fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Przed meczem z Izraelem: Wszyscy niezadowoleni

Robert Lewandowski miał w Skopje trudny wieczór – był osamotniony w ataku i musiał się cofać po piłkę
PAP
Mimo zwycięstw w trzech kolejnych meczach Jerzy Brzęczek i jego piłkarze są krytykowani. W poniedziałek gramy z Izraelem.

Takie sytuacje nie zdarzają się często. Polska pokonała kolejno Austrię w Wiedniu 1:0, Łotwę w Warszawie 2:0 i Macedonię Północną w Skopje 1:0 – prowadzi w swojej grupie bez straty punktu i bramki. Mimo to nastroje wśród kibiców są kiepskie. Nowość to fakt, że samym piłkarzom też nie podoba się gra, a kilku z nich uważa nawet, że narzekania kibiców i dziennikarzy są uzasadnione. Zwycięstwa już nie wystarczają. Wszyscy chcą, aby odnoszono je w lepszym stylu.

Pół okazji

Rzeczywiście, w czwartek Polacy grali w Skopje wyjątkowo bezbarwnie. Macedończycy przez wiele minut przebywali na naszej połowie, odbierali nam piłkę, tylko nie wiedzieli, co zrobić, żeby wpadła do bramki. My szczęśliwie gola strzeliliśmy. Szczęśliwie, bo nie padł po wyuczonej akcji, ale po rzucie rożnym i był efektem przypadku do tego stopnia, że Krzysztof Piątek później dowiedział się, że to właśnie on ostatni dotknął piłkę, w sytuacji, której nie można nawet nazwać strzałem.

Sztuką jest słabo grać, a mimo to odnieść zwycięstwo. Polacy to robią. W Wiedniu pokonali gospodarzy po wymianie ciosów. W Warszawie długo męczyli się z Łotyszami, ale przez chwilę nie przestawali wierzyć w sukces i cel osiągnęli. W Skopje drużyna sprawiała wrażenie całkowicie zagubionej, a nie tylko nie dała sobie wbić bramki, ale sama wykorzystała pół okazji.

Piątek chce dwójką

Szczęście sprzyja lepszym, ale trzeba na nie zapracować. Dzisiejsze spotkanie z Izraelem stało się nagle walką o pierwsze miejsce w grupie. Po losowaniu eliminacji Izraelczyków skazywano raczej na dalszą pozycję. Faworytami byli Polacy, dużo szans dawano Austriakom. Rzeczywistość okazuje się inna. Polska wywiązuje się z roli faworyta, natomiast Izrael, z austriackim trenerem, świetnym przed laty piłkarzem Andreasem Herzogiem stał się największą rewelacją rozgrywek w naszej grupie.

Izrael zaczął eliminacje od remisu ze Słowenią 1:1, co nikogo nie zdziwiło. Ale dwa zwycięstwa: nad Austrią 4:2 (od stanu 0:1) i Łotwą w Rydze 3:0, już tak. Aż siedem bramek w trzech meczach strzelił Eran Zahavi, starszy od Roberta Lewandowskiego o rok. Większość kariery spędził w dwóch klubach z Tel Awiwu: Hapoelu i Maccabi, ale ma też za sobą dwa sezony gry w Palermo. Od trzech lat strzela bramki dla chińskiego klubu Guangzhou R&F. Aż 11 zawodników izraelskich gra w klubach zagranicznych. To na pewno nie będzie łatwy przeciwnik.

Zahavi, który nie cieszy się sławą jak Lewandowski, zdobył więcej goli niż cała reprezentacja Polski. Brak skuteczności stał się nagle naszym problemem. Robert Lewandowski zdobył 22 gole w Bundeslidze, Krzysztof Piątek 22, a Arkadiusz Milik 17 w Serie A. Dla reprezentacji w eliminacjach Piątek strzelił dwie, w obydwu przypadkach wchodząc na boisko z ławki rezerwowych, a Lewandowski jedną.

Słaba skuteczność w kadrze to nie tylko wina napastników. Cała drużyna zawodzi. Piątek ma instynkt, Lewandowski jest mistrzem wykańczania akcji. Tyle że tych akcji Polacy nie przeprowadzają. Powinny zaczynać się od obrońców lub pomocników, a w środku boiska się kończą. Po meczu w Skopje Piątek dał do zrozumienia dziennikarzom, że jest zawiedziony rolą rezerwowego i uważa, że kadra powinna grać z dwoma napastnikami.

Braki Polaków

Trudno mu się dziwić. Ale w niedawnym spotkaniu z Łotwą właśnie tak grała i efekt też był słaby. Obydwie bramki dla Polski padły dopiero w ostatnim kwadransie. Lewandowski strzelił po podaniu Arkadiusza Recy, a Kamil Glik po rzucie rożnym.

W tamtym meczu Piotr Zieliński był lewym pomocnikiem. W Wiedniu też. Grał przeciętnie, ale był z siebie zadowolony. W Skopje trener ustawił go za Lewandowskim, odpowiedzialnym za kreowanie gry. Nic z tego nie wyszło. Zieliński ma już, a nie dopiero 25 lat i wypadałoby, żeby ten talent, jaki niewątpliwie ma, pokazał właśnie w meczach reprezentacji.

Ta reprezentacja wyraźnie dzieli się na tych, którzy są od zdobywania bramek i takich, którzy bronią. Drudzy stanowią większość. Budujących brak, utrzymanie piłki stanowi problem. Obrońcy, Grzegorz Krychowiak i Mateusz Klich, głównie przeszkadzają, a brakuje tych, którzy budują. To dlatego Polacy zdobywają gole z ulubionego kontrataku i po stałych fragmentach gry. Jeśli to się nie powiedzie, a przeciwnik dobrze się broni, żaden atak pozycyjny w wykonaniu polskich piłkarzy nie przyniesie sukcesu. Do tego potrzebna jest nienaganna technika, pomysł i szybkość. Czyli to, czego większości naszym piłkarzom brakuje.

Kadra się zmienia

Instynkt Piątka, klasa połączona z doświadczeniem Lewandowskiego, szybkie rajdy Kamila Grosickiego tego nie zmienią, bo z grą zespołową mają niewiele wspólnego. Brakuje piłkarzy charyzmatycznych, kreatywnych, po odejściu Łukasza Piszczka i kontuzji Jakuba Błaszczykowskiego Lewandowski został sam. Kadra się zmienia, niektórzy są zmęczeni, następni mają szansę, ale słabo ją wykorzystują.

Nastroje być może zmienią się, jeśli Polska pokona dziś Izrael. Niezależnie od problemów – powinna to zrobić.

Polska–Izrael, poniedziałek, godz. 20.45 Stadion PGE Narodowy. Transmisja w TVP1, TVP Sport i Polsat Sport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA