w mediach sportowych. To we mnie siedziało. A ja miałem swoje cele i osiągnąłem je co do jednego.

Jakie to były cele?

Wywalczyć sobie miejsce w pierwszym składzie, strzelić c...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA