fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Kogo obraża Bóg, honor oraz ojczyzna

Jedna ze stron w nowym paszporcie.
mswia.gov.pl
Antyklerykałowie i tropiciele wszelkich skandalicznych ich zdaniem nacisków Kościoła na państwo oraz innych spisków zagotowali się z oburzenia. Gdyby istniały jakieś zawody w oburzaniu, z pewnością w ubiegłym tygodniu polska lewica zdobyłaby złoty medal. A to wszystko za sprawą projektu paszportu na stulecie odzyskania niepodległości. Na stronie ze zdjęciem paszportu dyplomatycznego, który pokazano w internecie, znalazło się hasło „Bóg, honor, ojczyzna". Wyobrażacie sobie państwo, co za skandal?

I nie wiadomo, co bardziej oburzające, czy to, że ktoś się powołuje na Boga, czy to, że wspomina o honorze, bo to, że odwoływanie się do ojczyzny na dokumencie urzędowym jest oburzające, jest chyba dla każdego jasne.

Ale tak serio, sprawa ta pokazuje, do jak absurdalnego punktu doszliśmy w naszej debacie. Zwolennicy świeckości państwa uważają bowiem, że użycie słowa „Bóg" dyskryminuje osoby niewierzące i dowodzi tego, jak wstecznym jesteśmy państwem poddanym dyktatowi Kościoła. Jeśli przyjąć taką interpretację, okazałoby się, że również posługiwanie się amerykańskimi dolarami dyskryminuje osoby niewierzące, a Waszyngton to sługa Watykanu. Wszak na każdym banknocie amerykańskiej waluty znajduje się inskrypcja „In God we trust".

Problem jest jednak głębszy. Z logiki opisanych wyżej oburzaczy wynikać ma, że obecność symboli obraża osoby, które są niewierzące. Jeden z internautów wyznał na Twitterze, że nie wierzy w istnienie syren, ale obecność warszawskiej syrenki w herbie Warszawy nie narusza jego uczuć religijnych. I właśnie o to chodzi.

Weźmy Białego Orła. Przecież jego obecność jako symbolu Polski związana jest z legendą o Lechu, mitycznym założycielu naszego państwa, na którego ramię sfrunął ze starego dębu biały orzeł, co dało mu znak, by się osiedlić w miejscu, które później nazwano Gniezno. Czy obecność polskiego godła jest obraźliwa dla osób, które uważają, że to tylko legenda, a nie prawdziwa historia z dziejów naszego narodu?

Przypomina to nieco sytuację, której byłem kiedyś świadkiem. Kolega oburzał się na stołówce na kogoś, kto w Wielki Piątek zamówił mięso na obiad. Gdy tamten zaczął się tłumaczyć, że przecież nie jest wierzący, kolega odparł, że brak wiary nie przeszkadzał mu zajadać się w tłusty czwartek pączkami. – Przecież jedzenie pączków to taka tradycja – bronił się zamawiający kotleta. – Niejedzenie mięsa w Wielki Piątek to też taka tradycja – odparł mój kolega.

Tutaj mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. „Bóg, honor, ojczyzna" to historyczne hasło wojska polskiego przyjęte formalnie przez władze na uchodźstwie w czasie II wojny światowej. Jak można się domyśleć, komuniści nie byli jego wielkimi fanami i dlatego przez wiele lat uchodziło za hasło wyklęte, by po 1989 roku powrócić na sztandary oddziałów wojskowych, ale też do kultury masowej. Odnosi się ono do pewnego historycznego kontekstu, jest pewnego rodzaju tradycją. Oczywiście mającą zakorzenienie w religii, ale w żaden sposób niełamiące rozdziału państwa i Kościoła. Stwierdzenie, że słowo „Bóg" w paszporcie wyklucza niewierzących, jest więc po prostu niedorzeczne. Być może ci, których to oburza, zbyt mocno zainspirowali się filmem „Kler" i dziś wszędzie tropią nieuprawnione wpływy Kościoła.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA