fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Platforma Obywatelska

Pierwsze ofiary wojny w PO

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Rezygnacja Borysa Budki z wyścigu o fotel przewodniczącego partii przyspieszy konsolidację Platformy.

Wewnętrzne wybory w PO wkraczają w decydującą fazę. Pewne jest, że nowego lidera największej partii opozycyjnej poznamy w drugiej połowie stycznia, po pierwszej turze głosowania.

Drugiej nie będzie, bo w piątek z gry wycofał się Borys Budka. Były minister sprawiedliwości od początku wskazywany był jako outsider, który w pojedynku Grzegorza Schetyny i Tomasza Siemoniaka odgrywał rolę listka figowego. Jedyne, co mógł osiągnąć, to odwleczenie ostatecznego rozstrzygnięcia do połowy marca. A to ostatnie, czego potrzebowała sama PO.

– Dobrze, że zrezygnował, bo dzięki temu cały proces zakończy się szybciej i będziemy mogli się skupić na walce z rządem – mówi nam jeden z najważniejszych polityków PO.

Była formacja rządząca wciąż nie potrafi się odnaleźć w ławach opozycji. – To widać na każdym kroku. Brakuje nam miejsc do pracy. Wcześniej były ministerstwa, mieliśmy też więcej pokoi w Sejmie. Teraz nie mamy się gdzie podziać – narzeka poseł PO, który nie miał wcześniej doświadczeń opozycyjnych.

Wewnętrzne starcie o stanowisko przewodniczącego tylko ten kryzys pogłębia. Brakuje silnego ośrodka decyzyjnego. – Z jednej strony jest szefostwo klubu, a z drugiej była przewodnicząca. Chemii nie ma i zdarzają się tarcia – słyszymy.

Z problemów PO skwapliwie korzysta Nowoczesna, która, zwłaszcza medialnie, przejęła pałeczkę lidera opozycji. W Platformie partia Petru nie jest jednak traktowana jako przesadne zagrożenie. – To chwilowe. Media się nimi na razie zakrztusiły, ale jak rozwiążemy swoje sprawy, wszystko wróci do normy – przekonuje doświadczony poseł.

Budka swoje poparcie przekazał Schetynie. – Są takie momenty w historii, kiedy polityk musi schować swoje ambicje, kiedy w trosce o własny kraj, o Polskę musi zrozumieć, że tylko i wyłącznie jedna, silna drużyna, która działa sprawnie jest w stanie walczyć o prawa Polaków – tłumaczył.

To dla byłego szefa MSZ duża pomoc. Dotąd Budka był wskazywany jako kandydat zmarłego kilka dni temu śląskiego barona PO Tomasza Tomczykiewicza, który pozostawał zdystansowany do dwóch największych grup w partii. Tym samym Schetyna mógł zyskać kilka punktów od niezdecydowanych, które w ostatecznym rozrachunku mogą się okazać kluczowe dla zwycięstwa.

Zwłaszcza że Schetyna coraz bardziej umacnia swoją pozycję faworyta. W porównaniu z Siemoniakiem ma większe doświadczenie w partyjnych starciach i lepiej zna lokalnych działaczy. Schetyna może się też przedstawiać jako twarz sukcesu. Gdy zasiadał we władzach PO, partia wygrywała.

Siemoniak jest też odbierany jako kandydat Ewy Kopacz, a to przeciwko jej sposobowi zarządzania partią zbuntowali się baronowie i członkowie zarządu partii.

– Grzegorz jest w ofensywie. Niemal wpadł w trans, objeżdża partyjne struktury i jest w swoim żywiole – mówi jeden z jego współpracowników z dawnych lat. – Walka będzie trwała do końca. Ale dziś to zwolennicy Schetyny są w lepszych humorach – ocenia jeden z posłów, który nie zdecydował jeszcze, na kogo odda swój głos.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA