Reklama

„Zabójcza przyjaźń”: Nieogarnięty detektyw

„Zabójcza przyjaźń” udaje thriller, ale najmocniej działa jako opowieść o granicach, których nie zauważa się, dopóki nie zostaną przekroczone.
„Zabójcza przyjaźń”: Nieogarnięty detektyw

Foto: mat.pras.

Na początku wszystko wygląda niewinnie. Dwie osoby, wspólne traumy, podobne potrzeby i wielki konflikt będący nieporozumieniem. Kamera prowadzi nas spokojnie, sugerując, że to historia o przypadkowym morderstwie. Problem w tym, że im dłużej trwa akcja, tym trudniej cokolwiek odgadnąć i po jakimś czasie każda z czołowych postaci jawi się jako potencjalny morderca.

Mała mieścina staje się nagle głównym punktem debaty, bo szybko się okazuje, że jedno morderstwo obnaża szereg brudnych spraw z przeszłości. Choć można się było domyślić, kto brutalnie pozbawia życia kolejne osoby, to i tak scenarzyści zgotowali nam szokujące zakończenie. Trzy odrębne wątki fabularne zostały widowiskowo połączone jedną postacią, której nikt o nic nie podejrzewał. Serial ma jednak duży minus, a jest nim jeden z głównych bohaterów. Detektyw Jack Harper grany przez Jona Bernthala jest porażająco nieogarnięty. Notorycznie podejmuje kuriozalne decyzje, wywołując u widza konsternację. Żal patrzeć, jak nieugięty Punisher, histerycznie mota się w prostej sprawie o morderstwo. Wygląda to tak, jakby twórcy celowo ogłupili detektywa, by inne postacie mogły przy nim wypaść lepiej. Tessa Thompson nadrabia za dwoje. Miło patrzeć, jak rozstawia wszystkich po kątach. Sieć układów lokalnej społeczności szybko pęka, gdy bezkompromisowa dziennikarka zadaje niewygodne pytania. Serial z pewnością do polecenia, szkoda tylko, że nie da się pominąć scen z Bernthalem.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama